wtorek, 18 lipca 2017

Trawa dla kota

Nie samym mięsem żyje kot ;). Trawa też jest mu potrzebna, by za jej pomocą mógł sobie oczyścić przewód pokarmowy, przede wszystkim z wylizywanej sierści. Dlatego kotom niemającym możliwości pasienia się na zewnątrz, zasiewamy trawę w doniczkach.


U nas to czasami wygodna do "hodowli" specjalna trawa z zoologicznego, ale przeważnie stawiamy na dużo tańsze "niekocie" ziarna. Nie mam bladego pojęcia o roślinności i nawet ta głupia trawa nie chce za bardzo rosnąć pod okiem tak wybitnego ogrodnika, ale to chyba owies albo żyto ;).


Główną kozą tego domu jest Felin, rzuca się na zieleninę jak durny i potrafi naraz pożreć połowę zawartości doniczki. Hesia zachowuje więcej umiaru. Choć może nie akurat na tych zdjęciach.


Trawę siejemy raz na jakiś czas, bo nie ma komu się tym zająć. Pewnie ten system nie jest najlepszy i bardziej odpowiednie byłoby mieć zawsze dostępną doniczkę ze świeżą trawą, wtedy koty nie opychałyby się nią jak wygłodniałe.


W efekcie jest kilka dni rzygania kilogramami trawy przez wspaniałego Fisia, a potem spokój do momentu, aż znów się uda znaleźć motywację do zasiania nowej porcji.


A Fiś to drań podły, potrafi przyjść z drugiego pokoju specjalnie po to, żeby zwrócić trawę na łóżko... dlatego "dni trawy" nie należą do najprzyjemniejszych ;).


Tyle się słyszy o kłaczkach, ale ja w sumie nie widuję jakichś większych złogów sierści, nie zakłaczają się te moje koty czy co. Nawet nie są zbyt regularnie czesane bo się stawiają bardzo. To znaczy Fisiek, on dostaje szału od czesania, bo Hesi to tam wszystko obojętne (jak i w każdej innej dziedzinie życia, czy istnieje coś, co by obchodziło tego małego potworka, chyba tylko żarcie).