niedziela, 9 lutego 2014

Trzymamy się już pięć dni.

Co prawda dzień jeszcze nie minął, ale zostało niedużo czasu do końca, więc chyba mogę napisać.
Jakoś się jeszcze Felaś trzyma. Nie wiem, jak on to robi, ale wskakuje mi na biurko i sobie tam leży. Gdy widzę, że chce się dostać na parapet, staram się go na niego wsadzać. Nie ważyłam go, ale w ogóle nie odczuwam jego ciężaru, pewnie waży ok. 2kg, a było prawie 4kg. Wyobraźcie sobie, jak musi wyglądać. Albo lepiej nie, oszczędźcie sobie tego widoku.
Śmierć tu jest, niemal można ją wyczuć (lub mi odbija od tego wszystkiego, co całkiem możliwe), pytanie tylko, jak długo jeszcze będzie tu tkwić, czy odpuści, czy weźmie, co jej się należy (proszę darować ten bełkot, musiałam).
Próbowaliśmy mu zrobić zastrzyki, ale nie ma się w co wbić, skóra jest twarda, zasuszona i nierozciągliwa. Nie dałam rady się przez nią przebić, zrobił to ktoś inny. Tylko sierść na karku się polepiła, a od kota wali lekami, więc pewnie było za płytko i się wysączyło. I przez to co trzy godziny jest krwisty bełt. Fiś niestrudzenie wędruje do kuwety celem zwymiotowania, czasem zdąży, czasem nie. Myślałam, żeby mu ją przestawić bliżej jego meliny (cały mój pokój, wyraźnie nie życzy sobie towarzystwa, więc prawie tam nie wchodzę), ale może to nie przypadek, że stara się trzymać jak najdalej od skupisk wirusa (zawartość kuwety).
Nie chcę nastawiać się na to, że z tego wyjdzie, bo jak nie wyjdzie, będzie jeszcze bardziej bolało. Dlatego jest dla mnie trupkiem, który udaje żywego. Nie jest trudno tak myśleć, wystarczy nań spojrzeć. Jednak nadzieja wkrada się i trzyma, Felin dziś próbował pić, i to kilkakrotnie. Małe, ostrożne łyczki. Prawdopodobnie to od nich te wymioty, ale niech sobie pije, jeśli jest w stanie.
I przejawia zainteresowanie tym, co dzieje się za oknem, nieznaczne, ale jest.

Skoczyliśmy na szybko do lecznicy, dostał leki i małą kroplówkę. Przetrzymajmy tę noc.

1 komentarz:

  1. Oj niech się trzyma. Bardzo mi smutno. :( Wierzę że jest w stanie wyjść z tego... zawsze to będę powtarzać- trzeba być dobrej myśli i trzymajcie się. Jutro z nerwami będę czytać posta. Dzisiaj czekałam i czekałam. Jutro już dzień szósty. Czyli łagodna... wierzę w cud.
    Zuzia

    OdpowiedzUsuń

Komentarze są wielką motywacją i potwierdzeniem tego, że nas czytacie, dlatego bardzo dziękuję za każde naskrobane słowo :)

Komentarz uznany za reklamę zostanie usunięty.