poniedziałek, 11 sierpnia 2014

Nowy członek rodziny!

Zaledwie kilka dni temu wspomniałam na blogu, że miło by było, gdyby przybłąkał się jakiś zabiedzony kociak... następnego dnia naprawdę się przybłąkał! Tak, to niezwykłe, ale prawdziwe.
Pragnę przedstawić Hesię, uśmiechniętą burasię:


Nie, to nie jest archiwalne zdjęcie małego Fisia i nie robię sobie żartów. To moja dzidzia Hesia, taki "Fiś numer dwa". Ale może cofnijmy się kilka dni wstecz, do piątkowego wieczoru...



Dowiedziałam się wtedy, że nieopodal, na opuszczonym podwórku okociła się jakaś kotka i ma kilkoro burych dzieci. Jedno z nich przywędrowało aż do sąsiadów...zwabione jedzeniem przyszło pod moje drzwi i zaczęło się łasić i mruczeć jak motorek. Oczywiście chciałam malca zaprosić do siebie. Felin, pan na włościach, z początku się zjeżył, ale ciekawość przeważyła nad strachem i ostrożnie obwąchał przybysza.


Później nie było tak pięknie, bo moja mama kategorycznie odmówiła przygarnięcia kociaka. Nie bo nie. Na każdy jej mało sensowny argument miałam kontrargumenty, opowiadałam o niepewnej przyszłości kotka i tak dalej. Nic nie przynosiło zamierzonego efektu, przepłakałam pół wieczoru, a kocię uciekło, pogonione przez psa.
Tata w czasie wieczornych wydarzeń był w pracy i o niczym nie wiedział. Następnego dnia postanowiłam z nim porozmawiać o kociątku, ale z góry byłam przygotowana na porażkę. Spodziewałam się, że nie będzie chciał mnie nawet wysłuchać, ale wysłuchał. Nie powiedział ani tak, ani nie, ale to już było bardzo dużo.
Tyle, że kocię przepadło...

Wtedy w piątek maleństwo bardzo chciało, żeby je wpuścić do domu. Wskoczyło na parapet i wołało. Obwąchiwali się z Fisiem przez siatkę.

To nie ja je znalazłam, tylko właśnie tata. Pod wieczór zawołał mnie, że widział kocię, a przecież mógł mi nic nie mówić... Maleństwo zaszyło się w kukurydzy sąsiada, ale po chwili wyszło, złapałam je i po prostu zaniosłam do domu. Mama stwierdziła, że powariowaliśmy, ale nic więcej nie powiedziała.
I od tamtej pory Hesinka siedzi w swojej izolatce - przedpokoju. Zupełnie jak Fiś dokładnie rok temu.


Kocię okazało się koteczką, co bardzo mnie ucieszyło. Hesia jest wychudzona i ma brzuch pękaty od robaków, ale i tak jest w lepszym stanie niż Fiś, gdy go znalazłam. On się lepiej zachowywał, brykał, ganiał swój ogon, ona nie za bardzo umie się sama bawić. Wczorajszy dzień przeleżała w kuwecie i nie chciała się załatwić. Martwiło mnie to trochę, Fisiek poleciał do kuwety od razu jak mu ją postawiłam. Obawiałam się też, czy będzie robiła na podłogę czy od razu załapie, do czego służy pudełko wypełnione żwirkiem. Gdy zachęcałam ją do kopania, ona zaczynała jeść żwirek... nie za ciekawie się zapowiadało. Jeśli będzie załatwiała się poza kuwetą, wylatuje na podwórko albo szukamy jej domu...To nie mój wymysł, ale szczerze, to i mi się nie uśmiecha kot sikający gdzie popadnie. Jestem przyzwyczajona do nienaganności Felina, który nigdy nie narobił poza kuwetą, a nawet chodził do niej wymiotować w czasie choroby.
Hesia ślicznie siusia do kuwety, ale załatwiła się w kocyk do transporterka... pewnie dlatego, że była w nim zamknięta w nocy.


Z Felinem ze względów sanitarnych nie mają kontaktu, ale już za kilka dni pozwolę im się ze sobą zapoznać. Na tę chwilę Felin jest jej strasznie ciekawy i trochę się boi, uchylam mu drzwi gdy mała je, a on ją obserwuje. Hesia za wszelką cenę chce się wydostać z izolatki, raz wybiegła i mało nie wpadła na Fisia, który jest nieco zdezorientowany całą sytuacją, ale zachowuje się dobrze. Dopiero przy małej dostrzegłam, że Felaś to kawał kota, bystrego i sprawnego. Kocięta są urocze, ale chyba jednak bardziej odpowiadają mi dorosłe koty. Już zapomniałam, jak obchodzić się z takim kruchym malcem.


Choć właściwie, Hesia nie jest wcale taka mała. Ma około trzy miesiące i waży 1.8kg. Niedawno wróciłam z nią od weterynarza, dostała środki na pasożyty. Wszystko z nią w porządku, moja duża dzielna dziewczynka :)


Dzidzia ciągle mruczy i się łasi, no i... uśmiecha:) Chyba widać to na zdjęciach. Bardzo się cieszę, że ją mam, ale trochę się boję, jak to będzie wyglądało, żyć z dwoma kotami pod jednym dachem.


