wtorek, 29 lipca 2014

Gdy postanowisz mieć kota cz.4: wyprawka dla kota

Zdecydowaliśmy już, że chcemy mieć kota. Wybraliśmy miejsce, z którego pozyskamy wymarzonego zwierzaka. Czas przygotować się na jego przybycie.
Może zacznijmy od wyprawki - przedmiotów potrzebnych kotu.

Wyprawka podstawowa:

Miski - wystarczą dwie, jedna na wodę, druga na jedzenie. Wybór jest ogromny, od najskromniejszych, najzwyklejszych plastikowych, przez klasyczne stalowe, po wyszukane ceramiczne. Najlepiej, by miska była stabilna i łatwa do czyszczenia. Od siebie polecam najzwyklejszą miskę ze stali nierdzewnej na jedzenie, na wodę głębszą plastikową lub ceramiczną. Ceny misek wahają się od kilku do kilkunastu złotych, rzadziej powyżej 20zł.

Karma - powinna zawierać jak najmniej węglowodanów, być pożywna i pełnowartościowa. Więcej na temat karm i karmienia w postach Gotowe karmy dla kotów, Tania i dobra karma dla kota oraz Karmienie kota.

Kuweta - może być kryta lub odkryta, istnieją też nowoczesne kryte kuwety innowacyjne i samoczyszczące. Innowacyjne są najdroższe i cechują się nietypowymi kształtami. Kryte są z reguły droższe od odkrytych i wygodniejsze dla właściciela, bo żwirek się tak nie rozsypuje, a zapachy nie unoszą. Jednak nie każdy kot może chcieć z takiej korzystać. Ważne, by kuweta była duża i głęboka, kot musi mieć w niej miejsce do kręcenia się i zakopywania nieczystości. U mnie świetnie się sprawdza najprostsza odkryta kuweta średniej wielkości.
Kuwety kosztują od kilkunastu do kilkuset złotych.


Żwirek -  do wyboru mamy żwirki silikonowe, bentonitowe, roślinne (drewniane). Zbrylające się po kontakcie z płynami lub wchłaniające wilgoć. Wybór żwirku zależy od nas i naszego kota. Każdy ma wady i zalety, dużo też zależy od jakości danego produktu. Kocięta miewają skłonności do zjadania żwirku - w takim przypadku najbezpieczniejszym dla malucha żwirkiem będzie żwirek drewniany. Ja jestem zadowolona z drewnianego zbrylającego żwirku Cat's Best Eco Plus - niezwykle wydajny, dobrze wiążący zapachy i łatwy do sprzątania.

Łopatka do kuwety - za jej pomocą usuwamy nieczystości z kuwety. Należy zwrócić uwagę na to, by miała duże otwory do przesiewania czystego żwirku. Kosztuje od kilku do kilkunastu złotych.

Drapak - nie jest absolutnie niezbędny, ale kot powinien mieć własną przestrzeń do drapania, inaczej może ostrzyć pazurki na naszych meblach. Im bardziej drapak będzie rozbudowany, tym lepiej, platformy, dziuple i hamaki sprawią kotu dużo radości. Dużym zainteresowaniem wśród kotów cieszą się również wysokie proste słupki. Drogie konstrukcje możemy zastąpić matą, deską do drapania lub zrobić samemu. Koszt drapaka to od kilkunastu do kilkuset złotych.


Transporter - najwygodniejszy i najbezpieczniejszy do przemieszczania się z kotem, potrzebny np. w przypadku konieczności wizyty u weterynarza. Są różne modele, transportery plastikowe, wilkinowe, plecaki i torby transportowe. Zwróćmy uwagę na to, czy jest dobrze wentylowany, kot musi mieć czym oddychać. Poza tym powinien być wytrzymały i wygodny. Mnie najbardziej przekonują transportery plastikowe. Cena - od kilkudziesięciu do kilkuset złotych.

Szczotka lub inny przyrząd o tym przeznaczeniu - do wyczesywania martwego włosa i ogólnej pielęgnacji. Częste czesanie zmniejsza ilość połykanej przez koty sierści. Świetny jest furminator szybko usuwający duże ilości podszerstka. Szczotki, grzebienie, rękawice i furminatory kosztują od kilku do kilkudziesięciu złotych.

Zabawki - niezbędne do wyładowania kociej energii i zaspokojenia łowieckich instynktów. Wybór jest ogromny: piłeczki, myszki, wędki, tunele i mnóstwo innych rzeczy. Wiele zabawek możemy wykonać samodzielnie.


