sobota, 31 stycznia 2015

Wieści lepsze i gorsze

Kociaste zaliczyły już pierwsze w tym roku wietrzenie. Całą zimę trzymałam w domu te chucherka pozbawione chroniącego przed zimnem tłuszczyku. Ostatnio zrobiło się nieco cieplej (choć jeszcze nie aż tak ciepło, bym mogła spokojnie wietrzyć koty dłużej), więc sobie na chwilę wyszliśmy na balkon. Trzeba było wypróbować nową smycz :). Póki co balkon jest trochę zagracony, więc jej długość nieco nam przeszkadzała, Fisiu strasznie się plącze i kręci między rupieciami.


Przeszliśmy przez kolejny strajk głodowy. Dzidźka nie dojadała od dawna, przez co wychudła i doszła do wagi 2,8kg. Co gorsza, Fisiek również dał się wciągnąć w to marudzenie. Kotkom zachciało się chrupek, puszeczek i gotowanego kurczaka. Niedoczekanie! Zastosowałam nowe metody tłumienia buntu. Jednego dnia nakarmiłam je na siłę kilkoma łyżeczkami mieszanki (Fisiu momentami wymiękał i sam dojadał), a nazajutrz nie dostały absolutnie nic. Uznałam, że jeśli to nie pomoże, trzeba będzie wrócić do puszek i mieszać je z mięsem, stopniowo zwiększając ilość mieszanki. Bardzo nie podoba mi się to wyjście, ale sensowniejszego nie znalazłam. Na szczęście póki co nie jest ono konieczne. Efekt głodówki? Hesia wylizująca miskę z BARFem do czysta i wołająca o dokładkę, i to już od kilku tygodni :). Widać dziecina potrzebowała dyscypliny, rozbestwiło się maleństwo i wchodzi pańci na głowę.

Czy te szelki zawsze muszą się przekręcać?

Testy wykazały u mnie alergię na koty, czemu nie mogę się nadziwić. Przecież bure są ze mną nie od dziś i nie mam żadnych objawów. No nic, żyje się dalej, co tam jakieś testy. Tego tylko brakowało, żeby taka kociara nie mogła przebywać z kotami :).


Wczoraj wyjechałam na calutki dzień i wróciłam w środku nocy, kochany Fisiu tęsknił i nie mógł znaleźć sobie miejsca, inni domownicy to nie to samo co ja :). Ten kot jest cudowny, nie zasługuję na przywiązanie takiej wspaniałej istoty. A Heśka nawet nie zauważyła, że coś się zmieniło ;).

Kupiłam wagę jubilerską do odważania suplementów, ale jest zbyt czuła nawet na byle ruch powietrza i nie mogę sobie z nią poradzić. Przed chwilą całkiem przestała działać. Zwrócę ją i zamówię inną. Jestem wściekła z tego powodu.

Koło wtorku moja dziecina idzie pod nóż, co bardzo przeżywam. I bez tego mam problemy z nerwami, a teraz to już całkiem. Żyję w ciągłym napięciu, zabieg śni mi się po nocach, wszystko wyprowadza mnie z równowagi i bez przerwy chce mi się płakać. Luty został uznany za najgorszy pod względem kocim miesiąc w roku - dwanaście miesięcy temu Felaś był jedną łapką za Tęczowym Mostem. Teraz sytuacja nie jest tak dramatyczna (oby nie była), ale i tak czuję się marnie. Trzymajcie kciuki za Hesię, za tydzień o wszystkim napiszę.

sobota, 24 stycznia 2015

Dlaczego Hesia nie powinna być Hesią, czyli pisanina o kocich imionach

Imię Hesi bywa w naszym domu obiektem żartów. "Trzeba ją było nazwać Mela!" - te słowa  padają, gdy Heś coś nabroi. Kto zna "Moralność pani Dulskiej" domyśla się już, o co chodzi.

Kosz na śmieci taki fajny...

"Moralność pani Dulskiej" to tragifarsa autorstwa Gabrieli Zapolskiej, ukazująca podwójną moralność i zakłamanie pewnej zamożnej mieszczańskiej rodziny. Nie będę się rozpisywać na temat fabuły, kto czytał, ten wie, kto nie czytał, może sobie łatwo znaleźć jakieś opracowanie :).

