piątek, 14 lutego 2014

Walentynkowy dzień dziesiąty

Dzień dziesiąty licząc od pierwszego dnia rzygania żółcią dalej niż się widzi, a trzeci od znacznej poprawy. Nie ośmieliłabym się stwierdzić, że już na pewno wszystko minęło i mam tu ozdrowieńca, ponieważ wszystko się może zdarzyć, ale raczej powinno być dobrze. Felaś zachowuje się zupełnie jak dawniej i jest bardzo miło i męcząco, bo to najupierdliwszy i najbardziej irytujący kociak świata.

Schudł i nadal chudnie, gdyż ze względów bezpieczeństwa dostaje niewielkie ilości pożywienia, które stopniowo są zwiększane. Dopiero za dwa-trzy dni wprowadzimy suchą, na razie jedzie na najlepszych puszkach. Głodny jest, rzuca mi się w talerze, szuka, wydziera się, ogólnie masakra. A jeszcze dostał coś na poprawę apetytu... ratunku!
Z 3,7kg zeszło do 2,8kg, tyle to on ważył w wieku pięciu miesięcy. Widzę tę zazdrość w Twoich oczach Zuziu, też byś chciała mieć takie problemy, utuczyć kota łatwiej niż odchudzić.

Macie tu walentynkowe zdjęcie mojego przystojniachy:

Na czerwonym, romantycznym tle :)

Na koniec prezentacja wygolonych kocich łapek:


2 komentarze:

  1. Przewidziałaś to, że w tym momencie o tym pomyślę... Chudziaczek z niego. Sonia też będzie miała taka łapkę. Już wiem, że to tak źle nie wygląda. Nie do zauważenia. O tak jak to bym mogła tuczyć koty, nie odchudzać...

    OdpowiedzUsuń
  2. Czytałam wszytko jeszcze raz, wzruszyć się można. Wszystko dobrze się skończyło. :)
    (Buahhahah ja w szkole na informatyce, nudno tu... chce do domu xd)
    Zuzia! ;p

    OdpowiedzUsuń

Komentarze są wielką motywacją i potwierdzeniem tego, że nas czytacie, dlatego bardzo dziękuję za każde naskrobane słowo :)

Komentarz uznany za reklamę zostanie usunięty.