środa, 28 maja 2014

Gdy postanowisz mieć kota cz.1: rozważania wstępne, wiek przyszłego kota

Decyzja została podjęta: chcesz wziąć pod swój dach kota. W jakiś sposób te zwierzaki Cię zauroczyły i masz zamiar sobie jednego sprawić. Czy jednak jest to decyzja w pełni przemyślana?

 
Kot to nie tylko przyjemność, ale przede wszystkim obowiązek. Jeśli tak po prostu weźmiemy sobie od kogoś słodkie kociątko nie mając pojęcia o kotach, to może się to źle skończyć. Z powodu naszej niewiedzy czy niezrozumienia kociej natury nasz zwierzak ucierpi, my będziemy się z nim męczyć, albo nawet pozbędziemy się go w taki czy inny sposób.




Czy wszyscy w rodzinie chcą mieć kota? Nikt nie ma alergii? Czy jesteś w stanie zapewnić kotu opiekę na czas dłuższego wyjazdu, pobytu w szpitalu itp.? Twoje życie i sytuacja finansowa są ustabilizowane? Masz możliwość szybkiego zabrania pupila do weterynarza? Stać Cię na kupowanie kotu karmy dobrej jakości i opiekę zdrowotną? Będziesz mieć z czego sfinansować kosztowne leczenie w razie choroby?

Jesteś osobą cierpliwą i wyrozumiałą? Dysponujesz wolnym czasem? Możesz dostosować dom do potrzeb kota? Wystrój wnętrz, rośliny i meble nie są dla Ciebie najważniejsze? Nie będzie przeszkadzać Ci kocia sierść, przyczepiająca się do wszystkiego, od ubrań po meble, lądująca nawet w jedzeniu? Uszanujesz to, że kot nie ma ochoty na głaskanie i siedzenie na kolanach? Wybaczysz kotu to, że hałasuje w środku nocy, zwymiotuje na nowy dywan, porwie pazurkami firankę, z powodu choroby załatwi się poza kuwetą?

To takie podstawowe pytania (jakbym o czymś ważnym zapomniała, proszę o przypomnienie w komentarzu), na które każdy powinien sobie odpowiedzieć przed wzięciem pod swój dach kota.

Koty żyją kilkanaście lat, potrafią być uciążliwe, irytujące, niszczycielskie. Na ich utrzymanie spokojnie trzeba przeznaczyć około 100zł miesięcznie. Jeśli kot zachoruje, diagnostyka i leczenie może wynieść od kilkuset do kilku tysięcy złotych...

Lepszy kociak czy kot dorosły?

Większość wybiera kocięta. Wiele osób uważa, że kot starszy niż kilkumiesięczny się do nowego opiekuna nie przyzwyczai i nie ufa dorosłym kotom, które miewają przez to problemy ze znalezieniem domu.

Kocięta są rozkoszne, urocze, przyjemnie jest patrzeć, jak dorastają. Szybko się z nimi zżywamy, nie wiemy jednak, co za kot wyrośnie z malutkiego słodziaka - być może niezależne indywiduum, podczas gdy zawsze marzyliśmy o kocie przyjaznym i bez przerwy domagającym się pieszczot. Do tego kocięta rozpiera energia, wszędzie ich pełno, rozrabiają, niszczą, wymagają dużo uwagi. Mają też słabszą odporność i łatwiej łapią choroby, a za kilka miesięcy i tak przestaną być maluchami...
Kocię musi mieć minimum 8 tygodni, by mogło być zabrane od matki. Jednak w tym wieku nadal jest na to niegotowe i rozłąka może mieć niekorzystny wpływ na jego późniejszy rozwój fizyczny i psychiczny; właściciele takich kociąt często skarżą się, że zwierzak mocno ich gryzie i drapie. Najlepszy czas na oddzielenie od matki to 12-15 tygodni.


Dorosłe koty kochają tak samo. Też potrafią mocno przywiązać się do człowieka, a ich oswajanie z nowym domem wcale nie musi być trudne. Kocięta też różnie znoszą przeprowadzkę do nowego domu, wszystko zależy od konkretnego przypadku.
Biorąc dorosłego często możesz się wiele o nim dowiedzieć od jego opiekunów (jeśli mowa tu o kocie np. z domu tymczasowego). Jego charakter już nie zmieni się znacznie, więc możesz wybrać przyjaciela takiego, jaki najbardziej by do Ciebie pasował.  Dowiesz się, czy dany kot jest niezależny czy przyjacielski, spokojny czy energiczny, czy dobrze znosi mieszkanie razem z innymi zwierzętami i dziećmi.
Takie koty często są już po szczepieniach i zabiegu kastracji, co też jest dużym plusem, nie musimy przez to przechodzić.