Utwór poznałam parę lat temu, gdy przypadkiem natknęłam się na adaptację w postaci Teatru Telewizji z 1992r. Oglądałam z zainteresowaniem i szczególnie w pamięć zapadła mi jedna z córek Anieli, głównej bohaterki - Hesia Dulska. Niedługo potem przeczytałam oryginalną sztukę i jeszcze lepiej poznałam tę postać.
Kiedy zaczęłam snuć marzenia o drugim kocie, przypomniałam sobie to imię i uznałam, że chciałabym, by jakiś mój kot je nosił. Dzidzia została ochrzczona Hesią zaraz po tym, jak stwierdziłam, że jednak jest kotką (wiła się jak piskorz i nie chciała pokazać podogonia, więc przez chwilkę była Chamsinkiem/Ferminkiem - nie pytajcie :).

Hesia Dulska miała szczególny charakter. Była żywiołowa, ciekawa świata, sprytna, radosna. Przy tym także bezczelna, wścibska, zarozumiała, próżna, krnąbrna, nieczuła, samolubna, pełna złych nawyków przejętych od matki.
Wypisz wymaluj nasza Dzidziuchna. I tu nasuwa się pytanie - czy Hesia jest taka przez imię, czy to imię zostało idealnie dobrane? Która wersja bardziej do Was przemawia? :)

Ale zaraz, co z tą Melą? Otóż panna Dulska miała siostrę, swoje całkowite przeciwieństwo - Melę ukazano jako istotę wrażliwą, cichą, spokojną, niewinną, zamkniętą w sobie, delikatną. Tu kolejne pytanie - czy gdyby moja Hesia została nazwana Melą, byłaby grzeczniejsza i bardziej potulna?

Z braku lepszych zdjęć wstawię Klucha.
A Felin jest Felinem dlatego, że doznałam olśnienia. Jeszcze doba nie minęła od jego zakwaterowana się w przedpokoju, a już wiedziałam, że to jest właśnie to. Po prostu siedziałam na podłodze, głaszcząc  maleńkie wynędzniałe ciałko i nagle uznałam, że czas pomyśleć nad imieniem. I już było. Przed oczami pojawiła mi się Felina, kobieta - kot z głupkowatej książki "Na tropie jednorożca". Wróbelek (kwilił jak ptaszyna i był tej samej wielkości...) został Felinem. Nie ma to jak nazwać kota kocim kotem (Feline/Felinus/Felidae i tak dalej, na jedno wychodzi;). Nasłuchałam się od rodzinki, że mój pomysł jest dziwaczny czy wręcz nienormalny. Na pocieszenie marudzący dostali od ręki zdrobnienie zastępcze, czyli Fisia. Hesia też im się nie podobała, nie wiem, czego by chcieli.

Nigdy nie odpowiadało mi szukanie imienia dla zwierzaka na siłę. Nie starałam się jak najszybciej czegoś wymyślić, nie przeglądałam spisów, nie inspirowałam się tym, jak inni nazywają swoich pupili. Odrzucałam wybieranie imienia na zaś, nim jeszcze jakiekolwiek zwierzę się pojawi (dopiero mieć w planach kota, nie wybrać żadnego, a już nadać mu imię... nie pasuje mi to). Nie pytałam też obcych ludzi z internetu o zdanie (popularne pytanie na pewnym portalu: "Jak byście nazwali tego pieska/kociaka?"). Nie nie nie. To nie ich kot, tylko mój i to ja zdecyduję, jak będę się do niego zwracać przez kolejne X lat. Poza tym większość propozycji mi się po prostu nie podoba, jestem bardzo wybredna w tej kwestii.

Preferuję metodę "na spontanie", czyli idealne imię samo ma mi wpaść do głowy, wejść w użycie i trwale przylgnąć do zwierza. Jako dziesięciolatka z trudem wymyśliłam imię Kluchowi, który został Ollym/Olkiem, ale nieświadomie zaczęłam zwracać się do niego per Kluchu, a on na to pięknie reagował. Olek w zestawieniu z moim Kluskiem...? Do niego to absolutnie nie pasowało.

