niedziela, 5 sierpnia 2018

Drapak Ikaros - czy przetrwał próbę czasu?

Długo marzył mi się duży, ładny drapak, dlatego jakieś 8 miesięcy temu zastąpiliśmy skromną Oazę Ikarosem.
Zaraz po zakupie drapak był oblegany przez koty. Trwało to przez dwa miesiące, może nawet dłużej, ale każda nowość z czasem się nudzi i obecnie prawie ich na nim nie widuję. Na jakiś czas został przestawiony w inne miejsce i wtedy znów się nim zainteresowały, zwłaszcza Hesia przesypiała na nim noce. Teraz znów jest raczej ignorowany i nie służy ani za legowisko, ani jako plac zabaw.


Za to świetnie spełnia swoją najważniejszą funkcję - codziennie jest drapany. Głównie przez Hesię, ale Felinowi też się zdarza ("zdarza się coś robić" to jak na standardy Felina znaczy często).  I to się liczy, a znając ich upodobania do zmieniania miejscówek, za jakiś czas może do Ikarosa wrócą.

Jest jednak coś, co bardzo mi się w tym drapaku nie podoba:



Powierzchnia do drapania nie zajmuje całej długości słupka (pewnie w założeniu tak miało być ładniej), na górze i dole są one pokryte miękkim materiałem. A do tego moje cudowne koty upodobały sobie krótsze słupki, więc zamiast drapać sizal (czy co to tam jest), mordują tkaninę. Można zapomnieć o estetyce.
Teraz już wiem, że trzeba zwracać uwagę na to, by słupki były w całości pokryte odpowiednim tworzywem.


Drugim problemem, o którym przypomniało mi właśnie pospieszne zerknięcie za siebie na drapak, jest jego kolor. To znaczy bardzo mi się podoba, ale koty roznoszą wszędzie żwirek, którego jasny kolor kontrastuje z tym szarym/brązowym (czasami podejrzewam się o daltonizm) i trzeba to czyścić znacznie częściej, niż w przypadku jasnego drapaka.
Ale poza tym zakupu nie żałuję, jak na duży drapak w dość niskiej cenie, jest bardzo w porządku.



Przewrotność kotów nie zna granic - kilka dni po napisaniu tego posta znów zaczęłam je widywać  leżące na drapaku :)