sobota, 8 listopada 2014

Rozważania o dojrzewaniu

U kociastych wszystko w porządku. Spędzają czas na spaniu, gonitwach, przepychankach i wzajemnym myciu mięciutkiego futra. Marudzą przy jedzeniu, nawet Felaś, co mnie zadziwia. 


Wiele miejsc nadaje się do drzemki...


Felaś, to moje ciapowate niewiniątko, pokazał, że drzemią w nim jeszcze kocurze odruchy. Zaczął przystawiać się do Hesi... gwałty to jeszcze nie są (Fisiu - pedofil chyba nie do końca wie, co i po co robi, bo mu nie wychodzi), ale mało brakuje.



A tak poważnie, to cieszę się, że los oszczędził Hesi życia tam na zewnątrz. Ona ma dopiero pół roku, a zachowanie Fiśka wobec niej wskazuje, że już dojrzewa. Ta moja wesoła mała dziewczynka, kociak jeszcze, miałaby urodzić kocięta jakiegoś obcego obdartego kocura? Straszna wizja. Nie pojmuję, jak ludzie mogą tak beztrosko dopuszczać do rozmnażania swoich kotek, i to jeszcze tak młodziutkich. Dla mnie to wręcz okrutne, ona ciągle jest mała, rozwija się i myśli tylko o zabawie.


Ze mną Hesi nic nie grozi. Poza tym nieszczęsnym Fisiem oczywiście, ale on nieszkodliwy. Chociaż moja mama już z przerażeniem zapytała: "ale on jej nie zapłodni?" :) 

U wolnożyjących kotek sezon rozrodczy najczęściej trwa od stycznia do września, a kolejny rozpoczyna się wraz z wydłużającym się dniem. W przypadku kotek domowych nie obowiązują żadne reguły, ruja może pojawiać się w każdej chwili i z różną częstotliwością. Co do Hesi, sądzę, że rui nie dostanie wcześniej niż w styczniu. Co prawda jest domowa, ale nadal młoda, w jej otoczeniu nie ma żadnych płodnych kotów, a do tego przy okazji dni stają się teraz coraz krótsze. Jak będzie, zobaczymy.


Mogłabym tego wszystkiego uniknąć, kastrując Heś wcześniej, nawet teraz, ale nie spieszy mi się. Zaplanowałam zabieg na połowę lutego, wtedy mam ferie i podczas rekonwalescencji będę mogła stale czuwać nad Dzidziuchną. To nie kocur, który na drugi dzień jest jak nowy, w jej przypadku będę o wiele bardziej martwić się tym, czy rana dobrze się goi i nic się w środku nie rozrywa. Szczerze, to cholernie się boję, ale to nie ma znaczenia. Zdaje sobie sprawę z tego, że prędzej czy później musimy się z tym zmierzyć. Póki co, nie ma pośpiechu. Mam nadzieję, że nic nam nie przeszkodzi w wykonaniu zabiegu w tym terminie.
Jest jeszcze jeden, trochę głupi powód, dla którego się ociągam. Jestem ciekawa samej rui. To nic przyjemnego zarówno dla kotki, jak i jej właściciela, ale chciałabym tego doświadczyć. Znam cały proces w teorii i się go obawiam (Heś, ja, Fisiu, wszyscy zwariujemy), ale cóż poradzę na swoją ciekawość.

11 komentarzy:

  1. Fisiu to ma pomysły :) Fakt faktem, Hesia to piękna kotka :3
    Bez Ciebie nie miałaby dobrej przyszłości. Byłoby coraz więcej bezdomnych kotów... a tak to chociaż o tyle ich mniej będzie i koty nie ucierpią.
    Ja w sumie też jestem ciekawa, jak zniesiecie rujkę. Nie śpieszy się, poczekaj na dogodny moment.
    Te koty są mistrzami w robieniu wszelkich min <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie wyobrażam sobie Hesi z młodymi. Ona wygląda na takiego małego kociaka pełnego energii do zabawy. Felin interesuje się Hesią? UU, chciałbym zobaczyć kocie zaloty :) Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Moja kotka miała młode. Przyznam szczerze, to było wspaniałe, ale nie zrobiłabym tego nigdy więcej. Urodziło się 5 kotów. Koty mieszkały na podwórku, zanim kotka się okociła często odwiedzała kotłownie. Zwłaszcza w zimę, tam miała ciepło oraz kuwetę. Okociła się natomiast w pralni. 3 koty zostały u nas. Jeden poszedł do sąsiadów, drugi też do kogoś poszedł, też chyba z sąsiedztwa, lecz nie pamiętam dokładnie.
    Mieliśmy wtedy 4 koty, 2 z miotu wpadły pod samochód jeszcze przed zimą (urodziły się 28 maja) , matka na początku następnego roku wpadła pod auto. Ostatni nasz kot został zaatakowany przez innego kota, gdy miał złamaną nogę i niestety mój przegrał tą walkę.. Nigdy więcej nie chcę młodych kotów, teraz u mnie koty będą tylko kastrowane/sterylizowane, żeby uniknąć smutku gdy któryś młody kociak zginie pod samochodem. Nie polecam nikomu :P. Takie miejsca na drzemkę są najlepsze, mój czasami otwiera szafkę mojej mamy, wygrzebuję jej wszystkie ciuchy i idzie spać :P