I proszę nie twierdzić, że nie jest garbaty, na żywo wygląda inaczej :)
W jaki sposób Wasze zwierzaki dostały swoje imiona?

sobota, 17 stycznia 2015

Gdy postanowisz mieć kota cz.8: profilaktyka zdrowotna

Słowa "lepiej zapobiegać niż leczyć" są znane chyba każdemu. Tyczą się one również kotów, które wbrew pozorom są stworzeniami podatnymi na choroby. Niezbyt skomplikowana profilaktyka pomoże uchronić naszego mruczka przed wieloma problemami zdrowotnymi, a nas od wydatków związanych z kosztami leczenia.

Odrobaczanie
Koty wychodzące odrobacza się średnio co 3 miesiące, niewychodzące co pół roku. Robi się to dwukrotnie w odstępach dwutygodniowych, ze względu na cykl życiowy pasożytów - preparaty nie niszczą jaj, druga dawka ma na celu wybicie robaków, które nie zdążyły się wykluć w czasie pierwszego odrobaczania.
Alternatywą dla regularnego odrobaczania jest zanoszenie próbek kału do badania na obecność pasożytów, próbki trzeba zbierać przez kilka dni, bo jaja nie muszą być wydalane codziennie. Kota odrobacza się po wykryciu pasożytów w kale.
Odrobaczane mogą (i powinny) być już kocięta czterotygodniowe. Dawka środka odrobaczającego musi być dostosowana do wagi kota.
Robaczyca prowadzi do osłabienia organizmu, niedoborów, problemów trawiennych, a mocno zarobaczony kot wymiotuje i wydala żywe robaki.


Szczepienia
Podstawowa szczepionka obejmuje najbardziej rozpowszechnione choroby - koci katar (herpeswirus i kaliciwirus) oraz wysoce śmiertelną panleukopenię. Wirus można przynieść nawet na butach, dlatego tak ważne jest uodpornienie także całkiem domowego pupila.
Pierwszy raz szczepi się kociaka w 9-14 tygodniu życia, następnie aplikuje drugą dawkę po upływie 3-4 tygodni, a wcześniej nieszczepione dorosłe koty zazwyczaj szczepi się raz. Następnie powtarzamy szczepionkę po roku. Osobnikom wychodzącym i żyjącym w dużych skupiskach kotów kolejne dawki przypominające podaje się co roku, a niewychodzącym co ok. 3 lata.

Szczepionki na wściekliznę i kocią białaczkę aplikuje się głównie kotom wychodzącym - nie ma sensu podawać ich domowym mruczkom, które i tak nie mają jak się zarazić (chyba, że do naszego domu może dostać się nietoperz, w takim wypadku lepiej zabezpieczyć pupila); ich skuteczność nie jest stuprocentowa, a istnieje ryzyko powstania poważnych powikłań - mięsaka poszczepiennego. Dlatego szczepionka tego typu powinna być wykonywana nie w kark, a nogę zwierzaka, by w razie powstania nowotworu można było przeprowadzić amputację.
Szczepienia na grzybicę i chlamydiozę również nie są w pełni skuteczne, a mogą wywoływać skutki uboczne, dlatego ich także nie ma po co stosować u kocich domatorów.

Na wściekliznę szczepimy nieco starsze kociaki (po 16. tyg. życia), nie wcześniej niż po upływie trzech tygodni od podania drugiej szczepionki podstawowej. Następnie wykonujemy powtórkę co 1-2 lata.
Przed wykonaniem szczepienia na białaczkę należy zrobić testy na obecność wirusa we krwi. Szczepimy tylko koty niezarażone (!), najlepiej kilkumiesięczne, powtarzamy szczepienie po około miesiącu, a później co 1-3 lata.

Kot przed szczepieniem musi być zdrowy i wolny od pasożytów (najlepiej, by od odrobaczania minęły przynajmniej dwa tygodnie). Czasem po podaniu szczepionki występują niepożądane reakcje; kot robi się ospały, traci apetyt, ma podwyższoną temperaturę itp. Wszystkie niepokojące objawy powinny ustąpić po upływie doby. Jeśli utrzymują się zbyt długo lub coś bardzo nas niepokoi, skonsultujmy się z weterynarzem.


