sobota, 25 kwietnia 2015

BARF do łatwych nie należy

Ten post przedstawia wady diety BARF dla kota. Wady natury czysto technicznej, a wszystko ujęte bardzo subiektywnie. To, co dla mnie jest problemem, dla kogoś innego może być błahostką, zależy od podejścia i różnych czynników. Gdybym miała jednego małego kota, barfowałabym z przyjemnością, ale kociaste ważą łącznie ponad 8kg i zjadają miesięcznie ok. 6kg mięsa z podrobami. To wiąże się z dość dużym nakładem pracy. Jak dobrze, że nie mam więcej i większych podopiecznych...

Kocham BARF i jednocześnie go nienawidzę. Te dwa uczucia toczą ze sobą ustawiczną walkę, dlatego często miewam "kryzys barfowy" i gotowa karma mnie kusi, nawet śni się po nocach, ukazując się jako coś niebywale wspaniałego i przede wszystkim wygodnego... ten stan nasila się zwłaszcza wtedy, gdy przychodzi pora na robienie kolejnej mieszanki.


Co wzbudza we mnie największą niechęć?
Dla mnie najgorsze jest chodzenie po sklepach w poszukiwaniu mięsa i dźwiganie go do domu, męczące i zabierające mnóstwo czasu zajęcie. O zakupach w sobotę można zapomnieć, te tłumy i kolejki przyprawiają o dreszcze, więc przyrządzanie mieszanki muszę wcisnąć gdzieś w środek tygodnia. Czasem uda mi się zrobić wcześniej orientacyjną listę zakupów i poprosić kogoś z rodziny o wybranie się za mnie do mięsnego w czasie mojego pobytu w szkole. Gorzej, gdy sama muszę udać się na polowanie. Ledwo skoczę do domu zostawić rzeczy i już gnam do sklepów, a potem wracam, uginając się od ciężarów. Mieszankę robię zazwyczaj raz w miesiącu, więc zakupy są ciężkie i moje słabowite ramię trochę protestuje. Często nie mogę znaleźć wszystkich składników w jednym miejscu i krążę po całym (niewielkim na szczęście) mieście w poszukiwaniu np. wątróbki, której ostatecznie i tak nie znajduję, bo przyszłam za późno i już ją wykupiono.

Dalej wcale nie jest lżej...
Oporządzanie mięsa. Ta część pracy sprawia mi najmniej przykrości, choć oczywiście nigdy nie mogę się zmotywować do tego, by ją rozpocząć. Przygotowywanie wołowiny czy uda z indyka jest prawie przyjemne, gorzej z oddzielaniem od kości udek z kurczaka i mieleniem serc. Zapach mięsa wywołuje u mnie mdłości, a kurczak cuchnie najgorzej. Przez cały proces robienia mieszanki staram się nie oddychać przez nos, nie wytrzymuję odoru padliny, nawet świeżuteńkie mięso dla mnie po prostu śmierdzi.
Do struktury mięsa, błon, ścięgien, tłuszczu już się przyzwyczaiłam, ale nadal kiepsko znoszę drobiowe serca - tłuste, gumowate, zakrwawione i z tymi takimi grubaśnymi żyłami wkręcającymi się w maszynkę do mielenia i przyklejającymi do palców... jedna partia serduszek była tak obrzydliwa, że chyba nigdy jej nie zapomnę.
Dodajmy do tego jeszcze ilość czasu potrzebną na zrobienie mieszanki, porcjowanie, zmywanie, a czasem jeszcze awarie maszynki do mielenia...


