sobota, 18 lipca 2015

Wyruszamy w świat daleki! Zdjęcia, zdjęcia, zdjęcia...

Wyjazd, podróż z kotem... spacer z kotem na smyczy... - wokół tego krążyły ostatnio moje myśli. Nie mam w pobliżu odpowiedniego miejsca do wyprowadzania kociastych (podwórko odpada z wielu powodów, a ten główny nazywa się pies sąsiadki), ale została jeszcze działka mojej babci.


"Zabranie kota na działkę" źle mi się kojarzy, przez te wszystkie osoby, które wypłakują się w internecie, że wypuściły w takim miejscu domowego kota, żeby sobie bezpiecznie pobiegał... a ten kot nie wrócił albo potem domagał się wychodzenia. Oczywiście nie o coś takiego mi chodzi, takie podejście typu "w mieście mój kot jest niewychodzący, ale jedziemy na wieś, to tam może sobie zaznać swobody", jest głupie i ryzykowne. Wcale nie musi być tak bezpiecznie, a domowy pieszczoch nie zna niebezpieczeństw i może sobie nie poradzić na obcym terenie, albo po kilkudniowym szaleństwie zacząć marudzić, ponownie zamknięty w czterech ścianach, a człowiek ustąpi i zacznie wypuszczać. I tym sposobem długotrwałe chronienie kota przed zagrożeniami kończy się w bezsensowny sposób, którego można było uniknąć.
Co innego taki wypad na szelkach, który postanowiłam wcielić w życie. Koniec rozwlekłej dygresji.

"Szelki? Ktoś coś mówił o szelkach?"
Nawet nie brałam pod uwagę zabierania Fisia w teren, on się do tego nie nadaje, jest zbyt wrażliwy i boi się dosłownie wszystkiego. Wolałam nie ryzykować, że wycieczka przyniesie więcej stresu niż to warte. Pojechała ze mną Hesia, jako bardziej stabilna psychicznie i odważniejsza.

Stresu miałam co niemiara, to dla nas zupełnie nowa sytuacja. Wszystko musiałam dokładnie przemyśleć i zaplanować, oczami wyobraźni widziałam, jak Heś wyplątuje się z szelek i ucieka w nieznane... brr, na szczęście nic takiego nie miało miejsca.


Mimo, że to tylko jeden krótki wyjazd, zaopatrzyliśmy się w krople przeciw pchłom i kleszczom. Nienawidzę podawać kotom chemii, ale jakoś to przeżyjemy. Wzięłam Fypryst, tylko to mieli w nędznie zaopatrzonym zoologicznym. Przy okazji krople dla psa sąsiadki, niezawodny jak dotąd Sabunol. Znowu nie było wersji dla psów powyżej 10kg... ale jakoś to wystarcza, tony pcheł magicznie znikają i nic mi się do domu poprzez psa leżącego pod drzwiami nie dostaje.


Zabrałam również transporter, w razie, jakby cała wycieczka okazała się dla Dzidzi zbyt stresująca. Zawsze to lepiej zamknąć kota, niż żeby się rzucał i wyrywał na smyczy. Droga krótka, bo tylko 6km (dla domowej kotki to świat iście daleki:), najpierw myślałam nad tym, żeby kot podróżował w samochodzie w szelkach przypiętych jak pasy (w końcu nasze szelki są "samochodowe"), ale w kontenerku czuła się dobrze i nie chciałam jej na siłę wyciągać. Hesia była zdezorientowana, nigdy tak daleko nie jechała.


I tu zaczyna się przygoda! (I tona zdjęć burasa w krzaczkach). Po chwili wahania, Heś ładnie wyszła z transportera i zaczęła badać otoczenie. Była niepewna, ale bardzo ciekawa świata i chyba jej się podobało truchtanie po trawie i wąchanie listków.



Nasza "działka" to nie żaden ogródek działkowy, tylko po prostu domek na wsi z dość dużym podwórkiem.  Słychać było krowę i generalnie byłoby całkiem sympatycznie, gdyby nie to, że przez wieś przechodzi trasa pełna ciężarówek. Z tyłu domku na szczęście jest dość zacisznie i dalej ciągną się pola i las.