Kastracja
Każdy kochający i odpowiedzialny opiekun poddaje swojego pupila temu zabiegowi. O korzyściach płynących ze sterylizacji można przeczytać chociażby w tym poście.
Istnieje duża dowolność co do czasu wykonania zabiegu. Jedni wolą poczekać - u kotki do pierwszej rui, u kocurka, aż zacznie znaczyć. Dla innych jedynym wyznacznikiem jest fakt ukończenia przez zwierzaka pół roku. Coraz popularniejsza (zwłaszcza w hodowlach) staje się kastracja już trzymiesięcznych kociąt. Oczywiście dorosłe osobniki również mogą w każdej chwili zostać wysterylizowane. Decyzja zależy od nas, zachowania kota i innych czynników losowych. Nie ma z czym zwlekać, zwierzak powinien zostać wykastrowany zanim jeszcze ukończy rok, zwłaszcza, jeśli jest wychodzący albo mamy pod opieką kocięta obu płci (możemy nie zauważyć, kiedy kocie rodzeństwo narozrabia...).

Pasożyty zewnętrzne
Tyczy się przede wszystkim kotów wychodzących z domu; stosowanie preparatów (najskuteczniejsze są te typu spot-on, aplikowane na kark) zapobiegnie inwazji pcheł (które przenoszą tasiemca, wywołują problemy skórne), kleszczy, wszołów.

Badania krwi i moczu
Warto robić je raz do roku kotu w każdym wieku, a u tych powyżej 7.r.ż. są wręcz wskazane. Badania pomogą wykryć chorobę we wczesnym stadium, nim pojawią się pierwsze objawy.
Podstawowe badanie moczu jest szybkie i tanie, największą trudność sprawia jego złapanie, wiele kotów przy tym protestuje i trzeba ruszyć głową, by osiągnąć cel. Najlepiej łapać wprost do pojemniczka albo na głęboką, wyparzoną łyżkę. Dobrze, by kot był na czczo, a mocz nie czekał zbyt długo na oddanie do badania.
W przypadku krwi najważniejsze jest wykonanie morfologii oraz parametrów nerkowych i wątrobowych, ale warto robić również jonogram, w razie potrzeby poszerzyć zakres badań.


Codzienna obserwacja
Koty rzadko otwarcie okazują słabość, każda z pozoru błaha zmiana w zachowaniu może świadczyć o złym samopoczuciu zwierzaka. Musimy dobrze znać swego kota, wiedzieć, jakie ma nawyki, jak często chadza do kuwety, umieć zarejestrować zachowanie, które nie jest dla niego typowe. Kiedy już zauważymy coś niepokojącego, jeszcze bardziej zaostrzmy czujność i nie wahajmy skonsultować się z weterynarzem.
Podczas codziennych kontaktów z pupilem oglądajmy mu pyszczek, sprawdzajmy, czy uszy, oczy, zęby wyglądają zdrowo, nie pojawia się ropa, zaczerwienia itp. Głaskanie wykorzystujmy jako okazję do upewnienia się, czy na ciele kota nie ma ran, guzów, pasożytów.

Nigdy też nie bagatelizujmy wyraźnej choroby kota (silne wymioty, apatia, kulawizna itd.). Czekanie, aż "samo przejdzie" albo szukanie "domowych sposobów" na wyleczenie rzadko kończy się pomyślnie. Pod żadnym pozorem nie podawajmy sami żadnych ludzkich leków, bo możemy kotu poważnie zaszkodzić, a nawet go zabić (tu ukłon w stronę środków przeciwbólowych z paracetamolem i ibuprofenem). Nie zwlekajmy z wizytą u weterynarza - dłuższa zwłoka najczęściej tylko pogarsza stan zwierzaka, a nas naraża na większe koszty leczenia rozwiniętej już choroby.

Wszystkie zdjęcia z grafiki Google.

sobota, 10 stycznia 2015

Rozrzutnym być, czyli zakupowego szału odsłona druga

Zakupowy szał - czyli kupowanie kociastym wielu rzeczy, bez których spokojnie można się obyć, ale potrzeba ich zdobycia jest nieprzeparta. Od czasu do czasu napada mnie taki szał, a wtedy, no... szaleję :). Poprzedni, pierwszy szał odbył się w lipcu - jeśli ktoś nie widział i chce zobaczyć, albo widział i ma ochotę sobie przypomnieć, to dokumentacja znajduje się tutaj


Dużo? Ano dużo, przecież szalejemy. Zacznijmy może od góry:


Mokra karma w puszkach 400g - Animonda Carny w trzech smakach i Power of Nature (wołowina, innych wersji nie było). W czasie świątecznym zużyliśmy dużo jak na nas gotowej karmy, skończyły się awaryjne zapasy mokrego żarełka, trzeba było je czymś uzupełnić. PoN to dla nas nowość, pora go wypróbować.


