sobota, 7 lutego 2015

Zabieg już za nami

Wreszcie nadszedł ten dzień, we wtorek rano Hesia pojechała na zabieg. Zostawiałam ją z ciężkim sercem, tym bardziej, że miała do mnie wrócić dopiero następnego dnia. Doba to długo, ale nie miałam siły na negocjacje z panią doktor, już trudno, jakoś przecież wytrzymamy. Przetrwaliśmy, jednak więcej tego raczej nie powtórzę, przyszłe koty będę zabierać jeszcze tego samego dnia, tak jak Fisia.
Dzień bardzo się dłużył, ze stresu byłam wyczerpana. W domu tak cicho i pusto bez Dzidziuchny... Felaś przez chwilę znów był jedynakiem, poświęciłam mu dużo czasu na zabawę i mizianie, podałam więcej żarełka i trochę przysmaków. A Królewna tymczasem została sama w obcym miejscu, tak blisko (pisałam już, że weta mamy za rogiem?) i daleko zarazem. Pocieszam się, że i tak była kołowata i niewiele do niej docierało.
  

Jedną z wad małych miasteczek jest to, że niewielki tu wybór weterynarzy, a do polecanych specjalistów daleko, można trafić na partaczy. Nas to jednak nie dotyczy, nie mogę narzekać. Moje obawy co do samego wykonania zabiegu zostały szybko rozwiane, co więcej, jestem bardzo zadowolona. Wszystko poszło tak, jak tego chciałam i oczekiwałam. Wykonano pełną kastrację, nie zostawiając niczego zbędnego i grożącego choróbskami, rana na środku brzuszka jest niewielka, szwy tylko dwa. W piątek będą zdejmowane, cieszę się też, że nie są rozpuszczalne, jakoś większe zaufanie mam do tradycyjnych.


Jak widać na zdjęciach, ma założone ubranko, więc się sama nie wypatroszy, rana jest bezpieczna. Dzidziuch nie cierpi swojego fartuszka, ciągle się otrzepuje i trzęsie kończynami (włączając ogon), niestety jeszcze trochę musi się z nim pomęczyć.


Felaś z początku bał się tego śmierdzącego, czerwonego stwora, ale szybko zrozumiał, że za kamuflażem kryje się jego Hesia. Zrobił się nieznośny i jest nieostrożny, próbuje ją zaczepiać, ale nie pozwalam na żadne wygłupy. Wystarczy, że już kilkakrotnie wskoczyła na szafę czy lodówkę, w tym tego samego dnia, którego wróciła do domu. Bardzo mi się to nie podoba, ale ciężko ją upilnować, wystarczy sekunda nieuwagi.
Poza tym wszystko jest w porządku, Heś ma dobry apetyt, czuje się raczej nieźle. Nastraszyła mnie trochę, bo przez cały dzień nie chciała sikać (a może to był jednak Felin? za nimi się nie nadąży), ale wreszcie udała się do kuwetki. Wszystko liże, kaftanik, koce, ubrania, meble, może to z powodu dyskomfortu.
Wygląd jajników świadczył o tym, że lada dzień znów dostałaby rui. Trafiliśmy w odpowiedni moment, by nie przeżywać tego cholerstwa po raz drugi.



Przełożenie sterylki na ferie było dobrą decyzją, ale przez to ani trochę nie odpoczywam. Zachowuję stałą czujność, ciągle pilnuję Hesi i martwię się o jej zdrowie. Tylko wypatruję czegoś niepokojącego, denerwuje mnie to, że nie mogę zdjąć kubraczka i obejrzeć rany, bo później nie dam rady go założyć. Z ogromną ulgą przyjmę moment pozbycia się szwów i powrotu do normalności. I mam nadzieję, że jeśli w przyszłości zgarnę z ulicy jeszcze jakieś koty, będą to kocurki, a ewentualną kotkę zaadoptuję już wyciętą...


Miała na łapce wenflon, który sobie wyrwała i jest krwiaczek.