Po wrzuceniu do internetowego koszyka wszystkich rzeczy pierwszej potrzeby poza karmą, wyszło mi 250zł. Wybierałam przedmioty dobrej jakości, ale nie przesadnie drogie, w tym dość duży drapak, dwie zabawki i transporter. Razem z karmą na początek zapłacimy za wyprawkę ok. 300zł. Lepiej brać produkty nieco droższe i lepszej jakości, niż tanie zamienniki, bo prędzej czy później nie będziemy z nich zadowoleni i wykosztujemy się ponownie na lepsze produkty.
Na tym kończy się minimum przedmiotów potrzebnych kotu. Ilość akcesoriów i gadżetów przydatnych, gdy ma się kota, jest ogromna, nie sposób wszystko wymienić i opisać.

Smycz i szelki - przydają się podczas spacerów i podróży (wiele kotów lepiej znosi szelki niż transporter).

Obroża - kwestia sporna. Jedni są zdania, że obroża jest zbędna i stanowi zagrożenie dla życia kota, gdy ten się o coś zaczepi. Drudzy twierdzą, że dzięki niej wiadomo, iż kot wychodzący ma właściciela i nikt go nie zabierze. Kotu niewychodzącemu służy jedynie jako ozdoba. Obróżka nie powinna mieć dzwoneczka - wiele kotów bardzo źle znosi uporczywe dzwonienie.

Adresówka do obroży - jeśli już zdecydowaliśmy, że kot ma być wychodzący i nosić obróżkę, to dobrze jest dokupić adresówkę z wypisanym imieniem kota i numerem telefonu. Gdyby zaginął, są większe szanse na to, że ktoś pomoże nam go odnaleźć.

Cążki do pazurów - u kotów, które nie wychodzą same bez nadzoru, dobrze jest przycinać pazurki. Same ich nie skrócą, a jedynie zaostrzą, nieraz niszcząc coś w domu lub przypadkiem drapiąc swojego człowieka. Jeśli wiemy, jak robić to prawidłowo, a nasz kot na to pozwala, możemy przycinać pazury sami zamiast chodzić do weterynarza.
Cążki kosztują kilkanaście złotych. Lepsze od tych w kształcie gilotynek są "nożyczki". Nigdy nie przycinajmy pazurów kotom wychodzącym - nie będą miały jak się wspinać i czym się bronić.
 

Preparaty do czyszczenia zębów - czyli pasty, szczoteczki, płyny, żele i inne. Dzięki nim zapobiegniemy odkładaniu się kamienia nazębnego i odświeżymy oddech pupila. Zamiast nich można podawać kotu twarde surowe mięso i surowe kości do gryzienia.

Podkładki pod miski i kuwetę - ich funkcją jest zapobieganie rozsypywaniu się żwirku i zawartości misek po całym domu. Kosztują od kilku do kilkunastu złotych.

Fontanna na wodę -  wiele kotów niechętnie pije stojącą w misce wodę. Ta w fontannie "rusza się", przez co zachęca koty do picia.  Ceny wahają się od kilkudziesięciu do kilkuset złotych. Nie każdy kot jest tym zainteresowany.

Trawa dla kota - koty niewychodzące powinny mieć możliwość obgryzania trawy, by oczyszczać swój przewód pokarmowy z kul włosowych. Można kupić trawkę gotową do zasiania lub samemu wyhodować jęczmień albo owies. Alternatywą dla trawy są pasty odkłaczające - ułatwiają one wydalenie sierści. Koszt - kilka, kilkanaście złotych.

Inne przedmioty to m.in.: automaty do karmy, drzwiczki dla kota, kocie feromony (pomocne w sytuacjach stresujących kota), pokrywki i łyżki do karmy w puszkach, pojemniki na suchą karmę, haczyki do usuwania kleszczy, zabezpieczenia okien, filtry i odświeżacze do kuwety.


Co z legowiskiem?
Możemy zaszaleć i zakupić piękne, wyszukane legowisko, ale nie jest ono konieczne. Może się nawet okazać, że zmarnowaliśmy pieniądze, bo zwierzak wcale nie będzie nim zainteresowany... koty same znajdują sobie przeróżne miejsca do spania, co jakiś czas zmieniając je na inne. Na stałe, przeznaczone specjalnie dla kota legowisko najbardziej nadaje się karton wyłożony kocykiem. Najbardziej lubiane przez koty i niedrogie rozwiązanie.

