sobota, 27 czerwca 2015

Badania kontrolne u kota + jak pobrać koci mocz do badania?

Badania krwi to podstawa do postawienia właściwej diagnozy, gdy z kotem dzieje się coś niepokojącego. Warto jednak przeprowadzać je również wtedy, gdy pupilowi nic nie dolega, by skontrolować stan zdrowia i wcześnie wykryć ewentualne schorzenie. Koty ukrywają swoje słabości najdłużej jak to możliwe, a gdy pojawiają się objawy, choroba często jest już zaawansowana.

Zdrowy kot powinien mieć robione badania raz do roku, a przewlekle chory w zależności od swojego stanu, potrzeby. O ile u osobnika młodego i cieszącego się dobrym zdrowiem mogą nie być przeprowadzane z aż taką regularnością, to u tych starzejących się (po 7.r.ż.) nie powinno się ich lekceważyć.

Na podstawowy zestaw badań krwi składają się morfologia i biochemia (sprawdzane są nerki + wątroba), w razie potrzeby można je poszerzyć o inne parametry (trzustka, serce, tarczyca, elektrolity). Kot przed pobieraniem krwi powinien być na czczo. Samo pobranie może przebiegać różnie, w zależności od waleczności zwierzaka. Niektóre bardzo się bronią, inne wystarczy mocniej przetrzymać i poczekać, aż krew skapnie z nakłutej wygolonej łapki do podstawionego pojemniczka.


Równie ważne są badania moczu. Jednak uzyskanie materiału do zbadania często nie jest proste, a nawet okazuje się arcytrudnym zadaniem...

Sposób pobrania moczu musimy dostosować do siebie i przede wszystkim swojego kota. Każdy, kto choć raz próbował wie, że różnie to z tym bywa. Jeśli łapanie poprzez podstawienie pojemniczka/tacki/łyżki (naczynia inne niż specjalny pojemnik z apteki muszą być wyparzone) pod kota w momencie korzystania z kuwety nie wychodzi, zaczyna się kreatywność. A wraz z nią pusta kuweta, kuweta z podwójnym dnem, specjalny żwirek do łapania moczu, w ostateczności pobieranie prosto z pęcherza u weterynarza.

Jak to wygląda u nas?
Gdy Fisiek był mały, "łapanka" nigdy nie była dla nas problemem. Rano dostawał śniadanie, ja wychodziłam z domu, a gdy po południu wracałam, mały zaraz leciał do kuwety. Mądry kotek z wyczuciem czasu :) Kiedy zaczął siusiać, to nie mógł już przerwać (tak jak większość kotów, co ułatwia sprawę), więc podnosiłam mu ogon, podstawiałam pojemniczek, zabierałam nim jeszcze skończył i to by było na tyle. Gdy teraz znów przyszła pora na łapanie, byłam bardzo pewna siebie i myślałam, że szybko pójdzie. Fisiek miał inne zdanie na ten temat.

Najpierw - trzeba mieć dużo czasu na czekanie i kolejne próby. Nie zdążysz, przeoczysz, kotu się zechce dopiero po zamknięciu gabinetu weterynaryjnego, samochód się popsuje, kot nagle nasika na dywan... patrząc na doświadczenia niektórych właścicieli, podczas łapania moczu trzeba być przygotowanym na każdą ewentualność i niepowodzenia.
I. Szlaban na kuwetę
Wieczorem dnia poprzedniego odebrałam kociastym dostęp do kuwet. Gdybym tego nie zrobiła, Fisiek z pewnością załatwiłby się o świcie, a potem nie miał potrzeby aż do wieczora, "specjalnie".
II. Futrzak zły i głodny
Skoro już łapiemy rano, to niech przy okazji kot będzie przed śniadaniem. Heś niestety została zmuszona do głodowania razem z Felasiem. Od wpół do siódmej rano miałam Fiśka cały czas na oku, a pojemniczek pod ręką. Bure nie rozumiały, czemu nie chcę dać im jeść i ciągle za nimi chodzę.
III. Czuwanie
Do której kuwety się uda? Zamknąć go tylko z jedną, czy dać wybór? Jeśli zamknąć, to z którą? Razem z Heśką czy bez niej? Jak przewidzieć, którą opcję woli? Wypróbowaliśmy wszystkie możliwości. Kiedy już wybrał kuwetę, za szybko podniosłam mu ogon i nagle wszystko stało się dla niego jasne...


IV. Długo jeszcze?
Przez moją niedelikatność Fisiek nie chciał zbliżyć się do kuwety przez kolejne 1.5 godziny. Oczywiście cały ten czas nie mogłam się niczym zająć, bo trzeba było pilnować koteczka, tylko czekającego na moment mojej nieuwagi... Wymyłam jedną z kuwet i nasypałam nowego żwirku, postawiłam ją w innym miejscu niż zwykle i zostałam w jej pobliżu. Koty lubią sobie zaznaczyć świeżutki żwirek, więc może to go zachęci. Nie myliłam się, poszedł. I natychmiast wyskoczył z niej jak oparzony. Zaszurałam wieczkiem od pojemniczka, szansa stracona.
V. Cierpliwość się opłaca
Kolejne pół godziny minęło na wyczekiwaniu. Koty tymczasem bawiły się w najlepsze, walcząc o kartonowe pudło i rozrywając je na kawałki. Fisiek podchodził do czystej kuwety jeszcze dwa razy, ale znów za wcześnie podniosłam mu ogon, a potem za szybko sięgnęłam po odłożony na bok pojemnik. W końcu nie wytrzymał i poszedł do tej drugiej kuwety. To po co ja sprzątałam tamtą i narobiłam bałaganu? :) Tym razem odczekałam dłuższą chwilę i udało się! Ciekawe co będzie, gdy zechcę przebadać tę diablicę Dzidzię...