Koci staruszkowie to koty powyżej 10.r.ż. Co prawda częściej miewają problemy ze zdrowiem, ale poza tym to wspaniałe stworzenia, które zasługują na to, by przeżyć ostatnie lata w kochającym domu. Są spokojniejsze i wymagają mniej uwagi niż rozbrykane młodziaki. To, że kot jest już dojrzalszy nie znaczy, że pobędzie z nami krótko, może przeżyć jeszcze kilka pięknych lat, jeśli otoczymy go troskliwą opieką.

czwartek, 15 maja 2014

Kochasz swojego kota - kastrujesz

O tym, dlaczego rozmnażanie kotów poza hodowlami jest złe już pisałam, tym razem skupimy się na innych zaletach kastracji. A może także wadach?

Sterylizacja - pozbawienie płodności; podwiązanie/przecięcie jajników/nasieniowodów (po czym pozostają ruje, zachowania związane z płciowością, ryzyko chorób narządów rozrodczych, a czasem kotka może zostać zapłodniona).

Kastracja - pełna sterylizacja, usunięcie jąder, najądrzy i części nasieniowodu u kocura, macicy, jajowodów i jajników u kocicy. Znikają ruje, zachowania związane z płciowością i ryzyko zapadnięcia na choroby narządów rozrodczych.

Obecnie nie wykonuje się typowej sterylizacji, kotki w rzeczywistości są kastrowane. Obu terminów można używać wymiennie, choć przyjęło się, że kocice są sterylizowane, a kocury kastrowane.

Wiele osób myśli, że jak się kotki nie wypuszcza, to sterylizacja nie jest potrzebna, bo przecież i tak kicia nie zostanie zapłodniona. Powszechne jest też mniemanie, że kocura nie trzeba kastrować, bo przecież kociąt do domu nie przyniesie, więc nie ma żadnego problemu.

Niedopuszczanie do zapłodnienia kotki i trzymanie kocura w domu wywołuje ogromną frustrację spowodowaną niemożnością zaspokojenia instynktu. Przez zabieg się je tego instynktu pozbawia, więc już się nie męczą.


Jakie zagrożenia czekają na kotkę?
Kopulując z obcymi samcami-przybłędami może zarazić się poważnymi, nieuleczalnymi chorobami – FIV i FeLV.

W rui się męczy, może uciekać w poszukiwaniu samca i już z takiej wycieczki nie wrócić, tylko zginąć gdzieś tragiczną śmiercią. Bywają przypadki ucieczki przez uchylone okno... albo zaklinowania się w nim i śmierci.

Może popaść w ruję permanentną, czyli trwającą przez wiele dni, a potem powracającą po bardzo krótkiej przerwie. Męka dla niej i jej opiekunów. Ponadto liczne ruje często po pewnym czasie skutkują nowotworami narządów rodnych i listwy mlecznej oraz ropomaciczem - czyli zakażeniem macicy, a następnie całego organizmu. Niewykrycie tych chorób odpowiednio wcześnie zmniejsza szanse zwierzaka na przeżycie.

Ciąża i odchowanie kociąt to wielki wysiłek dla organizmu kotki.

W czasie ciąży i porodu mogą zdarzyć się różne komplikacje, często wymagające cesarskiego cięcia lub sterylizacji aborcyjnej. Powikłania te bywają przyczyną śmierci kotki i/lub kociąt.

Zalety poddania kocicy zabiegowi:
Kotka nie zachoruje na wymienione wyżej ciężkie choroby (poza FIV i FeLV, którymi zarazić się może w inny sposób, ale ryzyko tego jest niewielkie).

Zacznie bardziej trzymać się domu, nie będzie posikiwała po kątach (co zdarza się u niekastrowanych samic), znikną ruje i towarzyszące im uciążliwe wrzaski.

Na pewno nie zajdzie w ciążę i na świat nie przybędą kolejne nadmiarowe kocięta.

A może by tak środki antykoncepcyjne?
Efekt teoretycznie ten sam, bo kocica nie ma młodych, ale w rzeczywistości nie jest to najrozsądniejsze rozwiązanie. Chodzenie na zastrzyki/po tabletki jest uciążliwe, nie można o tym zapomnieć, a w dłuższej perspektywie czasu uzbiera się kwota większa niż koszty trwałego, jednorazowego zabiegu. Do tego te środki w większości przypadków prędzej czy później powodują nowotwory i ropomacicze, a także inne skutki uboczne. Po co się tak męczyć i ryzykować, skoro można to załatwić raz a dobrze.


Jakie zagrożenia czekają na kocura?
Kocurem sterują hormony. Jeśli wyczuje kotkę w rui,  będzie biegł na oślep, byle się do niej dostać. Może zaginąć, wpaść pod samochód, albo  zniknąć na kilka tygodni i wrócić w kiepskiej formie. Jego aktywność nie jest okresowa, tylko trwa przez cały rok, choć w zimie najczęściej kocur o wiele mniej się oddala.

Zaciekłe walki o samice i rozległe terytorium narażają kocura na liczne urazy oraz zarażenie się FIV i FeLV.

Kocury bardzo często są wychudzone, brudne, poranione i mają osłabioną odporność. Ich samcze zajęcia wymagają mnóstwa energii.