Te okropne suplementy...
Bez nich nie możemy mówić o prawdziwym, zdrowym BARFie. Mimo, że zakupiłam precyzyjną wagę jubilerską, nadal mam wątpliwości, czy na pewno dodaję odpowiednie ilości składników i nie niszczę kotom organizmów koszmarnie zbilansowanym pożywieniem. "BARF to nie apteka", nie musi być idealnie co do miligrama, ale kto wie, czy nie popełniam stale tych samych błędów, które w dłuższej perspektywie czasu mogą wyrządzić szkody. Zresztą nie tylko suplementów się to tyczy, także ilości tłuszczu i białka w mieszance, które trzeba trzymać w normie, wybierając odpowiednio tłuste mięso.
Wracając do supli, są nieprzyzwoicie drogie i trudno dostępne. Na szczęście nie używa się ich w wielkich ilościach, więc za często kupować ich nie trzeba, ale gdy przychodzi czas uzupełniania zapasów, zabieram się do tego z wielką niechęcią. Dopiero co skończyła nam się suszona krew wołowa i znów musiałam szukać osoby z forum, która byłaby tak dobra i trochę mi odsprzedała. Jednak oczywiście nikt się nie zgłosił i konieczne było kupienie hemoglobiny sklepowej, droższej.
Nawet nie próbuję podliczać, ile w przeliczeniu miesięcznym wydaję na suplementy, bo pewnie musiałabym wyzbyć się swoich złudzeń pt. "suple są bardzo wydajne, więc tak naprawdę kosztują grosze"...

Ostatnie zakupy

... i przepisy
Mieszankę trzeba odpowiednio zbilansować, a nie da się tego zrobić od tak, sypiąc na oko łyżkę tauryny i dodając garść drożdży. W zależności od doboru mięsa, ilości potrzebnych suplementów są różne. Opcji mamy kilka: korzystanie z gotowych przepisów (co u mnie się nie sprawdza, bo albo kupię za mało indyka, albo w tym przepisie jest struś i baranina, a w innym cytrynian wapnia, kiedy ja tego nie używam itp. - po prostu nie mogę dobrać żadnego przepisu pod siebie), tworzenie własnych za pomocą barfnego kalkulatora (najpierw trzeba zdobyć nieco wiedzy) albo, jak ja to robię, proszenie na forum o skomponowanie przepisu z dostępnych nam mięs. Miałam kalkulator, ale coś się porobiło z laptopem i Excel nie działa, więc póki nie zmotywuję się do poproszenia kogoś mądrzejszego o naprawienie tego, jestem całkowicie zdana na innych.

Inne niedogodności
Na szczęście mam duży zamrażalnik, ale kocie żarcie zajmuje całą największą szufladę... a i tak mieści się tam zapas tylko na miesiąc. Dlatego też nie mogę zrobić jednorazowo większej ilości mieszanki (by przez dłuższy czas mieć z tym spokój), nie ma gdzie jej składować.
Kolejnym utrudnieniem wymagającym od barfera dyscypliny jest wyjmowanie mrożonek na czas, muszą zdążyć się rozmrozić. Mało to razy kociaste jadły puszkę albo chodziły głodne do południa, bo mięcho całe w lodzie? :)
Puszki i chrupki mają ładny wygląd i zapach, a mieszanka reprezentuje się zdecydowanie nieapetycznie, jej aromat zwala z nóg. Przez to miewam wątpliwości co do jej wartości i często słyszę, że karmię koty paskudztwem.
Zdarzają nam się ostre strajki głodowe, oj, zdarzają... kolejna wada barfowania. Gotowe karmy mają te swoje sztuczne polepszacze, dzięki którym koty wcinają żarełko ze smakiem, a mięso takowych nie posiada. Kociastym się nudzi, marudzą, wybrzydzają. A dać draniom puszkę - każdą pożrą z takim samym zachwytem.
U weta też się muszę gimnastykować... co prawda jeszcze ochrzanu za "mięso z suplementami" nie dostałam, ale jeśli w badaniach krwi wyjdzie Fiśkowi coś nieprawidłowego (przypominam, że jeszcze nigdy nie były dobre...) to czuję, że na wstępie obwinione zostanie moje wymyślanie dziwnych jadłospisów. Chyba łatwiej będzie nagiąć nieco prawdę i się nie przyznawać, że aż tyle tego mięsa w diecie...


