sobota, 28 marca 2015

Sennie i deszczowo

I już po naszej ślicznej pogodzie. Mieliśmy dziś wyskoczyć na dłużej na balkon i znów porządnie się wyszczotkować, a tu deszcz... Przez tę ponurą aurę cały dzień śpimy i nic nie robimy.


Mijając tłustego rudaska mieszkającego kilka domów dalej pomyślałam, że te moje koty to mają dobrze. Rudasek leży skulony w deszczu na mokrej trawie, a one tymczasem wylegują się w ciepełku, mają sucho i mięciutko...


A Fisiu to już całkiem się rozbestwił, zabrał mi telefon, książkę i miejsce na wersalce. Cały dzień się mizia i przytula. Kochany, uroczy kłębuszek. Nie to co Dzidźka, dla której jestem tylko nieposłusznym podajnikiem jedzenia.



Bo Heś nadal dzika i nieprzystępna, niegrzeczna, irytująca, rozdarta i stale głodna (Fisiu przez nią jadł dziś śniadanie pod łóżkiem, zakryty kołdrą, żeby go nie znalazła i mu nie wyżarła... kolejne posiłki wyglądały już normalniej). Jednak mimo wszystko ta narwana wariatka jest tak urocza, że nie można się na nią gniewać.


(Zdjęcia dziś tak podłej jakości, bo zaczęłam się bawić ręcznymi ustawieniami, i to jeszcze przy słabiutkim świetle).

sobota, 21 marca 2015

Wietrzenie kota

Pogoda jeszcze sto razy zdąży się zepsuć, nim przyjemne ciepło zagości na dłużej, ale póki co, cieszymy się z pięknych początków wiosny - bure się wietrzą.


Kociaste wkraczają w tę porę roku nieco odświeżone - całą zimę prawie nieczesane, wreszcie spotkały się z przyborami do pielęgnacji. Dzięki szczotkowaniu na balkonie mniej kłaków fruwa po domu (nie chcę zadzierać z alergią, bo jeszcze się odezwie), ale to najmniej istotny powód - tak jest po prostu łatwiej wyczesać i przy tym nie zwariować. 


Hesia na zewnątrz nie ucieka, skupia się na obserwacji otoczenia i grzecznie pozwala się szczotkować.  Fisiu... zawsze można przygwoździć go do podłoża i podsunąć smycz między zęby, nim zagłębią się w ciało. I tak mnie pogryzł ;). 


Bestyje są słabo obsługiwalne, jednak trochę kłaków udało się z nich wydobyć. Najpierw furminator, potem rękawica i gotowe. Dziś zrobiliśmy sobie drugą sesję z sama rękawicą, znów wyszło sporo kudełków. Teraz kociaste są takie miękkie, aksamitne, puchate. Nic, tylko się zachwycać. 


Chciałabym pokazać im więcej świata, wyprowadzić gdzieś w teren, ale nie ma gdzie :c. Kleszcze, pchły i robale za bardzo mnie przerażają, a u nas tego mnóstwo. Musimy zadowolić się balkonem.



sobota, 14 marca 2015

Przetestowane: żwirek roślinny Benek Corn Cat naturalny

Rodzaj: roślinny zbrylający
Ilość: 7l, 40l
Cena: 16-20zł/7l, 65-80zł/40l
Przy jednym kocie 7l powinno starczyć na 3-4 tygodnie na jedną kuwetę.

Zalety:
Biodegradowalny, może być usuwany w toalecie i kompostowany.
Lekki, więc wygodny do przenoszenia i łatwo się w nim kopie (zarówno kotu, jak i łopatką w celu usuwania nieczystości). 
Granulki są drobne, mają schludny wygląd, wygodne do przesiewania łopatką. Prawie się nie roznoszą. Heś każdy żwirek dosłownie wyrzuca z kuwety, ale przynajmniej nie przyczepia się tak do łapek, więc nie jest wszędzie, a jedynie wokół kuwety.
Bryłki bardzo trwałe, przy odpowiednim poziomie żwirku nie opadają i nie przyklejają się do dna kuwety.
Żwirek dobrze pochłania zapach kociego moczu.