I na koniec zdjęcie Fiśka i jego głupiej miny. Kochany, nieuroczy Felaś:)

13 komentarzy:

  1. Już nie mogę się doczekać zabaw tej dwójki. <3 ^^ Teraz też będziesz miała więcej roboty...
    Pozdrawiam Alu :3

    OdpowiedzUsuń
  2. To wszystko tak dobrze się ułożyło. Tyle zrobiłaś, by dostałaś drugiego i w końcu się udało.
    Mam nadzieję, ze Fisiu dobrze zniesie nowego kota, nie będzie żadnych problemów. Będzie cudownie. Może Hesia będzie miała inny charakter niż Felaś :) Ja też bym się na Twoim miejscu bała, coś takiego pierwszy raz.
    Dobrze, że wszystko z kicią w porządku.
    Fiś jest uroczy, uwielbiam tego kocura, a Heśka musi się jeszcze wykazać :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Cudowna ^^ Już wcześniej ją widziałam, teraz poznałam historię :)
    Nie jest mała? Hah, a 3 miesiące to dużo? ;D Kropeczka ^^ a imię doskonale pasuje :)
    Oby tylko szybko załapała z tą kuwetą :)
    No i jestem baardzo ciekawa jak to będzie z ich kontaktami, oby się zaakceptowali :) Choć w sumie to obydwaj młodzi, to powinni szybko się polubić :) Oby.
    Jak to nieuroczy? Przeuroczy, kochany, noo <3
    Pozdrawiamy i gratulujemy maleńkiej ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mój Fisiek ważył 800g jak go znalazłam, więc różnica ogromna, bo aż kilogramowa :D Myślę, że się dogadają i jeszcze to ona będzie nim rządzić :D
      Dziękujemy :3

      Usuń
  4. Wspaniała kotusia :) Oby zaprzyjaźniła się z Fisiem, i wyzbyła robaczków ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Urocza koteczka :) Gratuluje nowego domownika w domu! Jakoś dasz radę, moja babcia ma kota, 2 wnuczków do pilnowania, musi zrobić obiad i nakarmić psa mojej cioci ;) Daję radę! :P
    Oby kociaki się zaakceptowały, no i maleńka nauczyła się załatwiać do kuwety.
    Fisiek jest zawsze uroczy! Nawet z taką pięękną minką ;)
    Pozdrawiamy serdecznie!
    Weronika i Molly
    Ps. dzięki za pożyteczny i mądry komentarz na blogu ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Cudna jest :). U nas nigdy nie było obcych kociaków, przybłęd... Oby koty się zaakceptowały, potem pewnie nie będzie większych problemów :).

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  7. Wow! Ale macie szczęście! A jeszcze niedawno pisałaś że się zastanawiasz,a tu taka niespodzianka (swoją droga to najlepszy sposób na drugiego kociaka i rozwianie wszelkich wątpliwości). Cudowne z niej maleństwo - na pewno się szybko dogadają i mała nauczy się do czego służy kuweta! Czekam na kolejne posty i bardzo się cieszą, fajnie macie ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Graaatuluje! Mala jest śliczna :) Powodzenia w jej wychowaniu, oby załatwiała się do kuwety. :D
    Ania (jestem na wakacjach i pisze z telefonu ,i nie jestem zalogowana:P)

    OdpowiedzUsuń
  9. Szczęściara z tej małej :-) Będzie ciężko odróżnić , ale może po rozmiarze ? ;)
    Gratulujemy powiększenia rodzinki !

    OdpowiedzUsuń
  10. Czyli to było prawdziwe przeznaczenie! Od chęci przygarnięcia kociaka, do taty który Ci pomógł odnaleźć malca :)
    Bardzo się cieszę, że się tak koteczkowi poszczęściło. Co do załatwiania się kotki - myślę, że wszystko będzie w porządku, wpadka w izolatce prawdopodobnie spowodowana była - tak jak pisałaś - tym, że kicia była w niej zamknięta.
    Trzymam kciuki za zdrowie Hesi i dobrą socjalizację, żeby koteczki się polubiły! :)
    Pozdrawiam z moimi trzema kotami (daję radę z trzema, na pewno sobie poradzisz z dwoma łobuzami :) )

    OdpowiedzUsuń
  11. W takim razie powodzenia i uważaj, o czym piszesz na blogu, bo jak widać może się spełnić :D

    OdpowiedzUsuń
  12. Twoje nowe posty mi się nie wyświetlają! Nie lubię... Ale lubię Hesię :) powodzenia z kociakami :D

    OdpowiedzUsuń

Komentarze są wielką motywacją i potwierdzeniem tego, że nas czytacie, dlatego bardzo dziękuję za każde naskrobane słowo :)

Komentarz uznany za reklamę zostanie usunięty.