środa, 25 czerwca 2014

Gdy postanowisz mieć kota cz.2: skąd wziąć kota?





Dróg do pozyskania kota jest wiele, każda ma swoje wady i zalety. Trzeba się zastanowić, która najbardziej nam odpowiada.

Poniżej najpopularniejsze "źródła":










Hodowla
Kupując kota rasowego wiemy mniej więcej, czego się po nim spodziewać. Kociaki z hodowli są wolne od chorób genetycznych, w przyszłości będą miały wygląd i charakter zbliżony do wzorca, ich przodkowie to najlepsi przedstawiciele rasy.  Kocięta i ich matka od początku były pod właściwą opieką weterynaryjną, jadły pełnowartościowe pożywienie. Przed wydaniem do nowego domu zostaną dwukrotnie zaszczepione i odrobaczone, być może wykastrowane (coraz popularniejsza jest wczesna kastracja kociąt) i zachipowane, więc uzyskamy koci okaz zdrowia i nie będą na nas spoczywać obowiązki związane z "doprowadzeniem kota do porządku". Kociak będzie przyzwyczajony do ludzkiego dotyku i dobrze socjalizowany. Nie sprzedaje się kociąt młodszych niż 12-15 tygodniowych.
Cena rasowych kotów to ok. 2 tys. zł, czasem więcej, rzadziej mniej. Jednak nie jest to cena zawyżona - hodowca się na tym nie wzbogaci, uzyska tylko zwrot kosztów za odchowanie kociaka.

Oczywiście mowa tu o profesjonalnej hodowli prowadzonej z miłości do kotów przez pasjonatów. Hodowli należącej do klubu/stowarzyszenia pod patronatem jednej z Międzynarodowych Organizacji Felinologicznych. W Polsce są to najczęściej: FPL (polski przedstawiciel FIFe), WCF, TICA, CFA.  Tylko hodowle działające pod ich patronatem dostają oryginalne rodowody dla swoich kociąt.
Pseudohodowla
Czyli każda inna hodowla niezrzeszona w klubie pod patronatem powyższych organizacji. Hodowla sprzedająca kociaki po kilkaset złotych, rzadziej powyżej tysiąca. Zazwyczaj bez rodowodu. Ktoś powie - co to za różnica? Rasowy to rasowy, po co przepłacać, niepotrzebny mi rodowód. Otóż różnica jest ogromna. Rodowód jest potwierdzeniem pochodzenia kociaka, bez niego nie wiemy, czy zwierzak rzeczywiście jest czystej krwi. Takie hodowle prowadzone są głównie dla zysku - jeśli kociak kosztuje 600zł, to ile kosztowało jego odchowanie, skoro "hodowca" jeszcze się na tym wzbogaca? Czy na pewno kocię zostało odrobaczone i zaszczepione, przebadane na obecność chorób genetycznych? Czy żywiło się dobrej jakości karmami? Niekoniecznie. Nie mamy pewności, czy kociak z pseudo w przyszłości będzie przypominał daną rasę, czy może wyrośnie na coś zupełnie innego...nie ma też gwarancji, że jego charakter będzie spełniał nasze oczekiwania. Kociak może być chorowity i za doleczanie go możemy zapłacić o wiele więcej, niż za cenę kupna rasowego kota.
Czy to więc nie jest bez sensu? Równie dobrze możemy przygarnąć potrzebującego dachowca. Uratujemy mu życie i zyskamy przyjaciela bez nakręcania biznesu jakiemuś niekompetentnemu człowiekowi.

Nigdy nie kupuj kota z pseudohodowli!