Wady:
JEDZONY przez koty. Ma słodki zapach, który kojarzy mi się z muesli albo chrupkami kukurydzianymi (co w połączeniu z kocimi odchodami daje nieciekawe wrażenie). Hesia potrafi wylizywać żwirek z podłogi albo wsadzić ryjek do kuwety i zajadać... nie robi tego często, ale jednak się zdarza. Z tego co wyczytałam, nie jest to jedyny przypadek kota jedzącego kukurydziany żwirek, więc trzeba mieć się na baczności. Kot się tym nie otruje, ale nie powinien go zjadać.
Pyłek osiadły na dnie kuwety, gdy żwirku jest już niewiele, przyczepia się do łapek i roznosi, co widać zwłaszcza na ciemnej podłodze.



Ocena: 5.5/6 Jestem z tego żwirku bardzo zadowolona, ale jednak zostaniemy przy CBE+...


sobota, 7 marca 2015

Kot warty fortunę, czyli o kosztach utrzymania kociastych

Zainspirowana akcją, która pojawiła się już jakiś czas temu na psich blogach - Psijacielu Drogi - postanowiłam obliczyć, ile dokładnie kosztują mnie koty. Początkowo miałam tego nie publikować, wpis stworzony na użytek własny, ale pomyślałam: co mi szkodzi?

Zwierzak to wydatek, często dość duży. Trzeba być tego świadomym, nim jeszcze przyniesie się do domu uroczą kuleczkę. Bywa, że koszty zaczynają człowieka przerastać, więc zwierzę jest zaniedbywane albo wręcz ląduje w schronisku czy na ulicy. 
Nikt nie każe kupować kotu najdroższych akcesoriów, drapaków pod sam sufit i co tydzień nowej zabawki, ale są rzeczy, na których nie można oszczędzać.

Poniżej znajduje się cały kosztorys, wszystkie wydatki związane z utrzymaniem dwóch kotów w ciągu 1.5 roku. Było mi o tyle łatwiej wszystko wyliczyć, że prowadzę zeszyt z kocimi rachunkami, a zakupy robię w sklepach internetowych, gdzie mogę przejrzeć historię zamówień.

Część pierwsza - rok z jednym kotem, od kocięctwa po dorosłość.
Felin to mój pierwszy kot "na poważnie", znaleziony w wieku niecałych dwóch miesięcy. "Nabycie" samego kota nic nie kosztowało - dotkliwego pogryzienia przez komary, którego nabawiłam się wyciągając kotka z krzaków, nie biorę pod uwagę :).


Wyżywienie
Postawiłam na najzdrowsze karmy, a mój koteczek był wygłodzonym, żarłocznym dzieciakiem, więc przejadł niemało.
Saszetki Felix Junior i kartonik mleka dla kotów na sam początek wyniosły ok. 23zł. Potem zaczęliśmy się zdrowo odżywiać. 30zł razem z przesyłką poszło na 400g suchy Applaws Kitten i kilka puszek Animondy Carny.  Następnie:

Sucha karma
Stanowiła znaczną część diety małego Felasia, który pochłaniał jej ogromne ilości - nie wydzielałam mu porcji.
Taste of the Wild Rocky Mountain 2.27kg - została zakupiona dwa razy - 90zł
Applaws (2kg + 400g) - 72zł
Feline Porta 21 grain free 2kg - 35zł
Purizon 400g - 15zł

Prawie 9,5kg suchej karmy kosztowało 212zł i był to wydatek niezbędny; dorastające kocię potrzebuje jak najlepszego pokarmu.

Mokra karma
Podawana prawie codziennie na przynajmniej jeden posiłek, nie mogło jej zabraknąć.
Animonda Carny była kupowana w różnych odmianach, ale zawsze w puszkach 200g. Łącznie poszło na nią 116 zł.
Catz FineFood (12x200g) -  62zł
Granata Pet (12x200g) - 55zł

Łącznie - 233zł.