Mój Fisiu w ukochanym kartonie

Gdzie kupować?
Oczywiście większość najważniejszych rzeczy znajdziemy w każdym zoologicznym, a nawet w markecie, ale często będą to rzeczy słabej jakości lub kosmicznie drogie. Najwygodniej więc zamówić wyprawkę przez internet - mamy wielki wybór i wszystko w jednym miejscu, do tego w przystępnych cenach. A potem przychodzi nam paczka i cieszymy się, odpakowując nowe rzeczy naszego przyszłego kotka :)

sobota, 19 lipca 2014

Wakacyjne lenistwo

Mi i Felinowi czas mija podobnie - na beztroskim nicnierobieniu. Ja się cieszę, że mam wakacje, on, że pańcia tyle czasu spędza w domu. Gdy jest chłodniej, Fisiek wietrzy się na balkonie, a w upały leży rozciągnięty na podłodze. Często przesiaduje w otwartych oknach, a jak mu odbija, to wiesza się na siatkach i trzeba je zamykać...


Najchętniej godzinami siedziałby na balkonie, ale mi się nie chce tam tkwić nie wiadomo ile. Zazwyczaj wychodzimy kilka razy po parę minut. Wczoraj byliśmy ponad pół godziny, bo się zrobiło tak świeżo i cicho po deszczu. Mały tam sobie leży, obserwuje owady i niucha. 



Chyba znowu przybrał na wadze, choć ciągle wygląda tak samo. Nie rozumiem tego, jeść dostaje tyle, by nie utyć, ale także nie ma jak z tego nabrać mięśni. Energii ma dużo, jak go złapie głupawka, to mało domu nie rozniesie. Mój "leniwy" kastrat.


Ciągle czegoś chce, a to jeść, a to się pobawić, a to wyjść na balkon. Miauczy, miauczy, miauczy. Zwariować można z tym rozdarciuchem. Uwielbiam moją gadułę, ale to męczące.


Kupiłam w Lidlu drugie cążki do pazurów, z nadzieją, że może "nożyczki" będą lepsze od gilotynki. Łatwiej je przyłożyć do pazurów, gdybym miała spokojnego kota, pewnie byłabym z nich zadowolona (ale i nie byłyby mi potrzebne).  Przycinanie Felinowi pazurków to koszmar,  a mam dość latania z tym co miesiąc do weta. Nie da się go utrzymać nawet w dwie osoby i na szelkach, kopie, gryzie, rzuca się, krzyczy...ostatnie przycinanie kosztowało mnie jakiś kwadrans i kilka ugryzień, a i tak bardziej mu te szpony zmiażdżyłam niż skróciłam. Identycznie reaguje na czesanie.


Żeby nie było, że tylko narzekam i narzekam. Zaczęliśmy uczyć się sztuczek. Nie wiem, co mi odbiło, bo nigdy się do tego nie garnęłam... to chyba ta wakacyjna nuda i kochana Arnor <klik!> :) 
Fisiu daje łapkę, przybija piątkę, żółwika, "prosi", kładzie się "na sfinksa", teraz dopracowujemy machanie łapą. Codziennie rano mamy krótką sesję treningową, na którą grubas wyczekuje w utęsknieniem, bo ŻARCIE. A że nic nie czai i ciągle by mi tylko łapę podawał, żeby dostać jeść, to inna sprawa.


Moja mama twierdzi, że w obsesję na punkcie jedzenia wpadł po chorobie, ale ja mam wrażenie, że zawsze tak było. Chociaż właściwie, to kiedyś potrafił zostawić suchą w misce, teraz mu się to nie zdarza. Wciągnąłby wszystko w każdej ilości. Inne koty marudzą, wybrzydzają, a z nim nie ma takiego problemu. Dobre i to.



Te szelki są chyba na niego za duże. Zwęziłam je maksymalnie za łapkami, a nadal jest luz i się przekręcają na bok. Już zostały trochę pogryzione.


poniedziałek, 14 lipca 2014

Mam w domu mordercę

...Wy też macie, Kociarze:) Mieszkamy razem z bezlitosnymi łowcami, doskonale przystosowanymi przez Naturę do zabijania. Są uzbrojeni w ostre, mocne zęby, ułożone tak, by szarpać i ciąć mięso. Posiadają komplet dużych, łatwo wbijających się i raniących pazurów. Wyjątkowo sprawni, giętcy i szybcy, nie przepuszczą okazji do pobiegnięcia za zdobyczą.