Fundacja/dom tymczasowy
Są domy tymczasowe współpracujące z fundacjami oraz całkiem indywidualne. To najczęściej mieszkania prywatne, w których przebywają koty szukające własnego domu. W DT mają o wiele lepsze warunki niż w schronisku i są otoczone troskliwą opieką. Można tam znaleźć zarówno dorosłe koty jak i pełne życia kociaki. Opiekun z pewnością opowie nam o swoim podopiecznym. Często przed adopcją kota z tego źródła wymagane jest podpisanie umowy adopcyjnej oraz wizyta przedadopcyjna w nowym domu kota, w celu sprawdzenia przyszłych warunków jego życia. Jednak nie ma się czego bać - to dla dobra zwierzaka, i jeśli odpowiednio się przygotujemy, wszystko pójdzie dobrze. Często koty są już odrobaczone i zaszczepione, jeśli osiągnęły właściwy wiek wykastrowane, jednak wszystko zależy od sytuacji, poziomu zabiedzenia kota oraz zaangażowania DT.

Schronisko 
W schroniskach przebywa wiele kotów i niewielka ich część z nich wychodzi. Często nie radzą sobie one w schroniskowych warunkach. Wyciągnięcie stamtąd kota będzie dobrym uczynkiem.
Można tam znaleźć zwierzaki w każdym wieku. Jedne będą problematyczne i po przejściach, drugie łagodne i złaknione ludzkiej obecności. Często koty ze schronisk są już wykastrowane i zaszczepione, ale mogą też cierpieć na koci katar, świerzb i zarobaczenie.


Ulica
Zdziczały na pewno nie da nam się schwytać "od tak" i niekoniecznie chce być domowy. Jeśli się do nas garnie, to albo jest to czyjś przyjacielski kot wychodzący, albo stworzenie, które się zagubiło lub zostało wyrzucone. Dlatego musimy się upewnić, czy zamiast uratować, nie unieszczęśliwimy jakiegoś zwierzaka i jego właściciela. Wątpliwości nie ma, jeśli jest to małe kocię lub osobnik w kiepskim stanie. Taki kot może wymagać kosztownego leczenia, należy go dokładnie przebadać, ale gdy już go "naprawimy" - satysfakcja i przyjaźń na lata gwarantowane.


Rodzina/znajomi
Jeden z częstszych sposobów pozyskania kota. Możemy wszystko dokładnie omówić, wiemy, w jakich warunkach żyła matka i kociaki. Nie zawsze są one idealne, więc być może obowiązek szczepień i odrobaczania spadnie na nas, choć powinni się tym zająć pierwsi właściciele.


Ogłoszenie "oddam w dobre ręce"
Kolejne "źródło". Trzeba się mu dobrze przyjrzeć. Nie wiemy, jak opiekowano się matką i kociętami, mogą być wątłego zdrowia. Spróbujmy się dowiedzieć, dlaczego ktoś rozmnożył kotkę - ja bym od regularnych rozmnażaczy nie wzięła, jak tak lubią rozmnażać, to niech się pomęczą z wydaniem kociąt. Jeśli nikt ich nie zechce, to może będzie im się mniej podobać dopuszczanie kotki do rozrodu. Owszem, poprawimy byt jednemu kotu, ale ciągle będą następne i następne, skoro taki na nie popyt...a musimy wiedzieć, że kotów nierasowych jest zbyt wiele i nie powinno się ich rozmnażać, bo to przyczynia się do ich większej bezdomności.


Ten post mnie trochę przerósł, ale postanowiłam dokończyć to, co zaczęłam. Nie jestem nim w pełni usatysfakcjonowana. Jeśli coś źle ujęłam, pominęłam lub z czymś się nie zgadzacie - proszę o komentarze, na pewno wezmę je pod uwagę.

środa, 18 czerwca 2014

Felasiowi stuknął roczek

Udało się, mały przeżył rok. Dziś świętujemy umowną datę Fiśkowych urodzin. Gdy znalazłam go pod koniec sierpnia, miał około dwóch miesięcy, musiał więc urodzić się pod koniec czerwca/na początku lipca. Zapewne pospieszyłam się o jakiś tydzień, może nawet dwa (Fiś był maleńki, albo przez wiek, albo przez warunki, w których musiał się rozwijać), ale zależało mi na tej dacie.

