środa, 2 kwietnia 2014

Kot wychodzący vs. niewychodzący

Koty wychodzące to koty, które mieszkają z człowiekiem i są wypuszczane na zewnątrz, gdzie nikt ich nie kontroluje. Spędzają czas na patrolowaniu terenu, polowaniu czy wygrzewaniu się w słońcu, ciesząc się całkowitą swobodą.

Koty niewychodzące cały czas przebywają w domu, pod czujnym i troskliwym okiem opiekuna. Nigdy nie wychodzą same, mają zupełnie inny tryb życia.

Wypuszczanie kota bez nadzoru wiąże się z wieloma zagrożeniami, których trzeba być świadomym. Nie jest niczym rzadkim sytuacja, gdy kot pewnego ranka wychodzi z domu na krótki spacer, by już nigdy nie wrócić. Większość kotów wychodzących nie umiera z przyczyn naturalnych, tylko nagłą, okrutną śmiercią.


Zagrożenia czyhające na koty:

Samochody -  kto choć raz nie widział na ulicy rozjechanego kota? Potrącenie przez samochód jest chyba najczęstszą przyczyną śmierci osobników wychodzących. Jeśli zwierzak zostanie znaleziony i przeżyje, często staje się kaleką (uszkodzenia kręgosłupa, amputacje kończyn i inne). Śmierć może być szybka, ale kot równie dobrze może umierać przez wiele godzin, w samotności i cierpieniu, leżąc w przydrożnym rowie. Mało ruchliwe ulice są równie niebezpieczne jak autostrady. Wystarczy jedno auto przejeżdżające w nieodpowiedniej chwili i już niespodziewający się zagrożenia czworonóg ponosi śmierć.

Psy - agresywnie nastawione do kotów psy nadal nie są niczym rzadkim. Kot może zostać poważnie zraniony lub wręcz rozszarpany, co jest straszną śmiercią. W czasie ucieczki przed jednym zagrożeniem może natrafić na inne - wpaść pod samochód...

Ludzie - ludzkie okrucieństwo nie ma granic. Nieprzychylnie nastawiony do kotów sąsiad, niezrównoważony sadysta czy grupka dzieciaków mogą zgotować kotu prawdziwe piekło. Poza przerażającymi wizjami zamordowania czy okaleczenia nasz kot jest narażony również na straszenie i przeganianie (jak wyżej - uciekając może wbiec pod auto czy natrafić na inną zasadzkę), pobicie, otrucie, wywiezienie daleko od domu.
Inne zagrożenia płynące od ludzi to: kradzież (głównie kotów rasowych, w typie rasy i o niecodziennej urodzie - wypuszczanie ich samych to kompletna głupota), przygarnięcie (ktoś może pomyśleć, że kot jest bezdomny i zechce mu pomóc; szczególnie tyczy się kociąt) lub zabranie do schroniska.

Zatrucia - trujące rośliny lub niebezpieczne substancje, trutki na szczury, zjedzenie zatrutych gryzoni itp. Możemy nie zdążyć na czas pomóc kotu.

Uwięzienia - ktoś może przypadkiem lub specjalnie zamknąć kota np. w piwnicy. Jeśli uda mu się jakoś z niej wydostać, to będzie miał szczęście, ale może też cierpieć tam głód i pragnienie.

Choroby - kot może nabawić się różnych poważnych schorzeń, natykając się na nie w terenie lub zarażając się od innego kota. Na część chorób są szczepionki, na inne niestety nie. Ludzcy domownicy też mogą być zagrożeni, jeśli kot złapie coś atakującego również ludzi, np. grzybicę.  Nie wiadomo,  gdzie był kot i co przyniósł nam do domu na swoim futerku.

Obce koty i inne zwierzęta - walka z rywalem może zakończyć się zranieniami lub zarażeniem chorobami, np. białaczką, FIV, a nawet wścieklizną.

Pasożyty - uciążliwe inwazje pcheł i kleszczy oraz innych pasożytów zewnętrznych i wewnętrznych są bardzo powszechne i często trudne do zwalczenia.

To nie są wszystkie możliwe zagrożenia. Świat zewnętrzny jest nieprzewidywalny, nie wiadomo, co może spotkać naszego mruczka. Nawet pozornie bezpieczna okolica może kiedyś stać się niebezpieczna. Czy chcemy narażać swojego przyjaciela, ukochanego pupila na te wszystkie okropności po to tylko, by mógł sobie upolować wróbelka i pobiegać po trawniku sąsiadów?


Nadal powszechne jest przekonanie, że kot to zwierzę, które musi "zażywać wolności" i mieć bliski kontakt z naturą, a zamknięte w domu jest nieszczęśliwe. Nic bardziej mylnego! Kot, który od urodzenia żyje w domu nie tęskni za innym życiem. Kocięta znające świat zewnętrzny bardzo szybko przyzwyczajają się do nowych warunków, a i większość dorosłych kotów (kiedyś wychodzących lub bezdomnych) prędzej czy później przestaje domagać się wyjścia, choć oczywiście zdarzają się osobniki absolutnie nieakceptujące zamknięcia. Nie myśli o zamknięciu w domu jak o więzieniu, nie szuka okazji na ucieczkę. W warunkach domowych można zaspokoić potrzeby kota bez narażania go na śmierć w męczarniach.