Niekastrowane kocury bywają agresywne i mało przywiązane do człowieka, większość czasu spędzają na wędrówkach po okolicy.
Niewychodzący kocur może poczuć zew natury, uciec z domu i zagubić się w nieznanym terenie.

Zalety poddania kocura zabiegowi:
Kocurek robi się spokojniejszy, łagodniejszy, trzyma się bliżej domu, nie jest już tak narażony na niebezpieczeństwa i choroby.

Znika znaczenie cuchnącym moczem i uciążliwe molestowanie ludzi i przedmiotów (nie zawsze, te nawyki czasem zostają).

Zapach moczu staje się mniej intensywny, więc już tak nie czuć kocurem z kuwety.


A jakie są wady zabiegu kastracji?
Osobiście to żadnych nie dostrzegam. Zwierzę staje się nieodwracalnie bezpłodne, ale odpowiedzialny człowiek się z tego cieszy, bo wie, że za sprawą jego i jego kota na świat nie przyjdą już żadne niechciane kocięta.

Koszty... koszty są, ale nie znowu jakieś olbrzymie, a zwierzę = wydatki, trzeba być na nie gotowym. Zawsze można spróbować się gdzieś zgłosić o pomoc w dofinansowaniu zabiegu, umówić go na marzec, gdy w wielu lecznicach są zniżki albo poprosić o rozłożenie płatności na raty. Na pewno taki jednorazowy koszt jest mniejszy niż ciągłe leczenie kocura z urazów, ratowanie kotki po zakażeniu macicy czy odchowywanie kociąt (tym bardziej kociaków osieroconych przez matkę).

Tycie i problemy z układem moczowym po kastracji to mit. Koty nie tyją od kastracji, tylko od nieodpowiedniego odżywiania. Po zabiegu zużywają mniej energii, więc trzeba wiedzieć, ile czego im nakładać do miski. A problemy urologiczne może mieć każdy kot, trzeba dbać o to, by przyjmował odpowiednią ilość płynów, to ryzyko będzie mniejsze.

Zabieg pod narkozą zawsze wiąże się z ryzykiem, ale przypadki komplikacji po kastracji zdarzają się naprawdę bardzo rzadko. Dla pewności można wcześniej zrobić badania krwi, by sprawdzić, czy wszystko w porządku i czy nie trzeba się jakoś odpowiednio przygotować do narkozy.

Kocur bardzo szybko wraca do formy, kotka potrzebuje więcej czasu i trzeba bardziej uważać na jej szwy, ale po kilku dniach już wszystko wraca do normy.

Charakter kota nie zmienia się na gorsze, a polujące osobniki nie przestają być łowne. Kocica nie musi choć raz mieć młodych, kocur wcale nie potrzebuje się wyszaleć!

Kastracja to nie jest okrutne okaleczanie, kot nie wie, że coś traci i nie rozpacza, że nie zostanie rodzicem, wprost przeciwnie, wreszcie zyskuje spokój i równowagę, jego życie staje się dłuższe i bardziej komfortowe.

  ***
Miałam już niekastrowanego kocura i nigdy więcej nie popełnię tego błędu. Często znikał na całe dnie i tygodnie, raz nie było go przez miesiąc. Cały okres letni chodził brudny, pokaleczony, wychudzony, wyglądał okropnie. W zimie wracał do formy i trzymał się blisko domu, ale wraz z nadejściem ładnej pogody wyruszał na długie wycieczki, by nadrobić zaległości. Był agresywny i z roku na rok coraz bardziej dziczał. Pewnego dnia wyszedł i już nie wrócił. Gdyby był wykastrowany, być może żyłby do dziś.

Fisiek po zabiegu przestał mi miaukolić pod drzwiami i skończył z molestowaniem rąk, skupił się za to na zabawie. Beztroskie zwierzę myślące tylko o sobie i swoich ludziach, a nie jakichś nieszczęsnych kocicach...

wtorek, 13 maja 2014

Przesyłka choć zwyczajna, to długo wyczekiwana

Przyszła dziś zamówiona w niedzielę paczuszka! Nie zamawiałam nic od marca, więc czas najwyższy. Co prawda nie ma w niej nic specjalnego, ale takie już moje skrzywienie kociary - cieszę się nawet ze żwirku.
Już myślałam, że będę musiała czekać do jutra, bo coś mi się kurier buntował. Dzwonił, że przyjedzie, a tu nie ma i nie ma...ale jest!

Buras jak zwykle podzielał moje zainteresowanie paczką.


Pora przyjrzeć się zawartości:

Felini Complete


Stare opakowanie już się kończy, więc trzeba było się zaopatrzyć w nowe. Nie mogę się doczekać naturalnych suplementów.


Nowa wędka, choć okazuje się, że to nie do końca taka typowa wędka...


...tylko szmatki na drewnianym patyczku.


Cat's Besto Eco Plus


I na koniec Animonda, tym razem wersja adult, choć to i tak bez różnicy. O smaku dorsza i korzenia pietruszki...taa, a na pierwszym miejscu w składzie i tak jest wołowina.






Następny post przydałoby się zrobić jakiś ambitniejszy...zobaczymy.