czwartek, 15 maja 2014

Kochasz swojego kota - kastrujesz

O tym, dlaczego rozmnażanie kotów poza hodowlami jest złe już pisałam, tym razem skupimy się na innych zaletach kastracji. A może także wadach?

Sterylizacja - pozbawienie płodności; podwiązanie/przecięcie jajników/nasieniowodów (po czym pozostają ruje, zachowania związane z płciowością, ryzyko chorób narządów rozrodczych, a czasem kotka może zostać zapłodniona).

Kastracja - pełna sterylizacja, usunięcie jąder, najądrzy i części nasieniowodu u kocura, macicy, jajowodów i jajników u kocicy. Znikają ruje, zachowania związane z płciowością i ryzyko zapadnięcia na choroby narządów rozrodczych.

Obecnie nie wykonuje się typowej sterylizacji, kotki w rzeczywistości są kastrowane. Obu terminów można używać wymiennie, choć przyjęło się, że kocice są sterylizowane, a kocury kastrowane.

Wiele osób myśli, że jak się kotki nie wypuszcza, to sterylizacja nie jest potrzebna, bo przecież i tak kicia nie zostanie zapłodniona. Powszechne jest też mniemanie, że kocura nie trzeba kastrować, bo przecież kociąt do domu nie przyniesie, więc nie ma żadnego problemu.

Niedopuszczanie do zapłodnienia kotki i trzymanie kocura w domu wywołuje ogromną frustrację spowodowaną niemożnością zaspokojenia instynktu. Przez zabieg się je tego instynktu pozbawia, więc już się nie męczą.


Jakie zagrożenia czekają na kotkę?
Kopulując z obcymi samcami-przybłędami może zarazić się poważnymi, nieuleczalnymi chorobami – FIV i FeLV.

W rui się męczy, może uciekać w poszukiwaniu samca i już z takiej wycieczki nie wrócić, tylko zginąć gdzieś tragiczną śmiercią. Bywają przypadki ucieczki przez uchylone okno... albo zaklinowania się w nim i śmierci.

Może popaść w ruję permanentną, czyli trwającą przez wiele dni, a potem powracającą po bardzo krótkiej przerwie. Męka dla niej i jej opiekunów. Ponadto liczne ruje często po pewnym czasie skutkują nowotworami narządów rodnych i listwy mlecznej oraz ropomaciczem - czyli zakażeniem macicy, a następnie całego organizmu. Niewykrycie tych chorób odpowiednio wcześnie zmniejsza szanse zwierzaka na przeżycie.

Ciąża i odchowanie kociąt to wielki wysiłek dla organizmu kotki.

W czasie ciąży i porodu mogą zdarzyć się różne komplikacje, często wymagające cesarskiego cięcia lub sterylizacji aborcyjnej. Powikłania te bywają przyczyną śmierci kotki i/lub kociąt.

Zalety poddania kocicy zabiegowi:
Kotka nie zachoruje na wymienione wyżej ciężkie choroby (poza FIV i FeLV, którymi zarazić się może w inny sposób, ale ryzyko tego jest niewielkie).

Zacznie bardziej trzymać się domu, nie będzie posikiwała po kątach (co zdarza się u niekastrowanych samic), znikną ruje i towarzyszące im uciążliwe wrzaski.

Na pewno nie zajdzie w ciążę i na świat nie przybędą kolejne nadmiarowe kocięta.

A może by tak środki antykoncepcyjne?
Efekt teoretycznie ten sam, bo kocica nie ma młodych, ale w rzeczywistości nie jest to najrozsądniejsze rozwiązanie. Chodzenie na zastrzyki/po tabletki jest uciążliwe, nie można o tym zapomnieć, a w dłuższej perspektywie czasu uzbiera się kwota większa niż koszty trwałego, jednorazowego zabiegu. Do tego te środki w większości przypadków prędzej czy później powodują nowotwory i ropomacicze, a także inne skutki uboczne. Po co się tak męczyć i ryzykować, skoro można to załatwić raz a dobrze.


Jakie zagrożenia czekają na kocura?
Kocurem sterują hormony. Jeśli wyczuje kotkę w rui,  będzie biegł na oślep, byle się do niej dostać. Może zaginąć, wpaść pod samochód, albo  zniknąć na kilka tygodni i wrócić w kiepskiej formie. Jego aktywność nie jest okresowa, tylko trwa przez cały rok, choć w zimie najczęściej kocur o wiele mniej się oddala.

Zaciekłe walki o samice i rozległe terytorium narażają kocura na liczne urazy oraz zarażenie się FIV i FeLV.

Kocury bardzo często są wychudzone, brudne, poranione i mają osłabioną odporność. Ich samcze zajęcia wymagają mnóstwa energii.

Niekastrowane kocury bywają agresywne i mało przywiązane do człowieka, większość czasu spędzają na wędrówkach po okolicy.
Niewychodzący kocur może poczuć zew natury, uciec z domu i zagubić się w nieznanym terenie.

Zalety poddania kocura zabiegowi:
Kocurek robi się spokojniejszy, łagodniejszy, trzyma się bliżej domu, nie jest już tak narażony na niebezpieczeństwa i choroby.

Znika znaczenie cuchnącym moczem i uciążliwe molestowanie ludzi i przedmiotów (nie zawsze, te nawyki czasem zostają).

Zapach moczu staje się mniej intensywny, więc już tak nie czuć kocurem z kuwety.