Mieszkanie traktuje jak swoje terytorium, a właściciele są dla niego najważniejsi. Gdy dostosujemy dom do potrzeb kota, poświęcimy zwierzakowi odpowiednią ilość czułości i zabawy, a do tego sprawimy mu drugiego kociego towarzysza, to kot ma już wszystko, czego mu potrzeba do szczęścia. 

Bodźce zewnętrzne są bardzo ważne dla zdrowia psychicznego kota, dlatego należy mu je zapewnić. Zamiast igrać z życiem pupila, wypuszczając go samopas, wyprowadzajmy go na szelkach - wtedy będzie idealnie. Zwierzak zyska kontakt z naturą i mnóstwem nowych fascynujących bodźców, słowem - zazna tego wszystkiego, co ma na co dzień kot wychodzący,  z jednoczesnym zachowaniem bezpieczeństwa.
Wyprowadzanie na smyczy nie jest jednak konieczne. Otwarte osiatkowane okno i/lub podobnie zabezpieczony balkon również dostarczą kotu wrażeń wzrokowych i zapachowych.


Dzięki przebywaniu w domu nasz kot będzie zdrowszy, bezpieczniejszy i dużo bardziej z nami zżyty, a my zyskamy wspaniałego przyjaciela na lata. Życie z kotem typowo domowym i relacje z nim są zupełnie inne i bogatsze niż z kotem, który większość czasu spędza nie wiadomo gdzie i tylko czasami przychodzi na jedzenie.

8 komentarzy:

  1. Podzielam Twoje zdanie dotyczące wypuszczania kotów na zewnątrz. Ja swoje dwa koty miałam ze schroniska i dlatego wychodziły na dwór :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ginialne, genialne, super, ekstra, bomba, jak zawsze. Na serio jesteś nudząca tą bezbłędnością ;-;
    Sara

    OdpowiedzUsuń
  3. Piękny nowy szablon.
    Do tego post (jak zawsze) interesujący i bardzo dobrze napisany.
    Hah! Cukierki były pyszne :3.

    OdpowiedzUsuń
  4. Twój blog został dodany :)
    http://blogujmy-wspolnie.blogspot.com/2014/04/bazgroy-na-tematy-okookocie.html#comment-form

    OdpowiedzUsuń
  5. Świetny post, zgadzam się z Tobą w całej rozciągłości. Nie potrafiłabym mieć kota wychodzącego. Świetny nowy wygląd bloga :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Post świetnie rozwinięty i pięknie wytłumaczony. Miło się czyta i nie ma rzeczy nie zrozumiałych. Jednak znasz mnie, poznałaś także moje koty i wiesz, że są wychodzące. Ja marzę o kocie niewychodzącym, lecz wszyscy w rodzinie mają alergie (nigdy ci chyba nie wspominałam). Ja jestem zaawansowanym alergikiem skórnym. Nie zakwalifikowałam się na odczulanie i dla mnie nie ma szansy na pozbycie się alergii. Czasem, jak się pogarsza, to przyjmuję leki i nic poza tym jakoś żyję. Na koci naskórek jestem uczulona w skali 3 na możliwych 5. Według alergologa, to źle, ale czy ja wiem? niby kocury mają w ślinie, naskórku i w moczu więcej białka, które uczula i prawdę mówiąc, jak Pysia pogłaskam, to zaraz się drapię, ale jeśli chodzi o Fortę, to już nie mam takich objawów. Tak jakby jest minimalna alergia na kotki.

    OdpowiedzUsuń
  7. Świetny post, ze wszystkim się zgadzam :) Jak ja chciałabym mieć kota niewychodzącego... przynajmniej moja trzyma się domu, nie odchodzi za daleko, jest bardzo do domu przywiązana, do tego ją nadzoruję. Nie zastąpi mi to kota siedzącego tylko w domu, no ale co zrobię.
    Będę się starać, by następne koty były niewychodzące.
    A ja śpię z takim oblepionym zarazkami kotem ;-; Ona też strachliwa, jak coś to wieje do domu. Jednak coś ją na zewnątrz ciągnie i jej wychodzić nie zabronię, tylko w zimie trzeba ją wyciągać na siłę, by się trochę poruszała ;) Też tak panicznie szukam kota po domu, często też na polu... muszę wiedzieć, gdzie jest.
    Jak dla mnie było ciekawe i mogłoby być dłuższe :3

    OdpowiedzUsuń
  8. Jak zawsze świetny post. Ładne to pierwsze zdjęcie.. ^^ Ja bardzo bym chciała mieć domowego kota.. albo w ogóle kota... /Ala

    OdpowiedzUsuń

Komentarze są wielką motywacją i potwierdzeniem tego, że nas czytacie, dlatego bardzo dziękuję za każde naskrobane słowo :)

Komentarz uznany za reklamę zostanie usunięty.