sobota, 15 listopada 2014

Strajk głodowy i zakupy

W minionym tygodniu bure urządziły sobie trzydniowy strajk głodowy. U Dzidźki to normalne (przy każdej nowej mieszance ma jakieś "ale"), ale żeby Felaś, kot z obsesją na punkcie jedzenia, nie dojadł śniadania? Doszło nawet do tego, że po całym dniu zostały dwie pełne miski, na które Fisiek nie zwracał uwagi. A ja akurat zwiększyłam im wyznaczone dzienne porcje, bo uznałam, że Heś za wolno przybiera na wadze, a Fisiek może sobie pozwolić na zwiększenie masy... niewdzięczne, zamiast wcinać ze smakiem, wolały marudzić.


Rosnąca kotka jedząca dwie łyżeczki mielonego mięsa dziennie i dość aktywny chuderlak zadowalający się 1/5 dawnej porcji... byłam zła i rozgoryczona, tyle czasu zajęło przygotowywanie mieszanki (mięso było świeże, więc nie w tym przyczyna), a one wolały chodzić głodne niż ją zjeść. Nawiedziła mnie nawet myśl o porzuceniu BARFa i wróceniu do puszek, które kociaste zawsze pożerają z zachwytem i proszą o więcej. Tyle, że mokre żarcie jest takie pyszne, bo zawiera polepszacze smaku i zapachu, a do tego wychodzi drożej i nie jest tak zdrowe i naturalne. Co z tego, że gotowce będą zjadane, skoro w ogólnym rozrachunku przyniosą nam więcej szkody niż pożytku.

Wstąpiłam z Fiśkami na wojenną ścieżkę. Kto pierwszy wymiękł?
Oczywiście, że one. Na szczęście za bardzo nie płakały z głodu i nie żebrały, co było dla mnie ułatwieniem. Przetrzymałam je, a co. Serwowałam im posiłki w dłuższych odstępach czasu, żeby zdążyły poczuć pustkę w brzuszkach. Czasem trochę skubnęły, czasem tylko zakopywały miski. Generalnie chodziły takie niedojedzone, ale nie całkiem wygłodzone. Oczywiście nie poszłam na żadne ustępstwa, pokarmy inne niż mieszanka nie wchodziły w grę. Podanie im czegoś w zamian byłoby poważnym błędem - nauczyłyby się, że zawsze dostaną to czego chcą, jeśli tylko pomarudzą.


Hesia otrzymała miskę Fiśka, bo ładniej z niej jadła niż z tej głębokiej. Zlizywała mielonkę z palca, a potem zachęcona podchodziła do miski. Zabawa wędką tuż przed posiłkiem nieco zaostrzała jej apetyt (po polowaniu jest jedzenie - naturalna kolej rzeczy dla drapieżnika), ale nadal mowa tu o dosłownie kilku łyżeczkach od herbaty na dzień, ilościach malusieńkich dla kociaka.

Fiśka zostawiłam w spokoju, bo on nie był tak zawzięty. Po pół dnia niejedzenia grzecznie zjadał jeden czy dwa małe posiłki.
Czwartego dnia wszystko zniknęło bez zostawiania i wybrzydzania.
Triumfowałam.
Ale od wczoraj Heś znowu nie dojada.
Ta mała daje mi niezłą szkołę życia z kotem.


Zmieniając temat, nakupiłam suplementów. Trochę przesadziłam z tymi drożdżami, ale przynajmniej nie będzie trzeba co chwilę zamawiać. W woreczku jest suszona krew wołowa, którą kupiłam od osoby prywatnej z barfnego forum. Poza tym widać tu jeszcze 0,5l tranu z dorsza (po otwarciu pójdzie poporcjowany do mrożenia) i mączkę ze skorupek jaj, która akurat szybko się zużywa. Podobno mój suplementowy sklep ma nadal działać, ale na razie są problemy z asortymentem i dostawami, więc wolałam zgromadzić to wszystko na zapas.