Heś pewnie z chęcią pobuszowałaby w zbożu :)

Przed podróżą sprawdziłam, czy szelki trzymają się kupy i są dobrze dopasowane. Maksymalnie zmniejszone, nadal zostawiają trochę za dużo luzu. To jednak model na większe koty, dobrze, że Hesia trochę urosła.
Wreszcie przydała się długa smycz, Dzidzia mogła się nieco oddalić czy pobiegać. Na metrowej nie byłoby nam zbyt wygodnie.

"Tam! Chcę tam! Idziemy tam, rozumiesz?"


Podsadziłam Hesię na ścięte drzewko, żeby sobie na pniu posiedziała i ładnie na zdjęciu wyszła. Nie zauważyłam, że to drzewko wcale takie ścięte nie jest i wyższe, niż mi się wydawało. Heś niczym małpa od razu zaczęła się na nie wspinać za pomocą swoich niby to przyciętych pazurków. Słabo mi na myśl o tym, że mogła wejść na samą górę i nie chcieć zejść.... zaczęłam się z nią szarpać i jakoś ją stamtąd ściągnęłam, nim weszła za wysoko. Małpiszon.



Kopanie w piachu też trzeba było zaliczyć. Hesia wykopała dwa dołki, poleżała sobie w nich trochę, a do jednego się załatwiła :).



Nawet nieustraszona Hesia kilka razy się czegoś wystraszyła (krzaka....), więc co by było, gdyby na działkę trafił "zawałowiec" Felin? Domowy kot jednak najlepiej czuje się w domu, trzeba by czasu, żeby się przyzwyczaił do spacerów na otwartej przestrzeni.



Drapu - drap w drzewo to punkt obowiązkowy. I miły dla oczu.



Mam jeszcze mnóstwo zdjęć i nie potrafię wybrać, z których zrezygnować, chcę je wszystkie umieścić w tym, w pewnym sensie, internetowym pamiętniku. Jest też jeszcze dużo do napisania, dlatego będziemy kontynuować relację z wypadu na działkę w innym poście :).



Na koniec krótki filmik. Bardzo krótki, 6 sekund. Nagrywałam więcej, ale filmy się nie zapisały, kamera w aparacie nie chciała współpracować. Spacer z Hesią to nie stanie w miejscu, cały czas mnie dokądś ciągnęła, najlepiej w krzaki ;).

video

16 komentarzy:

  1. fajne przezycie dla hesi :)
    podziwiam ze sie zalatwila na dworzu, moje z ogrodka przybiegaja do domu...:P

    OdpowiedzUsuń
  2. Dawno temu używałam Fypryst, jednak nic a nic nie odstraszały kleszczy. Dopiero jakiś czas temu weterynarz powiedział mi, że te krople chronią tylko przed chorobami, które przenoszą pajęczaki.
    Piękne zdjęcia i urocza Heś w zieleni <3 Sprawiłaś jej ogromną frajdę ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ma ten sam fipronil w składzie, co i inne krople, więc powinien działać. Tak czy inaczej Heś niczego nie złapała :)

      Usuń
  3. Faktycznie Hesia jest odważna! W ogóle po niej nie widać żadnego stresu związanego z pierwszą taką wyprawą! Jestem pod wrażeniem! Andrzej to na początku chodził przykulony, na ugiętych łapkach - a Hesia wygląda jakby taki spacer to był codzienność! Fajnie, że ją zabrałaś na działkę, bardzo dobry pomysł :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Super pomysł. Spacery z kotem. Ja mojego zamierzam uczyć od małego wprowadzania. Mam nadzieję że szybko się nauczy i będzie mu się podobało. A spacerek nie będzie nudny. Powodzenia w wyprowadzaniu kociaków. Trzymam kciuki aby żadnemu nie udało się zwiać. Zapraszam do mnie :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Jeeej *o* cudowne zdjęcia a Heś jaka szczęśliwa <3 Może w końcu uda mi się wstać wcześnie by z krówką wyjść ;d