BARF
Powoli wdrażaliśmy się w barfowanie, które stopniowo wypierało gotowe karmy.
Mięso na cały rok kosztowało 245zł, był to głównie gulasz z indyka, bardzo tani, ale za chudy.
Olej z łososia kupiony dwa razy, Hunter i Salmopet - 76zł
Felini Complete, również razy dwa, 100zł
Felini Tauryna - 45zł

BARF wyniósł mnie więc 466zł.

Weterynarz
W tym punkcie będzie dużo do opisania. Fiś zapewnił sobie i mi mnóstwo "atrakcji". Biorąc kota z ulicy, trzeba spodziewać się wszystkiego.

Podstawowy przegląd z odrobaczaniem kosztował 30zł. To był dopiero początek...
Fiś kichał i sikał niemal co godzinę, więc otrzymał serię antybiotyków - 50zł. Pomogły one jednak tylko na kichanie, więc trzymiesięczny Fiś poznał, co to badanie krwi - 40zł. Wyniki wyszły byle jakie, ale na uszkodzone nerki nie wskazywały, a on nadal sikał kilkanaście razy na dobę. Zdecydowałam się na badanie moczu - 8zł. Wyniki beznadziejne. Zaczęło się leczenie Urinovetem i seria powtórek badań. Powoli maluch zaczął odwiedzać kuwetę w normalnej dla kota częstotliwości, ale wyniki nie chciały osiągnąć normy. Kolejne trzy badania moczu + leki - 48zł 
W międzyczasie Fiś znów był odrobaczany - 4,50zł za Aniprazol - i miał zrobione RTG - 50zł (możliwe, że w cenę wliczono jeszcze przycinanie pazurów i Cestal na robaki ). Trzeba było sprawdzić kolejny problem, czyli sapanie przy wysiłku. W prześwietleniu nie wyszło nic niepokojącego.
Felaś miał być kastrowany, więc powtórzyliśmy badania krwi, poszerzając je o profil wątrobowy (normy tak przekroczone, że aparatura ich nie złapała, ale to raczej błąd pomiaru...) i elektrolity (których jednak nie zrobiliśmy, choć było opłacone - kwota przeszła na kolejny wydatek) - 74zł.
Kwestia kastracji i dziwnych wyników musiała zejść na dalszy plan - Fisiu rozpoczął walkę z panleukopenią. Kolejne badania krwi, test na tyfus, potem psi test na parwo, codzienne kroplówki i góra zastrzyków to koszt ok. 225zł (o ile dobrze liczyłam i zapisywałam, miałam utrudnione myślenie w tamtym czasie). Moim zdaniem i tak tanio.
Po wyjściu z koszmaru te wszystkie poprzednie badania i wyniki przestały mieć dla mnie znaczenie, kot żył, to było najważniejsze. Konieczna była kastracja dorastającego młodzieńca, co w ramach Ogólnopolskiej Akcji Sterylizacji udało się zrobić po kosztach, za 60zł.
Miesiąc później znów byliśmy u weta, nie wiem po co, ale prawdopodobnie na odrobaczanie i przycinanie pazurków - 20zł. Chwila oddechu i kolejna wizyta - testy na FeLV/FIV oraz nareszcie szczepienie podstawowe - razem 70zł. Mam też zapisane w zeszycie "pazury" za 10zł, czyli kolejne przycinanie.

W ciągu dwunastu miesięcy zostawiliśmy w naszej lecznicy 690zł, co doskonale obrazuje fakt, że gdy zwierzę zachoruje, koszty leczenia mogą być niemałe. Poza obcinaniem pazurów, nie mogłam na niczym zaoszczędzić. Gdyby Fisia zaszczepić wcześniej, odeszłoby leczenie tyfusu...


Wyprawka

Kuweta
Mając kota, a nie posiadając nic dla niego, musiałam jak najszybciej zdobyć wyprawkę. W Tesco kupiłam łopatkę do żwirku - 2zł, oraz kuwetkę - 7zł. Nie był to jednak zadowalający zestaw, dlatego wkrótce został wymieniony na większą kuwetę - 25zł oraz lepszą łopatkę - 6zł
Razem - 40zł.