Dlaczego 18 czerwca? Ta data mniej więcej odpowiada jego wiekowi i przy okazji przypomina mi o pewnym ważnym wydarzeniu. Miło jest móc myśleć, że Fiś rodził się akurat wtedy.

Sierpień
Pod koniec sierpnia znalazłam tę cudną kruszynkę.  Byłam oszołomiona i nie wierzyłam, że to dzieje się naprawdę, bo przecież w domu obwiązywał zakaz trzymania jakichkolwiek zwierząt. Maleństwo było pokraczne i wychudzone, ale niezwykle rozkoszne. Zgarnęłam je w środku nocy i nie miałam dla niego niczego poza tym, co zostało po Kluchu. Wstałam koło piątej i do siódmej siedziałam z buraskiem w jego "izolatce", czyli przedpokoju. Później poleciałam do Tesco i kupiłam tam najpotrzebniejsze rzeczy. Kociątko od razu wiedziało, do czego służy kuweta, co bardzo mnie ucieszyło. Chociaż urodziło się na wolności, nie bało się, było bardzo ciekawskie. Spędzałam z nim mnóstwo czasu i już tego pierwszego dnia imię Felin samo z siebie przyszło mi do głowy. Stopniowo kocię oswajało się z otoczeniem, a my z nim. Zwierzak w domu był dużą nowością dla całej rodziny, ale szybko zapewniliśmy maleństwu swobodę i przestaliśmy zamykać je w przedpokoju. Wtedy jeszcze łaknął czułości i bardzo często przychodził się przytulać.



Wrzesień
Felaś pięknie rósł i przybierał na wadze, ale zorientowałam się, że coś jest z nim nie tak. Biegał na siusiu kilkanaście razy dziennie i nawet mnie, osobie całkiem zielonej w tym temacie wydało się to dziwne. Zaczęło się nasze niekończące się pasmo wycieczek do weta.


Październik
Nauczyłam się łapać kotu mocz do badania. Dostał Urinovet i jakoś się to latanie do kuwety uspokoiło. Fisiu robił się coraz bardziej niezależny, przeczuwałam, że nie wyrośnie na miziaka. Pudełko powyżej i poniżej jest to samo, widać, jak szybko rósł:)


Listopad
Listopad pamiętam jako serię badań moczu i faszerowania kociaka Urinovetem. Wyniki bardzo wolno się poprawiały. Poza tym Feliś nie sprawiał żadnych problemów, był wesołym, rozbrykanym kociakiem. Dużo czytałam o kotach i za sprawą kocich tematów poznałam Zuzię, moją komentatorkę numer jeden:)


Grudzień
Ten miesiąc był spokojny, odpuściłam już z tym moczem, ale za to zrobiłam kotu prześwietlenie. Od kiedy go miałam sapał przy większym wysiłku, co nie jest normalne. Płuca i serce ma jednak w porządku. Sapie do dziś...


Styczeń
W styczniu znów zbadaliśmy mocz, żeby się upewnić, czy jest w porządku...wyszło gorzej niż zwykle. Zrobiliśmy dokładne badania krwi, które niby były w normie, ale mogłyby wskazywać na problemy z wątrobą. Felaś jednak czuł się świetnie i pięknie wyglądał. Szczęśliwy, zadbany kocurek. Hormony zaczęły się w nim odzywać, zaczął się wydzierać, przesiadywać pod drzwiami, molestować moje ręce...


Luty
Miesiąc, którego nigdy nie zapomnę. Przeżyliśmy z Fisiem koszmar, dopadła nas panleukopenia. To paskudztwo przerażało mnie, od kiedy dowiedziałam się jak przebiega, ale nie sądziłam, że będę mieć z nią bezpośrednią styczność. Koty rzadko z tego wychodzą, Fisiowi się udało. Mogło go tu teraz nie być i nie pisałabym tego posta...