Tak oto stworzyłam bardzo negatywny obraz BARFa i zniechęciłam do niego ludzi ;). Teraz jestem mu winna post o tym, dlaczego mimo tylu wad tak wiernie przy nim trwam, więc pewnie wkrótce coś na ten temat się pojawi.


18 komentarzy:

  1. Gotowa karma na pewno kusi, ale przy BARFie przynajmniej wiesz co dajesz. :)
    "Trochę" musisz pochodzić po tych mięsnych.
    Jak opisywałaś te drobiowe serca to niedobrze mi się zrobiło. ._. xd
    O, zakupiłaś inną taurynę. Widziałam taką na modernpet.pl. :)
    Zobaczymy jak to będzie z tym weterynarzem..
    Były wady, muszą się pojawić zalety. ;D

    OdpowiedzUsuń
  2. Czytając ten post jeszcze bardziej pojęłam fakt, iż ja nigdy nie potrafiłabym wprowadzić kotom BARFa, przez co nie jedzą tak zdrowo, jak Twoje. No ale cóż... moje obrzydzenie do mięsa, brak chęci poświęcenia się oraz rodzice, którzy z pewnością nie pozwoliliby mi na takie "zabawy".
    Ach... podziwiać Cię tylko. Szacuneczek ;)
    Śliczne żarłoki <3

    OdpowiedzUsuń
  3. opis miesa jak z horroru....to ja zostane przy gotowych karmach;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Cudowny post! Ja właśnie zastanawiam się nad wykonaniem pierwszej barfnej mieszanki, ale mam kilka obaw. :D Z tego co widzę po twoich cudownych kotach, stwierdzam jednak, że BARF im służy. :) A Fiś na ostatnim zdjęciu wyszedł bardzo fotogenicznie!

    OdpowiedzUsuń
  5. Achh, to ja z niecierpliwością czekam na posta z dobrymi stronami barfa :'D Nie żeby coś mnie zniechęciło, ale miewam takie obawy >.> Najbardziej to jednak to, że zamiast pomóc - zaszkodzę. Powinnam czytać, czytać i czytać, a na pewno nie robię tego w takiej ilości, jak Ty. Już bez tego cały czas mam coś na głowie -.-
    Przynajmniej mięso i robienie mieszanek jeszcze mnie nie zniechęca :> Tyle, że ja mam jednego kota do wykarmienia. Naprawdę musisz być wytrwała, że do tej pory się nie poddałaś.
    Te suplementy mają tak śliczne pudełka ;-; xd

    OdpowiedzUsuń
  6. Wielki szacunek dla Ciebie, że bawisz się w coś takiego. Dla mnie surowizna to okropieństwo. Nawet, gdy mam po prostu włożyć gotowaną (nawet nie surową) wątróbkę psu do miski, to narzekam i ciągle powtarzam jakie to ohydne :P A jeszcze to całe chodzenie po sklepach i z tym mięsem... o nie ;-; A no i już nie wspomnę o tym, że nawet dla siebie nie chce mi się robić jedzenia, a gdzie jeszcze jakieś mięsne świństwa dla psa :p

    OdpowiedzUsuń
  7. Ufff, jesteś bardzo odpowiedzialna osobą, że trwasz przy czymś, co kochasz ale jednocześnie nienawidzisz. Trudne jest życie BARFera. Ale wiem, że będziesz sobie radzić ;D
    Pozdrawiam i współczuje :D

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja nie dałabym sobie z tym rady o.o Za dużo tego wszystkiego.. jeszcze bym coś pomyliła i tylko kotu bym zaszkodziła. Jestem pełna podziwu że ty łapiesz się z tym wszystkim *..*
    Mieszanka trochę mało apetycznie wygląda ale ważne że Fiśki ją jedzą <;;
    Przypomniałaś mi o jajku, muszę dziś zapodać Corni :>>>

    OdpowiedzUsuń
  9. Nigdy z BARFem się nie bawiłam, czasami się nad tą dietą zastanawiałam i sporo o niej czytałam, ale ciągle nie czuję się do końca przekonana. Moje futra nie jedzą źle, dostają suche lepszego rodzaju, 2-3 razy w tygodniu świeże mięso, czasami pucha i są całkiem zdrowe. Tylko przez zimę im się trochę przybrało przez brak wychodzenia na ogród i teraz zrzucamy zimową fałdkę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oho, i jeszcze miałam napisać i zapomniałam. SUPER NAGŁÓWEK!