Żwirek
Kupowaliśmy różne żwirki, na początku mnóstwo taniego bentonitu, który trzeba było bez przerwy wyrzucać, bo cuchnęło. Potem przerzuciliśmy się na Cat's Best Eco Plus, a w czasie choroby Fisia znów na bentonit (nim żwirek by dojechał, kota mogło już nie być), którego w tydzień poszło tyle, co normalnie w miesiąc, bez przerwy wymagał wymiany. 

Łącznie na wypełnienie kuwety poszło 212zł. Gdybym od razu kupowała CBE i nie wymieniała go bez potrzeby, koszty mogłyby być niższe.

Miski
Miska na wodę z melaminy kosztowała 8zł, a ze stali nierdzewnej ok. 6zł. Miska ceramiczna to koszt 12zł.

Razem - 26zł.

Zabawki
Dwie piłeczki pingpongowe i sznureczki były już w domu, ale kocięta tak kochają się bawić, że kupowanie zabawek stało się czymś obowiązkowym.
Łącznie na wszystkie wędki poszło 43zł. Piłeczki i laserek to jakieś 20zł. Kilka razy dokupowane też były piłki pingpongowe, co łącznie daje może 6zł. Pluszaka na święta i tunel dla kota (punkty bonusowe) mieliśmy za darmo. 

Na zabawki wydałam więc jakieś 70zł. Można było trochę ograniczyć kupowanie, ale część zabawek się zgubiła, część zniszczyła, inne się Fisiowi nudziły.

Drapak
Najpierw kupiłam deskę sizalową za 20zł, ale Felaś zrobił sobie z niej gryzak, o żadnym drapaniu nie było mowy. Po kilku miesiącach zaopatrzyliśmy się w dość duży drapak Oaza - po promocji 80zł.

Łącznie uzbierało się 100zł, w tym pieniądze za deskę wyrzucone w błoto.

Pielęgnacja
Rękawica do pielęgnacji sierści - 6zł
Podróbka furminatora i żel do zębów Orozyme - razem z przesyłką 72zł
Cążki do pazurów - 13zł
Drugie cążki do pazurów (liczyłam, że będą lepsze od poprzednich, się przeliczyłam) - 10zł

Razem - 101zł, można było odpuścić sobie kilka rzeczy.

Inne bzdurki

Obróżka z Tesco kosztowała 5zł, później druga - jakieś 5.50zł
Pasta odkłaczająca Gimpet - za dwie tubki 30zł
Trawa dla kota do zasiania - 10zł
Kratka na uchylne okno - 10zł
Szelki - 13zł. Smycz już mieliśmy, kupioną dla pluszowego pieska sto lat temu :)
Przysmaki - dwie paczki Tigerii - 10zł i kabanosy dla kota z Lidla - 6zł

Na bzdurki poszło 90zł i można było znacznie ograniczyć ten wydatek, ale, no...:)


Łączny koszt utrzymania Felina, jednego chorowitego kota z ulicy, wyniósł w ciągu roku 2 240zł. Miesięcznie daje to ok. 186zł. Szczerze mówiąc myślałam, że będzie gorzej. Gdyby Fiś był normalnym zdrowym kociakiem, sumka wyszłaby jeszcze niższa bez żadnego oszczędzania. 


Część druga - pół roku z dwoma kotami
Tu już pójdzie szybciej, do opisania ostatnie pół roku, od pojawienia się Hesi do końca lutego. Ostatnich zakupów nie biorę już pod uwagę. Zobaczymy, jak teraz idzie mi wydawanie pieniędzy na głupoty...
Tak jak wcześniej, kosztów sprawienia sobie kota jako tako nie ma - wywabiony z kukurydzy :).

Żywienie
Karmy suchej kupiłam jedynie 400g - Applaws - 14zł. 400g Eukanuby otrzymaliśmy gratis, obu sporo zostało do dziś.

Mokrej nieco więcej - Animonda 12x200g  - 36zł
Animonda 3x400g  - 18zł
Power of Nature 400g  - 11zł
Cosma, karma uzupełniająca - 15zł

Razem - 80zł. Można sobie było odpuścić Cosmę i PoNa.

