sobota, 27 lipca 2019

ProDen PlaqueOff na odświeżenie kociego oddechu

Kiedyś testowaliśmy różne sposoby na pielęgnację kociego uzębienia - od specjalnych past, przez szczoteczki do zębów, aż po napar z szałwii. Następnie wszystko poszło w odstawkę i obudziliśmy się trzy lata później z uzębieniem w kondycji przeciętnej. Wypadałoby więc znów zainteresować się tym tematem. Padło na ProDen PlaqueOff w wersji dla psów i kotów. Jest jeszcze wersja przygotowana specjalnie dla kotów, ale różnią się głównie nazwą.


O istnieniu preparatów Plaqueoff wiedziałam od dawna (poza ProDenem znany jest również VetExpert) i trafiałam na mnóstwo pozytywnych opinii, ale podchodziłam do nich sceptycznie - przecież ten proszek składa się tylko z alg morskich z dodatkiem drożdży browarniczych. To samo można dodawać kotu do jedzenia osobno lub używać w suplementacji diety BARF. Do tego dochodzi jeszcze cena (60zł-70zł za opakowanie 40g), która nie motywuje do zakupu produktu.


Zawartość niewielkiego pudełeczka wyda się znajoma każdemu, kto kiedykolwiek barfował z użyciem alg. Do środka dołączono również miarkę. Dawkowanie to pół lub jedna łyżeczka proszku dziennie dodawana bezpośrednio do pokarmu.


Zużyliśmy dwa opakowania, co zajęło jakieś 4 miesiące. Przez większość czasu kociaste dostawały suplement regularnie, dopiero w ostatnich tygodniach zdarzały się jednodniowe (lub ciut dłuższe) przerwy.

Jeśli chodzi o zdanie kotów, Hesia (apetyt małego słoniątka) raczej nie zwracała na proszek uwagi, choć wolała, gdy go nie było. Felin (wybredny niejadek) zdecydowanie o wiele częściej pomijał dawki, twierdząc, że pożywienie skażone tym paskudztwem jest niejadalne, a jeżeli preparat zbrylił się tylko w jednym miejscu, wylizywał wszystko dookoła i go zostawiał.


Odnośnie efektów - nie oszukujmy się, nie są magiczne. Jakaś poprawa lub zahamowanie procesu odkładania się kamienia - prawdopodobnie nastąpiła, ale o spektakularnej przemianie pożółkłych sześcioletnich zębów w śnieżnobiałe ząbki półrocznego kocięcia nie może być mowy. Za to wiem, na co podziałało na pewno - na świeżość kociego oddechu.

Tak, wącham kotom mordy.

Hesia zabija oddechem od kiedy pamiętam - jak ziewa, to trzeba uciekać. Zapach z pyska Felina jest raczej przeciętny, ale też wyczuwalny.
Po zastosowaniu preparatu odór paszczowy Królewny zneutralizował się do poziomu zapachu paszczowego Fisia, a wyziewy Felina niemal przestały być dostrzegalne. Co oczywiście nie znaczy, że mu z tego pyska pachnie fiołkami, bo nie przesadzajmy. 

Jeśli chodzi o odświeżenie powietrza wokół pyszczków, działanie proszku mnie zadowala. Jakieś większe efekty - niekoniecznie. Być może będziemy do niego wracać profilaktycznie od czasu do czasu, ale niezbyt często - przy jednym kocie takie pudełeczko to jeszcze nie jest duży wydatek, ale przy dwóch kociastych to już jednak dość szybko się zużywa.

Takie 4/5, jeśli mam wystawiać jakąś ocenę.