Potem zostało już tylko zapakować kota do transporterka i udać się w drogę. Felaś był bardzo dzielny i dość grzeczny w trakcie pobierania krwi. Czekanie na wyniki nie było miłe, na szczęście okazało się, że nerki i wątroba są zdrowe. W morfologii też okej, wyszło minimalnie za dużo czerwonych krwinek, ale to równie dobrze mogło być ze stresu. Trochę żałuję, że nie zrobiliśmy jonogramu, okazałoby się, czy ma jakieś niedobry lub nadmiary elektrolitów przez dietę... jeszcze kiedyś się tym zajmiemy. A co do moczu, to jak zwykle, czyli marnie. Niestety nie mam tych wszystkich wyników, ale pH moczu wyszło 7 (powinno być 5.0-6.5), co jak na Fiśka, osiągającego wcześniej ósemki, nie jest tragedią. Białko wystąpić nie powinno, u niego oczywiście jest, ale wydaje mi się, że mniej - kiedyś siusiał "z pianką", teraz tej piany w pojemniku prawie nie było.
Fisiek od zawsze ma coś z pęcherzem, więc chyba zostaje nam przyjąć nienormalność za jego normę... ostatecznie nic się nie dzieje. Znów dostaliśmy dobrze nam znany Urinovet Cat. Lubię i cenię ten środek, co prawda poprawia fisiowe wyniki tylko na trochę, ale to dzięki niemu pęcherz się zaleczył - Fisiek jako dwumiesięczny kociak chodził do kuwety kilkanaście razy na dobę, a od czasu podawania Urinovetu ogranicza się do dwóch, trzech razy (jak doleję mu wody do jedzenia, to pięciu). Pewnie powinniśmy zrobić usg, ale póki co się nie przejmuję i jestem zadowolona z wyników. Bywało dużo gorzej, widać dieta mu służy, bo nic nie robiliśmy w kierunku leczenia przez ostatnie półtora roku.

Został jeden pojemnik w zapasie... mam ochotę sprawdzić Hesię.

8 komentarzy:

  1. Miny Fiśka powalają. xdd "Nie mam zamiaru sikać do żadnego pojemniczka człowieku."
    Fisiek to Fisiek, on jest oryginalny. :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Na badania wybieramy się w następnym roku, teraz robienie tego co roku to podstawa, wszak Sonia ma już 8 latek ;) Łapanie moczu, nienawidzę tego. Znam to wszystko bardzo dobrze, Sonia jest jeszcze większą mistrzynią w tym, aby mi w tym przeszkodzić. Teraz wreszcie będzie czas, to może się uda. Ach te koty, czemu muszą to tak utrudniać >.>
    Dobrze, że wyniki nie wyszły jakieś bardzo złe :) Ważne, że nic poważnego się nie dzieje. (Jak ja chciałabym Urinovet ;-;)

    OdpowiedzUsuń
  3. raz mialam nieprzyjemnosc lapac mocz u mikiego...jak podstawialam mu lyzke to sie przestarszal i nie chcial zalatwic, udalo mi sie z pusta kuweta, w rog nasypalam tylko troche zwirku, a mocz splynal w drugi, pozniej bylo ciezko go wylac bo piasek tez sie wysypywal, balaganu narobilam ale warto bylo :)
    z majka az sie boje myslec co by to bylo :P ale przydalo by sie kiedys takie badanie dla niej

    OdpowiedzUsuń
  4. Mnie za niedługo, też będą czekać jakieś badania u weta, na razie ze zdrowiem jest dobrze. Powodzenia w łapaniu Hesiowego moczu.

    OdpowiedzUsuń
  5. Jejku ile się namęczyłaś :)
    Bardzo przydatny post i cenne wskazówki :)
    Przyda mi się na przyszłość :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Ojejku, nienawidzę łapać kocich siuśków, warowanie przy kuwecie mnie wykańcza, a co gorsza, one tylko czekają jak na dwie min się oddalę (tylko raz!) i bach..

    Dzielny kocurek i jaki grzeczny, że pozwolił sobie na wszystkie badania :) Tylko się cieszyć, że wyszły w miarę dobre wyniki!

    Pozdrawiam,
    Humora

    OdpowiedzUsuń
  7. U nas na szczęście udaje się złapać siuśki od razu po wejściu Dziubula do kuwety. On się nie krępuje i nic go nie wzrusza. :-) Z małym jeszcze nie próbowałam.
    Cieszę się, że wyniki wyszły ok.

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja z psem nie miałabym takiego problemu, bo on sika co chwila :D
    Super, że wyniki wyszły dobre :)
    Fiś i jego miny, hahha :D

    OdpowiedzUsuń

Komentarze są wielką motywacją i potwierdzeniem tego, że nas czytacie, dlatego bardzo dziękuję za każde naskrobane słowo :)

Komentarz uznany za reklamę zostanie usunięty.