    OdpowiedzUsuń
  4. No tak ciekawe jak to będzie...Kocurek i kotka razem w domu..Widać z tego co piszesz, że Fisiu ma już swoje małe, kocie zaloty ; )
    Trzymam kciuki, aby nic nie przewidującego się nie stało.
    Widzę, że koty są mistrzami od robieniu śmiesznych min do zdjęć ♥
    Pozdrawiamy!
    http://codziennebeagle.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. Rujka mojej Pysi bardzo mnie zaskoczyła, stala sie strasznie przymilna i pieknie "spiewała" . Raczej lagodnie ja przeszła .... zraz PO zrobiliśmy zabieg. Aby sie nia opiekowac wziełam nawet L4 na tydzień .... nawet kotek/braciszek sie nia opiekował. Wspaniale bylo ich obserwować i pomagać. Dobrze by było gdyby udało się ustawic zabieg ba ferie ..... byłabyś z nią :-)
    Mizianki przesyłamy :-)

    OdpowiedzUsuń
  6. Cieszę się, iż Hesia jest z Tobą :) To chyba najlepsze, co mogło cię spotkać w te wakacje, nie? ;)
    Ty tak bardzo kochasz te koty <3 Twoje posty są przepełnione miłością do tych stworzeń! To takie wspaniałe :)

    OdpowiedzUsuń
  7. A to Fiś, młody Casanova :P Ale co się dziwić, Hesia to piękna kotka ;) Masz rację z kastrowaniem i sterylizacją...ludzie nie myślą, albo właśnie myślą tylko o sobie - bo przecież kocięta są takie słodkie...
    Trzymam kciuki aby z rujką i sterylizacją Hesi wszystko poszło według planów, będzie dobrze :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Moja młoda powoli staje się poważną kocicą, już nie szaleje tak samo jak kiedyś chociaż nadal daje popalić :D.

    OdpowiedzUsuń
  9. Tak to jest, wiadome było że zacznie się coś dziać wcześniej czy później :) Najważniejsze że kociaków nie będzie.
    Strasznie ponętne te Twoje koty, nie powiem :D
    Świetne zdjęcia ^^
    Pozdrawiamy.

    OdpowiedzUsuń
  10. Oj, oj, niegrzeczny Fiśek. Hesia jest jeszcze małą królewną, ona z młodymi? Nie wyobrażam sobie :/ Dobrze, że trafiły na Ciebie, teraz są bezpieczne i nic im nie grozi :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Mojego brata kolega ma kotkę wychodzącą (mieszka blisko nas) i kotka na ok. 5 lat. Wcale o tego kota nie dbają. Kotka nie jest wysterylizowana, je świństwa, często noce spędza poza domem, nie jest odrobaczana. Z tego co ten kolega brata mówił, to było tak, że kot nie dostał jedzenia i pierś z kurczaka leżała na stole w kuchni. Kot, że głodny poszedł do niej i całe mięso zjadł. Co po tym było - kara w postaci wywalenia z domu i zbicia za zjedzenie. Jak to usłyszała, to normalnie byłam taka zdziwiona, bo kto normalny zbije kota, który zjadł coś, bo był głodny.
    Ja nigdy bym nie zbiła kota, nawet jak by mi coś zniszczyła, ale bicie to przesada, bo skąd zwierze ma wiedzieć, że tego nie wolno robić.

    Hesia miała wielkie szczęście, że ją przygarnęłaś.
    Moja Percy też czeka na sterylizację (również w ferie się odbędzie).

    OdpowiedzUsuń

Komentarze są wielką motywacją i potwierdzeniem tego, że nas czytacie, dlatego bardzo dziękuję za każde naskrobane słowo :)

Komentarz uznany za reklamę zostanie usunięty.