Przyszła do nas jeszcze jedna paczka. Niemała paczka, takiego kartonu to chyba jeszcze nie mieliśmy... Fisiek jest dość dużym kotem, tu na takiego nie wygląda.


Wewnątrz był wielki worek żwirku, starczy nam na 3 miesiące. Biedny pan kurier, musiał to tachać.:)


Do tego miska, oficjalnie miała być dla Hesi, ale starszy brat ma pierwszeństwo, więc dostała tę po Fiśku, a on ma nową. W praktyce michy mi się mylą, więc jedzą z nich na zmianę.


I ostatnia rzecz - kuweta.  W sklepie nie miała żadnych ocen ani opinii, opis nie zgadzał się ze zdjęciem, ale ją wzięłam. I nie żałuję, jest duża, głęboka, zagięty rant utrudnia wysypywanie żwirku (i tak kociaste wywalają go całe stosy) i dobrze się go zdejmuje/zakłada.


Wygląda na białą, ale jest kremowa (taka przybrudzona biel) w niebieskie kropeczki. Była nam potrzebna, do tej pory w moim pokoju stała nędzna płytka tacka. Mam sentyment do tej pseudokuwety, bo to pierwsza kuweta malutkiego Fisia, ale przez nią żwirek był wszędzie. Zakupione podkładki nie zdały egzaminu, poza tym zostały przez Fiśka rozszarpane na strzępy i już dawno ich nie mamy.

Tacka, stara i nowa kuweta:)
















7 komentarzy:

  1. Super post. Zakupy udane? No to się cieszę :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Widzę, że zakupy udane! Świetne rzeczy, kociaki chyba także zadowolone!
    Pozdrawiamy! :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Widzę, że Fiśki zaczęły grymasić, ale na szczęście jakoś wróciły do normalnych posiłków. :) Te suple tak ładnie wyglądają, a szczególnie ta krew. xD Ale dużo żwirku.. Kociaste by mogły w nim pływać. :D Miseczka najzwyklejsza, bardzo ładna. A kuweta na pewno zostanie dobrze wykorzystana. :3 /Ala

    OdpowiedzUsuń
  4. Z Tobą nie ma żartów, łatwo się im nie dasz. Hesia musi się w końcu tego nauczyć.
    Dobrze jest mieć zapas, długo nie będzie musiała się o to martwić.
    Jaki wielki karton teraz macie :) Mi taki wór wystarczyłby na rok ;-; Chociaż przyznam, że jak Somcia teraz nie wychodzi na zewnątrz, sprzątania jest wiele więcej i żwirek szybciej schodzi.
    Wreszcie nowiutka miseczka, oby długo służyła :)
    Z tymi kuwetami nie porównania, dobrze, że ją kupiłaś. Na pewno będzie lepiej niż było z tą tacką :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Na tym zdjęciu ze żwirkiem widać jakie masz zgrabne koty. O.o Masakra, ale idealne sylwetki! :) Zazdroszczę Ci tak szczerze. My z Forcią jedziemy do weterynarza na dokładne badania. Podejrzewamy cukrzycę. :/
    Oczywiście fajne zakupy, śliczna kuwetka.

    OdpowiedzUsuń
  6. U mojej młodej na razie nie ma mowy o niedojadaniu z miski, jest okropnym żarłokiem i ciągle tylko prosi o więcej :).

    OdpowiedzUsuń
  7. Strajki głodowe, cóż kociastym odbiło? :D Wielka ta druga paczka! :) Enzo ma bardzo podobną kuwetę, tyle że zamiast kremowej ma granatową :) . O matko, suszona krew... mdleję >-<

    OdpowiedzUsuń

Komentarze są wielką motywacją i potwierdzeniem tego, że nas czytacie, dlatego bardzo dziękuję za każde naskrobane słowo :)

Komentarz uznany za reklamę zostanie usunięty.