BARF
Stał się podstawą kociej diety, więc automatycznie na niego idzie więcej pieniędzy niż na karmy.
Mięso - 415zł
Suplementy - 400zł
Suplementy kosztują drugie tyle co mięso, ale za to większość z nich mam jeszcze w ilościach, które starczą na kilka ładnych miesięcy... a inne już się kończą.

Weterynarz
Przegląd Hesi kosztował 20zł. Szczepienie i założenie książeczki zdrowia - 38zł.  Nie wiem czemu, ale kolejnych wydatków nie mam zapisanych, muszę posiłkować się pamięcią. Odrobaczanie dwójki - 10zł. Potem Fisiu miał chore oczy - chyba 20zł. Następnie Heś dostała drugą szczepionkę i obojgu przycięto pazury - ok 40zł. Ponownie chore oczy + pazury + tabletki na robaki - 50zł. Odrobaczanie - 16zł. Kastracja Hesi - 110zł.

Razem - 304zł. Hesia jest zdecydowanie zdrowsza od Fisia... wszystkie wydatki konieczne, poza przycinaniem pazurów i jednym zakupem tabletek - koty za nic nie chciały ich połknąć, przez co się zmarnowały. Niestety na drugie pół roku przybędzie wydatków - Felasiowi trzeba powtórzyć wszystkie badania i oboje będą odrobaczani i szczepieni. Powinniśmy się zmieścić z tym w 250zł, ale nic nie jest pewne, być może tegoroczna kwota wyjdzie zbliżona do poprzedniej.

Pozostałe
Dla wygody i ze względu na posikującą gdzie nie trzeba Hesię, kupiłam drugą kuwetę - 25zł.
Żwirek CBE+ kupuję w dużych ilościach, na początku też bardzo często go w całości wymieniałam - 283zł. W tę sumę trzeba wliczyć zapas na jeszcze jakieś 2-4 miesiące do przodu.
Miesięczny koszt żwirku na dwa koty - ok. 30zł, w zawyżeniu.

Wędka  - 7zł
Nowa miska - 6zł
Przysmaki Tigeria - 11zł
Suszone sardynki - 4zł
Wycieraczki przed kuwetę - 20zł
Smycz  - 17zł
Podkłady higieniczne - 10zł
Waga do suplementów i jej odesłanie, bo zepsuta - 52zł (czekam na zwrot pieniędzy)
Żel do zębów Dentisept - 35zł
Pasta Gimpet - 20zł
Trzecie cążki do pazurów - 13zł (tym razem zakup udany)

Razem - 195zł. Większości z tych rzeczy spokojnie mogłam nie kupować.

Koszt utrzymania dwóch kotów w ciągu pół roku wyniósł mnie 1 716zł, czyli 286zł miesięcznie. Więcej niż przy jednym kocie, ale nie dwa razy tyle, więc robimy postępy.


Wnioski
Koty są cholernie kosztowne. Przynajmniej te moje. Gdybym ich nie miała, a te wszystkie pieniądze odkładała, uzbierałabym niezłą sumkę. Jednak nie żałuję, kociaste są cenniejsze od jakichś papierków. Co mi z tych pieniędzy, gdyby nie było kogo tulić, głaskać i rozpieszczać, ani o kim pisać bloga?

Wbrew pozorom chorobliwie oszczędna ze mnie osoba, więc bardzo ubolewam nad każdym niepotrzebnie wydanym grosikiem. Muszę samą siebie przywołać do porządku, teraz nad każdym zakupem będę się zastanawiać jeszcze więcej razy niż dotychczas.
Ograniczamy przysmaczki i zabawki, nieco rzadziej wymieniamy całe wypełnienie kuwety (potrafiłam marnować całkiem dobry żwirek, żeby koty miały nieskazitelnie czysto), kupujemy tylko to, co niezbędne. Koniec z przycinaniem pazurów u weterynarza, teraz mogę już robić to sama. Najlepiej się ograniczyć do kupowania tylko jedzenia i żwirku, wtedy byłoby już całkiem tanio...