Ale my się ich nie boimy, dla nas są kochanymi przyjaciółmi, członkami rodziny. Uroczymi i czułymi, naszymi miłymi koteczkami. Często leniwymi, tłuściutkimi i patrzącymi ze wstrętem na surowe mięso. Dlatego zdarza nam się zapominać o prawdziwej naturze naszych pupili. Bo co to za zabójca, słodko zwinięty w kłębek na podusi i nieumiejący pogryźć kawałka wołowiny?

Niestety w środku nadal jest zabójcą. Do czego zmierzam? Nie, z pewnością nie do zniechęcenia kogokolwiek do kotów. Chciałam zwrócić uwagę na fakt, że nasz kot jest drapieżnikiem, bezwzględnym mięsożercą i powinniśmy o tym pamiętać, jeśli chcemy o niego należycie dbać.

Zapewnienie mu dawki ruchu i zabawy w celu zaspokojenia instynktu łowieckiego to jedno. Drugie, to właściwe odżywianie. Nie podawajmy kotu karmy, która ma w sobie więcej ryżu i kukurydzy niż mięsa, bo to nawet nie jest logiczne. Po co mięsożercy gluten kukurydziany? No właśnie. Lepiej poszukać karmy lepszej jakości.

Koty nie są przystosowane do trawienia dużych ilości węglowodanów, a ich zęby nie służą do gryzienia chrupek, tylko mięsa. Podawanie co jakiś czas mięsa i kości na surowo ma dobry wpływ na higienę jamy ustnej kota. Kot ćwiczy szczękę i czyści zęby z osadu.

Fisiek to mięsożerca na pełen etat, w końcu jest na diecie BARF. Właściciele kotów wychodzących często mają "przyjemność" obserwowania pupili w czasie mordowania i zjadania ptaka czy myszy. Niestety mój polować może tylko na muchy, ale nadrabia to inaczej. I przy okazji udowadnia, że koty to mięsożercy, a nie ziarnojady. Poniżej Prawdziwy Kot, mięsożerca w akcji:

Tu jemy kurzą szyjkę (zniknęła caluśka)

 Taka tam przekąska

Trochę krew się polała:) Łapki są u nas częstą przegryzką. Nie mają w sobie nic wartościowego, ale fajnie czyszczą zęby.

Takie rzeczy też jadamy, chociaż bardzo rzadko. Felin pożarł pół kości z podudzia kurczaka. Nie ma co się ich bać - są niebezpieczne tylko po obróbce termicznej.


A to najnowszy smakołyk:

Ta mina... :3

Tyle zostało ze skrzydła. Nie zostałoby pewnie nic, gdybym mu tego nie zabrała. Kości łamią się na takie podłużne kawałki jak ten mały widoczny na zdjęciu. Nie jest to zbyt ostre i bez problemu zostanie strawione.  Obalamy mit o strasznych drobiowych kościach


A zęby jak się wybieliły! Felaś miał bardzo duży osad nazębny, zdecydowanie zbyt rozwinięty jak na kilkumiesięcznego kociaka. Jak zwykle się zawzięłam i głównie dzięki takim przegryzkom ząbki wkrótce powinny już być bialusieńkie. Na tę chwilę zmagamy się tylko z resztkami nalotu na trzonowcach.

A Wasze koty lubią mięcho i kosteczki?:)

czwartek, 10 lipca 2014

Gdy postanowisz mieć kota cz.3: jeden kot czy dwa?

Skoro zdecydowaliśmy już, że chcemy mieć kota, to czemu by nie pomyśleć nad tym, by wziąć od razu dwa? Przesada? Niekoniecznie.

Człowiek nie zastąpi kotu towarzystwa drugiego kota. Kocięta lepiej się rozwijają psychicznie i fizycznie, gdy mają przy sobie kociego towarzysza. Mają się z kim bawić, nie zamęczają więc tak właścicieli. Nie nudzą się, gdy muszą zostać same, mniej niszczą, mają jak (i z kim) rozładować energię. Zabawy z kocim kolegą zapewniają ruch, więc zmniejsza się zagrożenie otyłością. Kiedy jeden kot nie ma ochoty na pieszczoty, być może drugi zaszczyci nas uwagą. Wspaniale jest patrzeć na bawiące się razem zwierzaki, obserwacja kocich zachowań społecznych jest fascynująca. Jeśli jeden wybrzydza przy jedzeniu, to może drugi zje za niego i nic się nie zmarnuje. Koty wcale nie są bezwzględnymi samotnikami, żyjąc z dobrze sobie znanym przedstawicielem tego samego gatunku, są szczęśliwe, dużo szczęśliwsze, niż gdy są jedynymi zwierzakami w domu i przez pół dnia przebywają całkiem same. Wbrew pozorom łatwiej żyje się z dwiema, niż z jednym.


