niedziela, 6 kwietnia 2014

Jesteś świadomy i odpowiedzialny - kastrujesz

Każdego dnia do schronisk trafia więcej kotów niż z nich wychodzi. Fundacje i domy tymczasowe mają więcej pracy i wydatków niż możliwości i funduszy. Koty latami czekają na kogoś, kto je pokocha, a ich szanse na adopcję z każdym tygodniem maleją. Kolejne kocięta są znajdowane na śmietnikach, a domowe pieszczochy umierają, bo nie radzą sobie na ulicy po tym, jak zostały wyrzucone przez znudzonego właściciela. Wśród tych stworzeń nie brakuje osobników okaleczonych, niewidomych, przewlekle chorych. Kocięta dziesiątkuje koci katar i panleukopenia.

Gorzka prawda: gdyby się nie urodziły, nie cierpiałyby bezsensownie. A przyszły na świat pod czyimś dachem, ktoś cieszył się z uroczych malców swojej kotki, gdy podrosły oddał je w "dobre ręce", i na tym skończyły się jego obowiązki.

I tu przechodzimy do tematu: każdy kochający i odpowiedzialny opiekun kastruje swojego kota.

Ten prosty, przeprowadzany masowo zabieg nie ma żadnych wad, poza ewentualnymi komplikacjami, które zdarzają się naprawdę rzadko. Nie jest okaleczaniem, kocur nie czuje, że coś stracił (nie zauważyłam u Fiśka oznak depresji z powodu tego, że nie jest już męszczyzną), a kotka nie rozpacza dlatego, że nie zostanie matką.

Największą zaletą jest to, że dzięki kastracji nie przyczyniasz się do kociego cierpienia i bezdomności.

Niby jak się przyczyniam rozmnażając, skoro nie wyrzucam tych kotów na śmietnik ani ich nie topię?

Twoje kocięta zajmą miejsca w dobrych domach kotom, które już się narodziły i być może nie przeżyją, jeśli nikt ich nie przygarnie. Dorzucanie własnych kociąt do "kolejki" zwierząt szukających domów  nie jest rozsądne.

Dlatego tak ważne jest kastrowanie, czy jak kto woli sterylizowanie, szczególnie kocic, ale kocurów też - Twój kocur zapładnia wszystko co się rusza, a Ty na to pozwalasz i może przypadkiem przyczyniasz się do tego, że ktoś topi kocięta spokrewnione z Twoim kocurem.

Kotka dostaje pierwszej rui - ciachasz zaraz po niej. Masz w domu dorastającą kocią parkę - kastrujesz przynajmniej jednego kociaka tuż po skończeniu przez niego pół roku, żeby nie narozrabiali po kryjomu. Kotka zaciążyła? Zawsze można przeprowadzić sterylizację aborcyjną.

To ostatnie jest najbardziej kontrowersyjne i wielu się przeciw niemu burzy. Podobno do decyzji o przeprowadzeniu aborcji na kocie trzeba dojrzeć i osobiście doświadczyć sporej ilości kociego nieszczęścia, by pojąć, jakie to rozsądne rozwiązanie. Ja do przekonania się do tego nie potrzebowałam tony nieszczęść, moje nieliczne doświadczenia i zdrowy rozsądek w zupełności wystarczyły, by uznać to rozwiązanie za właściwe.

Kot to nie człowiek, a zwierzę, za które jesteśmy odpowiedzialni. Kotka nie myśli o swojej ciąży aż do momentu porodu, więc za złe nam tego mieć nie będzie i płakać po dzieciach nie zacznie. Inaczej jest w przypadku, gdy jej młode zabijane są tuż po narodzeniu, i to często na jej oczach - może kolejne mioty rodzić poza domem, by uniknęły losu poprzednich, a potem przyprowadzać już duże, całkiem nieoswojone kocięta.

Nie chcemy odbierać kociętom życia, ale czy przyjście na świat będzie dla nich takie dobre? Na pewno te słodkie, małe kuleczki trafią tylko do dobrych opiekunów? Gdy nie ma wielu chętnych, kociaki oddaje się pierwszemu lepszemu i nie sprawdza przyszłych warunków ich życia. To właśnie takie koty potem giną pod kołami samochodów albo rozszarpane przez psy, lądują na ulicy, żyją byle jak zaniedbane, rozmnażają się dalej.

Jeśli mamy już dla malców przygotowane odpowiedzialne domy, gdzie będą miały zapewnioną opiekę weterynaryjną, odpowiednie pożywienie, będą wykastrowane i niewychodzące lub wychodzące w bezpiecznej okolicy, to teoretycznie moglibyśmy pozwolić naszej kotce zostać matką, ale jeśli naprawdę jesteśmy miłośnikami kotów, to polecimy tym dobrym domom uratowanie kota, który już się urodził i być może umrze, jeśli nikt go nie przygarnie. Poza tym, jeśli urodzi się nam szóstka czy ósemka brzdąców, to co wtedy, aż tylu tych wspaniałych chętnych się znajdzie, czy może każdy z nich bez oporów weźmie po dwa kociaki? Mało prawdopodobne.