Pasta odkłaczająca - co prawda tubka zakupiona ponad rok temu jeszcze się nie skończyła, ale jak już była okazja, to chciałam zaopatrzyć się w kolejną. Nie lubię tych past, podaję profilaktycznie max dwa razy w miesiącu, więc taka tubka starcza nam na bardzo, bardzo długo.

Suszone sardynki - Fiśkowi smakują, Hesia niby jadła, ale uznała, że bardziej nadają się do zabawy. Suche, twarde, ale kruche rybki, którym nadmiernie odpadają głowy :). 


Dwa gratisy od sklepu. Taką piłeczkę Fiś już miał i rozwalił ją w kilka sekund. Przysmaki są przeznaczone dla psów. Nie znoszę tego typu świństwa, miałam nieszczęście kupić kilka sztuk czegoś podobnego - jedyne, co o nich wiadomo, to to, że są napchane barwnikami. Na szczęście zarówno koty, jak i nasz zaprzyjaźniony pieseł to bystre bestie i takie przysmaczki uznają za niejadalne.

Krople przeciw pchłom i kleszczom dla psów Sabunol - to właśnie dla tego psiaka, wzięłam przy okazji, będzie na wiosnę. Chyba wybrałam za małą dawkę, ale nawet nie wiem, ile on waży. To typowy podwórkowy burek, którym nikt poza mną nie zaprząta sobie głowy, a pchły i kleszcze męczą go co roku.


Podkłady dla szczeniąt - dawno chciałam je mieć, "na wszelki wypadek". Gdybym miała je wtedy, gdy Fiś zsiusiał się do transportera po kastracji, gdy chorował, albo jak Hesia swojej pierwszej nocy narobiła na kocyk zamknięta w kontenerku, miałabym dużo mniej sprzątania. Może do czegoś się przydadzą, niech leżą i czekają na odpowiedni moment.

Dentisept, pasta do zębów - zęby to jedna z moich małych obsesji, dlatego walczymy jak tygrysy, by paszcze burasków utrzymać w stanie idealnym. Orozyme już się kończy, więc czas było zaopatrzyć się w nową pastę. Szukałam czegoś z chlorheksydyną, która ponoć dobrze działa, znalazłam Dentisept. Na tę chwilę wiem tylko, że jest bardzo lepka (zbawienna okaże się ta końcówka widoczna na zdjęciu, ciężko zmyć substancję z palców). Gdy już ją przetestujemy, być może popracuję nad postem dotyczącym tych dwóch dentystycznych preparatów.

Zolux obcinaczki do pazurów - strzał w dziesiątkę! Te cążki przerosły moje najśmielsze oczekiwania. Koniec użerania się z niewygodnym, tępym sprzętem, teraz obcinanie pazurków jest szybkie i wygodne. Nareszcie, jestem zachwycona.


Ozdobna smycz regulowana - chciało mi się jej, kiedy ekscytowałam się wyprowadzaniem Felasia na balkon. Potem mi przeszło, ale kiedy już robiłam zakupy, to i ona trafiła do koszyka. Jest bardzo długa, ma ponad 2m.

Sucha karma Applaws - uzupełnienie zapasu awaryjnego, chociaż zostało nam jeszcze trochę Eukanuby. Zmieniło się opakowanie Applawsa, ale nie tylko opakowanie, niestety. Zła wiadomość dla karmiących tą karmą - pogorszył się skład, białka jest o 10% mniej, a więc przybyło węglowodanów.  Na polskiej naklejce nadal widnieje 47%, ale drobnym druczkiem na opakowaniu wyraźnie napisano 38%. 

Skończyłam, nareszcie. Wyszło długo, jak zwykle się rozpisałam, ech. Mam nadzieję, że to nikogo nie zniechęca. Poniżej radość Fiśków z zakupowych kartonów :).

sobota, 3 stycznia 2015

Rujka...