17 komentarzy:

  1. A tak się martwiłaś... Na szczęście wszystko dobrze poszło. :) ~Alu

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetnie, że wszystko poszło pomyślnie :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Jak dobrze, że już po wszystkim :). Teraz już tylko musicie wrócić do siebie. No tak, na pewno nie jest łatwo upilnować takiego kota, któremu tylko zabawy w głowie... ale jakoś sobie radzicie i to najważniejsze.
    Fakt, w ogóle nie wypoczywasz, ale lepiej, jak jesteś w domu i masz na Heśkę oko.

    OdpowiedzUsuń
  4. Cieszę się, że już wszystko dobrze.
    Jak one słodko razem wyglądają. :-)

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo dobrze, że wszystko się udało :)
    Hesiu, nie ładnie tak skakać po szafach po operacji ;-; ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. no i problem i zmartwienia z glowy :)
    slicznie jej w tym kubraczku :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ach jaka nieszczęśliwa ;C No ale już po wszystkim, niedługo znów będzie jak dawnej tyle że bez żadnych rujek czy innych paskudztw :)
    Kochane masz te kociny <3

    OdpowiedzUsuń
  8. No i po co ten stres? Dobrze, że juz po wszystkim ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Do twarzy, znaczy się pyszczka, jej w tym kubraczku!

    OdpowiedzUsuń
  10. Brawo dla dzielnej Hesi! I dla Ciebie za taką opiekę :) A Hesi ślicznie w kubraczku, chociaż pewnie niewygodnie. Ale da radę, dzielna dziewczynka!

    OdpowiedzUsuń
  11. Dobrze, że z Hesią jest w porządku.
    Moja Percy akurat nie musiała mieć takiego ubranka. Z tego co też wiem, to u weterynarza się za ubranko płaci, a skoro jest nieobowiązkowe, to nie trzeba w nie inwestować.
    Pera na szczęście nie rusza szwów, jedynie liże się po ciętym miejscu, ale to jej nie zaszkodzi.

    Pozdrawiam :-)

    OdpowiedzUsuń
  12. Tak zrobiłam jak piszesz - zaadoptowałam kotkę z DT już po sterylizacji, poprzednia kiciunia
    bardzo ciężko zniosła zabieg. Nie mogę patrzeć na cierpienie zwierząt - nie teraz.
    Pozdrawiam Ania.

    OdpowiedzUsuń
  13. Super, że wszystko pomyślnie poszło. My mamy za to na odwrót, mamy ok.8 weterynarzy do wyboru w okolicy :-)

    OdpowiedzUsuń
  14. Och, jak dobrze że już po operacji. Bardzo się cieszę, iż macie to wszystko za sobą. Teraz może w końcu odpoczniesz i odstresujesz się. Najlepiej włącz jakąś komedię, weź na kolanka kotki i relaksuj się. Wiem, że to pomaga. ;)
    Nie tylko Twojej dzidzi w głowie skakanie po wysokościach. Moja Forcia po zabiegu też to robiła, ale za każdym razem ją szybko zdejmowałam. Nie miałyśmy też takiego fajnego kubraczka, jak wy. Ej! :D

    OdpowiedzUsuń
  15. cieszę się, że macie to już za sobą :)
    Pięknie jej w tym czerwonym kaftaniku! Moja Fifi jakimś cudem sama zdjęła sobie kaftanik po sterylce (widać był źle założony), ale na szczęście szybko ją ponownie ubraliśmy (ku jej wielkiemu niezadowoleniu) ;)
    Pozdrawiamy :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Bardzo fajnie, że macie już wszystko za sobą i, że wszystko jest w porządku.
    Hesia słodko wygląda w tym kubraczku :)
    Pozdrawiamy!
    http://codziennebeagle.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  17. biedna łapka;(

    OdpowiedzUsuń

Komentarze są wielką motywacją i potwierdzeniem tego, że nas czytacie, dlatego bardzo dziękuję za każde naskrobane słowo :)

Komentarz uznany za reklamę zostanie usunięty.