Wielu kociarzy prędzej czy później stwierdza, że chciałoby mieć drugiego kota. Jednak "dokocenie" nie zawsze wygląda różowo, gdy już jeden kot u nas rezyduje. Zdarza się, że kończy się to awanturami, dużym stresem, unieszczęśliwieniem kociego jedynaka, dla którego pojawienie się intruza sprawiło, że poukładany świat się zawalił.
Dlatego dobrym rozwiązaniem jest adopcja od razu dwóch kotów lub dokocenie po niedługim czasie. Kocięta z jednego miotu znają się doskonale i nie powinno być między nimi konfliktów. Będzie im raźniej opuścić znane otoczenie, gdy obok będą miały braciszka czy siostrzyczkę, szybciej przywykną do nowej sytuacji.
Jeśli koty nie są ze sobą spokrewnione, najlepiej zdecydować się na drugiego kota, gdy ten pierwszy jest młody. Kociaki w podobnym wieku szybciej się dogadają niż dorosłe koty, a i nasz jedynak nie zdąży się jeszcze przyzwyczaić do samotności. Małe kocię z kolei może męczyć statecznego, leniwego kilkulatka swoją niespożytą energią, chociaż są też duże szanse na to, że dorosły kot dzięki malcowi "odmłodnieje" i nabierze chęci do zabaw.
Nie można przewidzieć, jakie relacje będą mieć ze sobą koty, ale warto próbować i dać zwierzakom czas na przyzwyczajenie się do siebie. Dwa koty są lepsze niż jeden :).

piątek, 4 lipca 2014

Przetestowane: przysmaki Tigeria Sticklettis/ Tigeria Meaty (Fishy) Rolls



Ilość: 50g
Cena: 5.80zł, za zestaw 3x50g 11.80zł/12.80zł
Rodzaje: kurczak, kaczka, tuńczyk
Skład: 100% suszonego mięsa/ryby bez dodatków 

Opakowania z zamknięciami strunowymi - zachowują świeżość, do wielokrotnego otwierania.





Sticklettis


Ma formę miękkich pałeczek o intensywnym zapachu (przynajmniej te o smaku tuńczyka). Bardzo łatwo można je podzielić na mniejsze kawałki.

Meaty/fishy rolls


Przysmaki w kształcie... kuleczek? Też pachną, są małe i dość twarde, mój kot ich raczej nie gryzie, tylko połyka w całości. Część smaczków w opakowaniu była ze sobą mocno posklejana.

W tym miejscu przydałoby się zdjęcie Fisia z przysmakiem, ale nie jest ono możliwe do wykonania:) Kocurek oszalał na ich punkcie, przybiega od razu, gdy idę w stronę miejsca, w którym leżą.  Niemal po każdym poczęstunku mruczy, a mruczenie jest u niego rzadkością... 
Oba rodzaje przysmaków są godne polecenia, jednak o wiele bardziej spodobały mi się Sticklettis, ze względu na swoją strukturę. Na pewno jeszcze kiedyś je zamówię, te drugie niekoniecznie.


wtorek, 1 lipca 2014

Rozpieszczamy potwora, czyli zakupowy szał

Zamówiłam Felinowi paczkę za konkretną sumę, a w niej nie ma ani zapasów żwirku, ani worka karmy. W takim razie co kupiłam? Mnóstwo rzeczy, bez których możemy się obyć. Takie zbędne graty, ale cóż poradzę...uznajmy to za spóźniony prezent urodzinowy Felasia. W Zooplusie były ogromne promocje na wiele rzeczy, więc skorzystałam z okazji i zaszalałam. Bardzo podobały mi się zamówione przedmioty, szczególnie jeden...nie mogłam się doczekać, kiedy wpadną w moje i fisiowe łapki. Cieszę się z tych zakupów jak dziecko :)