Tydzień temu Hesia dostała swojej pierwszej rujki. Wcześniej przez jakiś czas pomiaukiwała nocami, ale za bardzo nie zwróciłam na to uwagi. Myśl o początkach rui przyszła mi do głowy, jednak szybko z niej wyleciała. Hesia od zawsze ma problemy z przestawieniem się na spanie w nocy.
Miaukoliła całą sobotę, lecz najgorsze zaczęło się w niedzielę.


Dzidzia upodobała sobie choinkę. Ocierała się o nią jak głupia (gałązki nieco od tego wyłysiały), tarzała się pod nią, nawet obdarowała ją prezentem w postaci porannego podchoinkowego pawika.
Zdaje się, że choinka szukała zemsty, ale w ogólnym zamieszaniu pomyliła koty. Felaś skończył z wielką świerkową igłą w oku. Opanowałam nerwy i jakoś ją wyjęłam bez uszczerbku na fisiowym wzroku.
Jeśli ktoś myśli, że Felaś wybaczył to drzewku, to jest w błędzie. Kilka dni później przegryzł kable od lampek i wrzucił przełącznik do stojaka z wodą. Dwa zestawy światełek do wyrzucenia.


Wróćmy do nieszczęsnej Hesi. Ruję przeszła ciężko i nie na uroczo. Łasić się, mruczeć, przytulać? A gdzie tam! Ciągle się turlała, wypinała zadek, odginała ogon na bok, przebierała w miejscu nóżkami. Starałam się jej nie dotykać, by jeszcze bardziej się nie nakręcała. Snuła się po domu robiąc jękliwe "mru mru mru", czasem przeraźliwie zawyła. Najgorzej oczywiście w nocy i nad ranem, nie dało się spać. W przerwach odpoczywała, skulona, smutna, osowiała. Widać było, że Dzidzia się męczy. Dobrze, że chociaż apetytu całkiem nie straciła. Nie mogłam na nią patrzeć, gdzie moja radosna dziecina? I pomyśleć, że niektórzy latami nic z tym nie robią, tylko trzymają taką kotkę zamkniętą w domu i niech sobie rujkuje ile zechce...

Zdesperowana, zalecała się nie tylko do choinki, ale oczywiście również do Felina. Fisiowi na początku się to nawet podobało, ale szybko stracił zainteresowanie. Bądź co bądź jest kastratem, w jego hierarchii wartości lodówka i zabawa stoją o wiele wyżej od kocic.

Poniżej dwa filmiki z niedzielnego poranka, potem się jeszcze rozkręciła. +18 ;)


video


video


Fisiu też tracił na całej sytuacji. Chciał się bawić, a nie miał z kim, bo Hesia na jego widok wypinała się i zawodziła. Felaś był znudzony i zdezorientowany. Ruja nie jest niczym miłym, ale takie już są uroki dorastającej koteczki, trzeba cierpliwie przetrwać, a potem sterylizacja i po problemie.

Ileż można prezentować swoje podogonie...

Ciężki tydzień. Bałam się, że ruja będzie długa, jednak w Sylwestra Heś zaczęła się uspokajać. Najpierw jednak solidnie obsikała dwie kołdry... W Nowy Rok była już całkiem sobą. Zastanawiam się, kiedy powtórka... oby nigdy, nie w terminie sterylki.


Zabieg zbliża się wielkimi krokami, a ja mam coraz więcej obaw. Kiedy o tym myślę, ogarnia mnie przerażenie. Królewna utrudnia mi życie, ale jest dla mnie bardzo ważna i nie chcę, by coś jej się stało.

***
Sylwestrowe wystrzały nie zrobiły na Dzidzi żadnego wrażenia (no dobrze, wybudziła się z drzemki i zaczęła myć), a Fisiu cały wieczór przesiedział wytrzeszczony na meblach. Jak na niego to i tak dobrze.

Kocie plany na rok 2015? Jakieś są.
Przede wszystkim:
  • bezproblemowo przejść przez kastrację Dzidziuchny,
  • wykonać Felasiowi komplet badań krwi oraz moczu,
  • zakupić wagę jubilerską do bardziej precyzyjnego odważania suplementów.