Marzec
Przepraszam za zdjęcie poniżej, nie mogłam się powstrzymać:) W marcu Felaś został wykastrowany, było to dla mnie niesamowicie stresujące przeżycie. 


Kwiecień


Maj


Czerwiec

Tak oto z wychudzonego, zapchlonego maleństwa wyrósł mój mały tygrys. Ten rok zleciał tak szybko...maleńki Fiś zmienił się w dużego Felina.


 Felaś dostał dziś w prezencie piłeczkę:
 


 Za poczęstunek miał robić łosoś, ale nie wypaliło, więc... młody dostał łyżeczkę serka wiejskiego. Mój "synuś" ma na co dzień ściśle mięsną dietę, więc niech się cieszy chociaż dziś, jakoś to przeboleję, choć nie jestem przekonana do takich smakołyków.


 Na koniec króciutki filmik z Felinem w roli głównej:

video

czwartek, 12 czerwca 2014

FIV, FeLV, testy, obróżka

To może na początek w telegraficznym skrócie informacja, co to za choróbska:

FeLV - białaczka kotów, wirus może przetrwać w organizmie wiele miesięcy, a nawet lat w "uśpieniu" i dopiero potem się uaktywnić. Choroba jest przewlekła i nieuleczalna, może spowodować silne osłabienie odporności (a więc częste infekcje), zaburzenie krzepliwości krwi, anemię, zapalenie stawów, zapalenie nerek, nowotwory. Do zarażenia dochodzi przez długi kontakt z wydzielinami chorego kota. 

FIV -  odpowiednik ludzkiego HIV. Powoduje przewlekłe i nieuleczalne silne osłabienie odporności, może tkwić w ukryciu przez kilka lat. Do zarażenia dochodzi jak powyżej.

Do wykrycia tych chorób stosuje się szybkie testy ELISA oraz testy PCR. Te pierwsze często dają fałszywe wyniki, drugie są o wiele bardziej wiarygodne, ale już bardziej skomplikowane i kosztowne.

A my jesteśmy już po testach (ELISA), które wyszły... negatywnie! Ulżyło mi. Co prawda prawdopodobieństwo tego, że jest chory można było uznać za bliskie zeru, ale jednak chciałam mieć tę pewność. Felaś przyciąga problemy, wszystko z nim możliwe. Mógł się zarazić jedynie od swojej matki, a że Kizia przez kilka lat miała liczne kontakty z różnymi kocurami, to i mogła od któregoś złapać to świństwo i przekazać dalej.

Na szczęście wszystko jest w porządku, Fiś został od razu zaszczepiony. Nareszcie, po tylu miesiącach zwlekania...

No i znowu łapa ogolona, bo do testów potrzebna jest krew... był kłuty już tyle razy, że straciłam rachubę. Pobieranie krwi znosi perfekcyjnie. Biedna łysa łapulka.



Zabawa włóczką daje więcej frajdy niż nawet najlepszymi zabawkami...


Mamy też już książeczkę:)




Nawet nie wiedziałam, jaki przydatny może być kot:) Felin złapał już mnóstwo much, robali i pająków, bez niego musiałabym sama się z nimi użerać.

I coś jeszcze... kupiłam mu w Tesco obróżkę. Już kiedyś taką mieliśmy, czerwoną, ale była o wiele za duża, więc ją skróciłam, a potem Felaś z niej wyrósł. Nie jest to obroża wybitnej jakości, ale po co mi lepsza, skoro zamierzam ją zakładać tylko od czasu do czasu, by popatrzeć na upiększonego kocurka? Uwielbiam koty w obróżkach, są przeurocze.






Przy obróżce jest dzwoneczek...a raczej był, już się go pozbyłam. Kot się męczy z tym dzwonieniem, mnie też ono irytuje. Przez ten dzwonek ciągle zajmował się obróżką, bez niego nieco się uspokoił.