Według wszelkich obliczeń przesyłka miała zostać przywieziona dzisiaj. Od rana śledziłam jej stan na stronie firmy kurierskiej i wyszło na to, że została dostarczona w południe. Ale ja nic nie dostałam...czekałam do wieczora, bardzo zawiedziona i niezadowolona. Co się stało z moją wyczekiwaną paczuszką?
Oczywiście moje domysły szybko okazały się prawdą. Zawsze zamawiam na adres kochanej babci, bo ona częściej jest w domu niż my...kiedy jej nie ma, kurier dzwoni i przyjeżdża we wskazane miejsce. Dziś nie zadzwonił, a babcia nic nie dostała. Akurat, gdy przyjechał, nie było jej w domu, więc udał się z paczką do sąsiada...a temu nie spieszyło się z przekazaniem przesyłki. Dobrze, że nie kazał mi czekać do jutra.

Przejdźmy jednak do konkretów, czyli tradycyjnie fotorelacja:

Najpierw Felin wietrzył się w oknie i wypatrywał kuriera



Następnie obwąchiwał karton.




Zawartość była powrzucana byle jak, jedna rzecz wystawała z pudełka. Zdziwiłam się, jak zobaczyłam, że moja paczuszka jest tak wielka. Zamówiłam same nieduże, lekkie rzeczy, a tu taki wielki karton.


Po kolei:

Purizon
Byłam ciekawa tej nowości, więc zakupiłam małe opakowanie na próbę. Smak rybny. Oczywiście Fisiowi od razu zasmakowała.


Przysmaki Tigeria, dwa rodzaje. Byłam w szoku, bo mój wszystkożerny potworek zmiata wszystko, co znajdzie na swojej drodze, a na widok przysmaczków nie zareagował zbyt entuzjastycznie, nie chciał ich nawet spróbować. Na szczęście już po chwili się do nich przekonał... i oszalał na ich punkcie:)




Piłeczki sizalowe z grzechotką, piórkami i kocimiętką
Fisiu kocha piłeczki, ale jest mistrzem w ich gubieniu, może tak dużych prędko nie zgubi. Od niebieskiej odcięłam ten sznureczek, by służyła za zwykłą piłeczkę. Felinowi bardzo spodobało się gryzienie piórek, więc trzeba będzie go nadzorować. Właśnie nosi niebieską w zębach:)


Patyczek z piórkami
Już kiedyś taki mieliśmy i kociak był zachwycony. Tym razem też mu się podoba.


Myszki
Na razie nie mogę zbyt wiele o nich powiedzieć, ale już były pacane łapką i noszone w zębach, więc powinno być dobrze.




Kratka ochronna na uchylne okno
Nie wiedziałam do końca, jak to będzie wyglądało, ale była duża promocja i dawno o niej myślałam, więc wzięłam jedną "na spróbowanie".



Olej z łososia Salmopet
Czyli jeden z najlepszych olejów, do tego przeceniony o 10zł... już dawno powinnam go kupić, poprzedni musiałam wyrzucić. Nasz suplement do diety BARF i polepszacz i tak już pięknej sierści.



Tak mały buszował w stercie opakowań:

Ale zaraz, to jeszcze nie koniec! Został "gwóźdź programu", czyli rzecz najbardziej dla mnie wyjątkowa i wyczekiwana...

Szeleczki!


Co ja się miałam z tymi szelkami...najpierw nie dały się rozpiąć, a ja geniusz nie zauważyłam, że mają specjalną blokadę. Potem nie miałam pojęcia, co gdzie włożyć na kota i co z czym spiąć...ćwiczyłam razem z mamą na modelu, mordowałyśmy się z tym we dwie.

Buziaczki od Fisia dla mojego wiekowego pluszaka:D

Po wielu trudach, ataku wściekłości z mojej strony i podobnym ze strony Felina, udało się.


Myślałam, że gorzej zniesie szelki, a przyjął je całkiem spokojnie (jak na niego). Nareszcie będziemy wychodzić na nasz wielki balkon i porządnie "wietrzyć" kota.

Pierwsze kroki w stronę Nieznanego:


Krok drugi:


A potem było wąchanie kwiatków, pokładanie się na ziemi i wypatrywanie czegoś w oddali. Podczepiłam też starą smycz znalezioną gdzieś wśród gratów.









Przesadziłam z tym postem, ale nie mogłam nie pokazać Wam tych wszystkich fisiowych zdjęć w szeleczkach:)