sobota, 19 kwietnia 2014

Moja droga do zdrowego żywienia kota

Całkiem niedawno miałam taką wiedzę na temat żywienia kota, jak każdy przeciętny właściciel. Czyli wiedzę znikomą. Kot jadł byle co, słabo wyglądał, miał problemy trawienne. Na szczęście z czasem się to zmieniło, zapragnęłam wiedzy, chciałam lepiej dbać o zwierzaka.

Pierwszym kocim żarciem, jakie sprawiłam Kluchowi, był suchy Kitekat. Później kupowało się wszystko, prawie każda marketówka została choć raz przez niego spróbowana. Żadna sucha mu nie zasmakowała, zjadł maksymalnie 2kg, a już przy następnym worku marudził, więc ciągle trzeba mu było szukać czegoś nowego. Czy patrzyłam na skład? Tak, czytałam wszystkie etykietki, ale nie było na nich nic ciekawego. Wszędzie to samo... Trochę mało tego mięsa, ale trudno, to przecież jedzenie dla kotów, producenci chyba wiedzą, co robią, prawda? Inaczej nikt by tego nie kupował.

Pewnie Kitty, nasz nr1 wśród mokrych karm, bo Biedronka blisko...

Mokra karma to był luksus (też mi luksus za 2zł) podawany od czasu do czasu, raz częściej, raz rzadziej, jak wyszło. Kocur każdą puszkę pochłaniał ze smakiem.

Poza tym jadał różne rzeczy, takie jak mleko, zawartość miski zaprzyjaźnionego psa (a tam można znaleźć wszystko poza odpowiednim dla kota jedzeniem...), mnóstwo skrawków z wędlin. O dziwo nigdy nie wpadłam na to, by dać mu chleba, makaronu czy zupy. Czasem przyrządzałam mu potrawki z ryżu, rosołu i gotowanego mięsa z kurzych korpusów. To uwielbiał najbardziej.

Surowe mięcho i żółtka chyba nigdy się w jego jadłospisie nie pojawiły. Chyba Mama zabroniła mi marnować dobre mięso na kota, a jajka na surowo uważałam za szkodliwe.

Po  pewnym czasie już żadna karma Klusce nie smakowała, więc zaczęłam przeszukiwać internet.
Tam znalazłam karmę w kosmicznych cenach (skoro Whiskasa uznawałam za drożyznę, to Royal dla wybrednych za 40zł/kg musiał wydać mi się wielkim dziwem) i dowiedziałam się, że Whiskas to zło. Przeczytałam jakiś artykuł, w którym bardzo ładnie wytłumaczono, dlaczego karmy z marketu są niezdrowe.

Coś trzeba było zaradzić, przecież nie będę truć własnego kota.
No i trafiłam na Perfect Fit. W porównaniu z innymi miała bardzo dobry skład i profesjonalny opis, który czytałam z zafascynowaniem. Była też w wersji Active, więc idealna dla mojego zalatanego dzikusa.
Jedyna karma, która mu się nigdy nie znudziła. Jadł ją przez kilka lat, do końca. Ze dwa razy spróbował Puriny One, ale ona była tylko dla kotów domowych i kastratów, więc się nie nadawała.

Później jeszcze bardziej zainteresowałam się tematem i zamówiłam mu małą paczkę Porty 21 i puszkę czy dwie Animondy. Oboje byliśmy zachwyceni, ale to taki jednorazowy incydent, nie będę przecież ciągle przez internet zamawiać bo drogo...

A tu pewnie Coshida (Lidl) albo Kitekat.

Wszystko zaczęło się na początku zeszłego roku. Wciągnęłam się w to wszystko i już prawie zamówiłam Kluchowi Taste Of The Wild, ale nie zdążyłam, zaginął.

A potem przez pół roku nawet nie myślałam o kotach (jak to możliwe?).

Następnie zjawił się Felaś i już miałam wszystko zaplanowane. Niestety na początku musiał jeść saszetki Felixa dla juniorków (borze zielony, ileż ja tego nakupiłam) i resztki Perfect Fita po Kluchu, ale najszybciej jak to możliwe zakolegowałam się z Zooplusem. I czytałam więcej niż kiedykolwiek. Właściwie to gdzieś do grudnia czytałam o żywieniu wyjątkowo dużo i zdobyłam nieco wiedzy, którą staram się dzielić z innymi.
A jakieś pół tuzina saszetek Felixa oddałam Kizi.

Do tej pory Fiś jadł już TOTW, Applaws Kitten i Feline Portę, a z mokrych Animondę, Granatę Pet i Catz FineFood. Przeszliśmy też przez wiele sposobów na rozłożenie posiłków.

W listopadzie zakochałam się w idei BARFa. Chciałam spróbować, więc zaczęłam robić nieporadne mieszanki raz na jakiś czas.
Dopiero po felasiowej chorobie wzięłam się za to na większą skalę. Marzy mi się przejście na całkowity BARF z naturalnymi suplementami, ale na razie nie dam rady. Pobawimy się jeszcze syntetycznym FC, a z czasem się zobaczy. Na razie Felin jada porcję mieszanki na kota o wadze 4kg i zagryza suchą, też w dziennej dawce dla kota o tej wadze. Wygląda na to, że dałabym radę wykarmić dwa koty, o ile jadłyby w normalnych ilościach...


Czyż to nie piękne? Całkowicie nie pasuje do idealnej wizji kociaka przy misce kolorowych chrupek. Nasze koty to drapieżniki, nie możemy o tym zapominać.

Podkreślenia - tok myślenia często pojawiający się u ludzi mających koty, rzecz jasna błędny.

4 komentarze:

  1. Świetnie, świetnie! :) bardzo ciekawy post i bardzo miło mi się go czytało.

    OdpowiedzUsuń
  2. Każdy chyba miał taką drogę do prawidłowego żywienia. Ja miałam podobnie (nie będę wypisywać tu historii xd). Ważne, że nauczyłaś się wreszcie jak trzeba karmić. Taki nagły przełom w życiu. :) Ja to tez bym chciała BARF'em karmić, ale to trudne... zadowalamy się suchymi i pseudo barfem.

    OdpowiedzUsuń
  3. oo moja kotka je whiskasa ;d

    OdpowiedzUsuń
  4. Też miałam podobne przemyślenia i doświadczenia z karmami. Ostatnio nawet popełniłam wpis na ten temat ;))
    Zapraszam do poczytania TUTAJ

    OdpowiedzUsuń

Komentarze są wielką motywacją i potwierdzeniem tego, że nas czytacie, dlatego bardzo dziękuję za każde naskrobane słowo :)

Komentarz uznany za reklamę zostanie usunięty.