Nie sprowadzajmy na świat nowych kocich żyć, jeśli nie możemy zapewnić im godnej egzystencji. Istnieje duże prawdopodobieństwo, że nasze maluszki skończą marnie, a jak nie one, to ich potomstwo. Większość kotów przebywających w schroniskach urodziła się w domu. Często też kocięta umierają tuż po urodzeniu i zdarzają się zagrażające życiu kotki komplikacje przy porodzie. Po co to wszystko? Nie byłoby problemu, gdyby kotka została wykastrowana. Rozmnażając naszą kotkę rozbudowujemy niekończący się łańcuch kociego cierpienia. Aborcja to mniejsze zło, zapobiega cierpieniu zarówno tych nienarodzonych, jak i wielu innych kotów.

Wkrótce napiszę o innych zaletach sterylizacji. 

8 komentarzy:

  1. Choć ja to wszystko rozumiem i tak samo jak Ty, jestem na to wrażliwa, bardzo mnie zaciekawiło. Może to kogoś ruszy, tak pięknie napisane, jak można na to być obojętnym? Kastracja to najlepsze rozwiązanie, po co się przyczyniać do śmierci tylu niewinnych kotów... czekam na kolejne posty z tym związane.

    OdpowiedzUsuń
  2. Mieszkając na wsi nie mam z tym problemów, koty nie muszą mieć aż tak cudownych warunków itp. Mają gdzie spać, bo cały strych pełen ciepłego siana mają dla siebie, w każdej chwili mogą zejść na dół i chodzić gdzie tylko chcą. Mają co jeść, bo codziennie się o to martwię, ale też same łapią myszy, bo przecież po to są. Tylko jedna kotka daje się pogłaskać i tyle mi wystarcza :) reszta wie gdzie ich dom, przychodzą kiedy wołam, jedzą to co im daje, ale w większości łapią myszy. Widzę, że to daje im radość.
    Mam tylko jeden wielki problem, a konkretnie moi rodzice... Zawsze kiedy jest "czas na rozmnażanie kotów" już obmyślają jak się pozbyć nowo narodzonych kociąt, czy utopić czy co... Moje słowa nic nie pomagają, w ukryciu przede mną i siostrą robią swoje. A co ja zrobię kiedy idę do szkoły? :(
    Tym bardziej nie ma co prosić o sterylizację, nie mają zamiaru się z tym męczyć a sama nie mogę...

    Mam nadzieję, że teraz uda mi się zaopiekować kociętami jeśli tylko jakieś będą, bo mama trudzi się też odganianiem kocurów. ;(

    Ten post dał mi więcej motywacji do walki o następne kocięta :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Mój Enzo jest wykastrowany, psa, Spike też zamierzam wykastrować. Ja teraz uświadamiam przyjaciółce, która ma kota, jak ważne jest to, żeby go wykastrowała. Ciągle słyszę "po co?" ,dziewczyna nie wie co robi, mam nadzieje, że wykastruję go, bo to wydatek jakiś wielki nie jest, pomijając ten fakt, że koty żyją średnio 2 lata dłużej. :)

    OdpowiedzUsuń
  4. zgadam się z tobą w 100%.
    Zapraszam: stella191.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. Jak ja to całkowicie popieram. Już tak dużo kotów wylądowało na ulicy. "Przecież kotek był taki śliczny i piękny, ale dostałem uczulenia więc lepiej niech pożyje na wolności" Eh.
    Zdołowało mnie troszeczkę to "drzewko genealogiczne", ale to sama prawda. Post skłania do refleksji. Dziękuję. :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Bardzo mądry i potrzebny post - trzeba ludzi uświadamiać. A za chwilę zacznie się "wysyp" małych kotków i pełno nie będzie miało domów, lub nawet nie przeżyje :(

    OdpowiedzUsuń
  7. Mądry post i apeluj dalej, ale nie wiem, czy ludzie w końcu zrozumieją i wezmą, to do swojej głowy.

    OdpowiedzUsuń
  8. Mój kotek jest właśnie taką uratowaną znajdą. Ktoś ją i jej brata porzucił, gdy mieli zaledwie trzy miesiące.
    Tosia jest moja, a braciszek - sąsiadki.
    <3

    Mądrze napisałaś. Niestety nadal wielu ludzi nie sterylizuje swoich zwierząt (problem dotyczy nie tylko kotów, lecz i psów).

    OdpowiedzUsuń

Komentarze są wielką motywacją i potwierdzeniem tego, że nas czytacie, dlatego bardzo dziękuję za każde naskrobane słowo :)

Komentarz uznany za reklamę zostanie usunięty.