      Usuń
  10. niestety przy barfie jest "troszke" roboty. powinnan dziekowac moim kotom, ze one tak uparcie przy sucharkach pozostaja plus wybrane kilka puszek, a ja glupia sie zloszcze ze nie wiedza co dobre haha

    na marginesie to marzy mi sie, aby mi ktos tak jedzenie racjonalnie przyzadz i wydzielał :P

    pozdrawiam,
    Humora

    OdpowiedzUsuń
  11. Podziwiam Cię za to że karmisz koty barfem! Czasem nawet tak myślałam, że może z Andrzejem byśmy na to przeszli, w końcu to tylko jeden kot, i może w końcu by przestał marudzić nad kolejnymi karmami. Ale przeraża mnie właśnie ilość pracy przy mięsie. BARF na pewno jest zdrowszy, ale nie wiem czy kiedyś się do niego przekonam, także czekam na posta z zaletami od Ciebie ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Drugi punkt był dla mnie najtrudniejszy, dlatego kiedy trzeba było pociachać coś większego, prosiłam mamę. Ja nie jem mięsa. Nie obrzydza mnie widok, ale nie lubię grzebać w większych częściach ;).
    Poza tym jestem w trakcie negocjacji z mamą, żeby powrócić do barfa u psa. Mam wyrzuty sumienia porównując jego wygląd i inne aspekty, kiedy był na barfie a jak jest teraz.

    OdpowiedzUsuń
  13. Wszystko ma swoje plusy i minusy, ale dla chcącego nic trudnego. :) O BARF'ie wiele słyszałam, lecz moje zwierzaki jeszcze nie były żywione na tej diecie.

    Pozdrawiamy
    Ola i Baddy!
    http://baddy-wspanialy-labrador.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  14. Oj dużo zachodu. Jednak te mieszanki to pełnowartościowa dieta. Moje koty dadzą się pokroić za surowe mięsko.

    OdpowiedzUsuń
  15. A czemu nie zamawiasz miesa z As Pol albo Primex? :-) jestem na Barfie z trzema psami = 15kg miesięcznie dla nich idzie :-) suplementy komponuje w kalkulatorze względem miesiąca (wtedy wychodzą normalne gramatury, które łatwo odmierzyć). Mam 3 kubki (bo 3 psy) i tam mieszankę suplementów na cały miesiąc i sypie łyżeczkę :-) jak skończą się za szybko to wiem że z następnym miesiącu sypać dziennie mniej :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba nie potrafiłabym zaufać takiemu mięsu na zamówienie :) Koty jednak mają dość delikatne żołądki, wolę na własne oczy widzieć, co kupuję :) Barfowanie z psami ciągle jawi mi się jako dużo łatwiejsze :)

      Usuń
    2. Rozumiem :) Mnie namawiała koleżanka przez rok żebym w ogóle zaczęła barfować :P Ja akurat ASPOL polubiłam ze względu na koninę i jelenia :) Mam psiaka uczulonego na większość produktów, więc był to nasz ratunek. W mięsnym kupuję tylko indyka, jego podroby i żołądki i proszę od razu o zmielenie :) Z suplementami przemyśl - na prawdę wygodniej jest komponować względem miesiąca :)

      Usuń

Komentarze są wielką motywacją i potwierdzeniem tego, że nas czytacie, dlatego bardzo dziękuję za każde naskrobane słowo :)

Komentarz uznany za reklamę zostanie usunięty.