A jakie są wady zabiegu kastracji?
Osobiście to żadnych nie dostrzegam. Zwierzę staje się nieodwracalnie bezpłodne, ale odpowiedzialny człowiek się z tego cieszy, bo wie, że za sprawą jego i jego kota na świat nie przyjdą już żadne niechciane kocięta.

Koszty... koszty są, ale nie znowu jakieś olbrzymie, a zwierzę = wydatki, trzeba być na nie gotowym. Zawsze można spróbować się gdzieś zgłosić o pomoc w dofinansowaniu zabiegu, umówić go na marzec, gdy w wielu lecznicach są zniżki albo poprosić o rozłożenie płatności na raty. Na pewno taki jednorazowy koszt jest mniejszy niż ciągłe leczenie kocura z urazów, ratowanie kotki po zakażeniu macicy czy odchowywanie kociąt (tym bardziej kociaków osieroconych przez matkę).

Tycie i problemy z układem moczowym po kastracji to mit. Koty nie tyją od kastracji, tylko od nieodpowiedniego odżywiania. Po zabiegu zużywają mniej energii, więc trzeba wiedzieć, ile czego im nakładać do miski. A problemy urologiczne może mieć każdy kot, trzeba dbać o to, by przyjmował odpowiednią ilość płynów, to ryzyko będzie mniejsze.

Zabieg pod narkozą zawsze wiąże się z ryzykiem, ale przypadki komplikacji po kastracji zdarzają się naprawdę bardzo rzadko. Dla pewności można wcześniej zrobić badania krwi, by sprawdzić, czy wszystko w porządku i czy nie trzeba się jakoś odpowiednio przygotować do narkozy.

Kocur bardzo szybko wraca do formy, kotka potrzebuje więcej czasu i trzeba bardziej uważać na jej szwy, ale po kilku dniach już wszystko wraca do normy.

Charakter kota nie zmienia się na gorsze, a polujące osobniki nie przestają być łowne. Kocica nie musi choć raz mieć młodych, kocur wcale nie potrzebuje się wyszaleć!

Kastracja to nie jest okrutne okaleczanie, kot nie wie, że coś traci i nie rozpacza, że nie zostanie rodzicem, wprost przeciwnie, wreszcie zyskuje spokój i równowagę, jego życie staje się dłuższe i bardziej komfortowe.

  ***
Miałam już niekastrowanego kocura i nigdy więcej nie popełnię tego błędu. Często znikał na całe dnie i tygodnie, raz nie było go przez miesiąc. Cały okres letni chodził brudny, pokaleczony, wychudzony, wyglądał okropnie. W zimie wracał do formy i trzymał się blisko domu, ale wraz z nadejściem ładnej pogody wyruszał na długie wycieczki, by nadrobić zaległości. Był agresywny i z roku na rok coraz bardziej dziczał. Pewnego dnia wyszedł i już nie wrócił. Gdyby był wykastrowany, być może żyłby do dziś.

Fisiek po zabiegu przestał mi miaukolić pod drzwiami i skończył z molestowaniem rąk, skupił się za to na zabawie. Beztroskie zwierzę myślące tylko o sobie i swoich ludziach, a nie jakichś nieszczęsnych kocicach...

6 komentarzy:

  1. Wszystko jest tu pięknie zawarte. Oby to komuś coś uświadomiło i więcej kotów zostanie wykastrowane. Zawsze będę za kastracją.

    OdpowiedzUsuń
  2. Oby ten post pomógł komuś w decyzji. Ja już od dziecka rozumiałam dlaczego psy i koty się sterylizuje/kastruje i całym sercem to popieram, przede wszystkim tym, że moje zwierzaki (wszystkie) są już po zabiegach.
    Post ciekawy, temat ważny.

    Pozdrawiam i czekam na kolejne posty, będę tutaj wpadać :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Podpisuję się rękami i nogami pod tym postem. Co roku rodzi się tyle niechcianych kociąt, które lądują w schroniskach i na ulicach przez ludzką głupotę, a wielu ludzi nadal nie kastruje kotów.
    Post świetny, może ludziom da to coś do myślenia.

    OdpowiedzUsuń
  4. Pięknie opisane, wszystko jest wspaniale ujęte i napisane hmm.... w stylu książki. Pięknie. Jeśli się nie obrazisz to będę kopiować i podawać link do bloga odpowiadając na pytania dotyczące kotów :)

    Miałam zarówno niekastrowanego kocura jak i kotkę. Przyznam szczerze, że to z kotką nie dało się wytrzymać. Te mruczenie, wywijanie się i to praktycznie co miesiąc, może dwa. Masakra. Z jednej strony dobrze, że Fiona uciekła, ale z drugiej długo jej szukałyśmy, nie wiedziałyśmy nawet, że ruję dostała. Eh, stało się jak miało się stać. Gdyby nie te wydarzenie, nie byłoby u mnie Maćka, a ja nadal miałabym uraz do kotów.

    OdpowiedzUsuń
  5. Takich tematów nigdy za wiele. Jakby każdy właściciel kota zainwestował w kastrację nie byłoby tylu kocich nieszczęść na ulicach ...
    Też muszę poruszyć ten temat.

    OdpowiedzUsuń
  6. Z jednej strony kastracja to konieczność,mająca sporo plusów.Z drugiej,nie wierzę,żeby nie miała żadnego wpływu na zdrowie zwierzaka,wszak część jego układu hormonalnego przestaje funkcjonować.Reasumując: mniejsze zło.

    OdpowiedzUsuń

Komentarze są wielką motywacją i potwierdzeniem tego, że nas czytacie, dlatego bardzo dziękuję za każde naskrobane słowo :)

Komentarz uznany za reklamę zostanie usunięty.