    OdpowiedzUsuń
  6. Super spacerek, zazdroszczę takiej odważnej koteczki <3 xd

    OdpowiedzUsuń
  7. Witam! Naprawdę przyjemna dla oka notka. Pogodna i z mnóstwem zdjęć. Naprawdę ciekawa, miałam sporo zabawy przeglądając ją. Hesia to naprawdę odważna koteczka. Cieszę się, że taki wyjazd sprawił jej wiele frajdy. Na fotografiach wydaje się zaciekawiona, szczęśliwa i taka... Swobodna. Też uważam, że swobodne wypuszczanie kota, szczególnie na mniej znanych dla niego działkach, nie jest dobrym pomysłem. Szelki to świetny wytwór.
    Piękne zdjęcia. Podobają mi się między innymi drzewne ujęcia, jak i piękna buraska w transporterze. Sama zaadoptowałam małego kotka w ten poniedziałek, a raczej przygarnęłam przestraszoną biedaczkę z ulicy. Już się kochana zadomowiła, a do szeleczek miała niezbyt pozytywny stosunek, jak zapewne większość mruczących, ale od czasu, gdy wyszła na nich na pierwszy spacerek jest wniebowzięta. Ta notka przypomniała mi, że musimy się zaraz na tak owy udać.
    Świetny blog. Życzę jeszcze więcej weny i wszystkiego dobrego! Pani kotki są śliczne.
    Pozdrawiam serdecznie,
    Plushiee ♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję za tak miły komentarz i również pozdrawiam, wszystkiego dobrego dla przygarniętej koteczki, wspaniale, że znalazła dom :).

      Usuń
  8. Hesi jak widać bardzo się podobało :) Ważne, że wszystko się udało. Jak miło patrzy się na buraska w trawce ^^ Haha, Heś pozwoliła na nakręcenie bardzo długiego filmiku :> W końcu musiała wszystko dokładnie zwiedzić :D

    OdpowiedzUsuń
  9. Hoho, to sobie Heśka pozwiedzała! :D
    Ja tam uwielbiam posty zawalone fotkami :)) Czekamy na więcej!
    Pozdrawiamy

    OdpowiedzUsuń
  10. Jakie piękne zdjęcia <3. Widać, że nie była zbytnio zestresowana sytuacją. Ja moją musiałam zostawić w domu, głównie dlatego że wybieraliśmy się pociągiem :).

    OdpowiedzUsuń
  11. Super post!
    Cudowne kociaki. :-)

    OdpowiedzUsuń
  12. Super spacerek ! :)
    Duuużo baaardzo ślicznych zdjęć!
    Czekamy na kolejną relacje ze spacerku! :)
    Pozdrawiamy,
    http://codziennebeagle.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  13. Hestia to bez dwóch zdań przepiękna kotka. Kocham takie burki. Zawsze mi się taki marzył. Niestety, a może stety, zaczęłam z czarno-białą kocicą i czarną z szarymi przebłyskami kotką zaadoptowaną jakiś czas temu. Nie wiem co jeszcze świat przyniesie, ale może tym razem to będzie kotka jak Hestia? :) Mam w każdym razie nadzieję, że tak, bo jest przepiękna! Moje ulubione zdjęcia to te, jak opiera się o drzewo. Są śliczne! I jeszcze te ostatnie w krzakach, cud miód!
    Pozdrawiam serdecznie i ściskam cudną Hestię! <3
    PS. Bardzo stylowe szeleczki ;)

    OdpowiedzUsuń
  14. śliczny kot! :)
    Ja moich nie mam jak wypuszczać na działkę, bo zwyczajnie takiej działki nie mamy, ale w sumie może i dobrze... Mają balkon, lubią tam siedzieć i obserwować. Wszystko je ciekawi, obawiam się, że wypuszczone mogłyby próbować dać nogę, a potem stęsknione nie wiedziałyby jak mają sobie poradzić :(

    OdpowiedzUsuń

Komentarze są wielką motywacją i potwierdzeniem tego, że nas czytacie, dlatego bardzo dziękuję za każde naskrobane słowo :)

Komentarz uznany za reklamę zostanie usunięty.