czwartek, 12 czerwca 2014

FIV, FeLV, testy, obróżka

To może na początek w telegraficznym skrócie informacja, co to za choróbska:

FeLV - białaczka kotów, wirus może przetrwać w organizmie wiele miesięcy, a nawet lat w "uśpieniu" i dopiero potem się uaktywnić. Choroba jest przewlekła i nieuleczalna, może spowodować silne osłabienie odporności (a więc częste infekcje), zaburzenie krzepliwości krwi, anemię, zapalenie stawów, zapalenie nerek, nowotwory. Do zarażenia dochodzi przez długi kontakt z wydzielinami chorego kota. 

FIV -  odpowiednik ludzkiego HIV. Powoduje przewlekłe i nieuleczalne silne osłabienie odporności, może tkwić w ukryciu przez kilka lat. Do zarażenia dochodzi jak powyżej.

Do wykrycia tych chorób stosuje się szybkie testy ELISA oraz testy PCR. Te pierwsze często dają fałszywe wyniki, drugie są o wiele bardziej wiarygodne, ale już bardziej skomplikowane i kosztowne.

A my jesteśmy już po testach (ELISA), które wyszły... negatywnie! Ulżyło mi. Co prawda prawdopodobieństwo tego, że jest chory można było uznać za bliskie zeru, ale jednak chciałam mieć tę pewność. Felaś przyciąga problemy, wszystko z nim możliwe. Mógł się zarazić jedynie od swojej matki, a że Kizia przez kilka lat miała liczne kontakty z różnymi kocurami, to i mogła od któregoś złapać to świństwo i przekazać dalej.

Na szczęście wszystko jest w porządku, Fiś został od razu zaszczepiony. Nareszcie, po tylu miesiącach zwlekania...

No i znowu łapa ogolona, bo do testów potrzebna jest krew... był kłuty już tyle razy, że straciłam rachubę. Pobieranie krwi znosi perfekcyjnie. Biedna łysa łapulka.



Zabawa włóczką daje więcej frajdy niż nawet najlepszymi zabawkami...


Mamy też już książeczkę:)




Nawet nie wiedziałam, jaki przydatny może być kot:) Felin złapał już mnóstwo much, robali i pająków, bez niego musiałabym sama się z nimi użerać.

I coś jeszcze... kupiłam mu w Tesco obróżkę. Już kiedyś taką mieliśmy, czerwoną, ale była o wiele za duża, więc ją skróciłam, a potem Felaś z niej wyrósł. Nie jest to obroża wybitnej jakości, ale po co mi lepsza, skoro zamierzam ją zakładać tylko od czasu do czasu, by popatrzeć na upiększonego kocurka? Uwielbiam koty w obróżkach, są przeurocze.






Przy obróżce jest dzwoneczek...a raczej był, już się go pozbyłam. Kot się męczy z tym dzwonieniem, mnie też ono irytuje. Przez ten dzwonek ciągle zajmował się obróżką, bez niego nieco się uspokoił.

8 komentarzy:

  1. Cieszę się, że testy nic nie wykryły, możesz być spokojna :) Fisiek to się nachodził do weta... już przyzwyczajony.
    Wreszcie książeczka ^^
    No pewnie, kot w obroży jest piękny <3 Do twarzy mu w niebieskim. U mnie w Tesco są takie same, może uda mi się kiedyś kupić.
    Piękny Felin.

    OdpowiedzUsuń
  2. Fisiek <33
    Nie wiem czemu, ale bardzo polubiłam twojego kocurka! ^^ Jest przeuroczy!

    OdpowiedzUsuń
  3. Mnie też ulżyło, że Fiś jest zdrowy. Przeżywam, to z tobą.
    No, no Felasiowi do pyszczka z tą obróżką. :)

    OdpowiedzUsuń
  4. To dobrze, że u Felasia nic nie wykryto :), jestem pierwszy raz na tym blogu, ale już jestem obserwatorem i będę czytać. ;) Myślałam nad tą obróżką, ale ten dzwoneczek faktycznie może być denerwujący... :)
    Zapraszamy do nas!

    OdpowiedzUsuń
  5. Zdrówka życzę! Idzie lato, pogoda piękna, nie wypada chorować... mam nadzieję, że wszystko będzie w porządku :)
    Z przyjemnością dołączam do obserwujących Twojego bloga.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Biedne kocisko, tyle kłucia. Mój nie potrafiłby usiedzieć w miejscu, jemu pobrać krew, to już łatwiej ze mną, a jestem przewrażliwiona na punkcie igieł, dzięki polskim szpitalom.
    Nie jesteś czasem przewrażliwiona na punkcie swojego kotka? W życiu nie pomyślałam o robieniu takich testów :)
    Na białaczkę kiedyś szczepiłam, ale przestałam. Książeczkę mój kocik ma idenatyczną :D Nasze europejczyki :D
    Co do obróżek to świetnie wygląda. Także uwielbiam koty w obrożach, jednak moja mama jest przeciwna i po jakimś czasie zdejmuje. Jedynie jak Maciej jest na podwórku to musi, a raczej może mieć obrożę :) Dzwoneczki to przekleństwo, denerwuje zarówno kota jak i człowieka. Ja bym oszalała gdybym musiała takie coś nosić. Kot chce być cichy, skradać się, a to mu uniemożliwia. Dodatkowo cały czas dźwięczy u uszach. Nie wiem jak Twój, ale mój nie chciał się ruszać, zastygał w bezruchu lub kład się ostrożnie żeby nie słyszeć tego dźwięku. Szybko to wyprułam :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Jaka fajna tygryskowa kicia :) mój kot Maciuś ma podobną obrożę z dzwoneczkiem. Zawsze tyle hałasu robi, jak biega po mieszkaniu. Dużo zdrowia dla kotka!
    Wpadłam tu przypadkiem, ale będę zaglądać częściej. Super blog, Pozdrawiam kociarę :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Super kotek, widziałam ostatnio takiego w leksykonie kotów. Pozdrawiam, super blog :)

    OdpowiedzUsuń

Komentarze są wielką motywacją i potwierdzeniem tego, że nas czytacie, dlatego bardzo dziękuję za każde naskrobane słowo :)

Komentarz uznany za reklamę zostanie usunięty.