sobota, 15 sierpnia 2015

Wyruszamy w świat daleki! Część druga.

Dziś kontynuacja tego posta dotyczącego wyjazdu z Hesią na wieś. Ponownie mnóstwo zdjęć kotka w zieleni, musicie mi wybaczyć :).



W czasie naszego spacerku nie obyło się bez starcia z... mieszkańcami. Wiadomo, jak traktowane są koty w dziurach zabitych dechami. Paniusie z miasta przyjechały i kota na smyczy prowadzają... Starałam się trzymać z dala od ulicy, ale nie ominęła mnie "rozmowa" z typowym chłopem wiejskim.
"O, jaki kotek. A co to za kotek?" Na pierwsze zdanie niepewnie się uśmiechnęłam i poszłam za szarpiącą Hesią. Dalej miałam ochotę odpowiedzieć, że "rasowy, bengalski", ale ostatecznie wolałam udać, że nie słyszę. Co, jakby zaczął dalej ciągnąć temat, a potem się zorientował, że ten kotek to taki sam buras jak te, co mu się w stodole zalęgły? Nie jestem dobra w rozmowach, tym bardziej takich, lepiej nie ryzykować, po co mi to.



Później od strony pola nadeszła jakaś starowinka i rozmawiała z moją babcią. To przy niej Hesia weszła na drzewo i doszło do szarpaniny. "Co to, pieska prowadzacie? Aa, to kotek...".



Hesia, jak na kota przystało, cały czas najbardziej ciągnęła w krzaki, a ja za nią. To zdecydowanie nie dla mnie, wolę podziwiać roślinność z daleka.



Ogrodzenie również bardzo ją interesowało, czyżby chciała przejść się dalej, poza nie? :)




Nie brałam dla niej wody, bo nie było gorąco, zresztą i tak pewnie by nie piła. Nie interesowało ją nic poza zwiedzaniem, wzięłam kilka chrupek suchej karmy, za którą normalnie szaleje - tu nie zwróciła na nią uwagi. 



Zajrzałyśmy również do domu, ale zdecydowanie wolała dalej zwiedzać podwórko :).



...i wąchać rośliny. Wokół tyle nowych, wspaniałych zapachów!



Nasz pobyt na działce trwał około godziny. Hesia nie chciała wracać, ledwo wsadziłam ją do transporterka. Zajrzeć do niego to chętnie, ale zostać w środku - absolutnie nie.



W drodze powrotnej trochę marudziła, ale i tak była bardzo grzeczna. W domu Fisiek wszystko dokładnie obwąchał, a mała padła, zmęczona dniem pełnym wrażeń (a ja razem z nią).




Było ciekawie, tak inaczej. Jednak nie sądzę, byśmy miały to powtarzać. Wycieczka była z ciekawości, dla urozmaicenia nudnych wakacji. Kilka dni później byłyśmy jeszcze przez chwilę na polu u nas za domem, ale było za gorąco, tego wyjścia nie zaliczam do udanych. Poza tym tam jest sam piach i grządki, nic ciekawego. Heś po tych atrakcjach zaczęła więcej miaukolić, jakby marudziła, że chciałaby się znów przewietrzyć. Ale nic z tego - wychodzenie z kotem nie przypadło mi do gustu na tyle, by to powtarzać. Może gdybyśmy mieli takie podwórko jak to na wsi, chętniej bym wychodziła, ale niestety nie mamy. Nienawidzę ruszać się z domu, przykro mi Hesiu, ale musisz pozostać domowym kanapowcem.


14 komentarzy:

  1. Piękne zdjęcia i piękna Hesia na tle zieleni! Widać że zachwycona :) A to miaukolenie pod drzwiami znam dobrze... jak chodziłam z Andrzejem na spacery to było to samo, kot szybko się przyzwyczaja.

    OdpowiedzUsuń
  2. Hesi do bengala to nie tak daleko, cudowna koteczka :) Dobrze jej pośród zieleni :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Aj tam, ja mogę ludziom wmawiać że mój pies jest rasowy, wystarczy wymyślić mało znaną w Polsce rasę i już. Z resztą jestem jedyną osobą w mojej miejscowości, która chodzi z psem na smyczy a miny dzieciaków gdy flexi się zwija i rozwija są niezastąpione. Czary dosłownie, jak można poświęcać "gupiemu" zwierzęciu czas i iść na smyczy...

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo ładne zdjęcia.
    Hesia ładnie się na nich prezentuje. :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Ludzie to zawsze muszą się czegoś czepić, ach. Nie ma co się nimi przejmować, dobrze, że ignorowałaś, sama pewnie też bym nie potrafiła postąpić inaczej w takiej sytuacji. Heś pewnie chętnie zwiedziłaby okolice :) Spodobało jej się, no ale jak nie macie dobrego miejsca na spacery to trudno. Ładne zdjęcia na trawce ^^

    OdpowiedzUsuń
  6. heh ja już różne cuda słyszałam, od podsmiechiwania sie pod nosem, przez pytanie wprost, po robienie zdjęć zza krzaków (niezauważenie :p). ale nie raz można też spotkać miłych ludzi lub małe dzieci, które delikatnie głaszczą (o ile kot lubi) ;)

    ludźmi nie ma się co przejmować- rób to co lubisz :D

    OdpowiedzUsuń
  7. piekne zdjecia i sliczna hesia!
    ale miala dziewczynka wakacje :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Też bym Tigera wzięła za spacer, ale "boidupa" jestem, jak myślę, że wyślizgnąłby mi się z szelek (chociaż grzecznie od małego w nich po lecznicy niby śmiga), albo jakby psisko podbiegło... dostaje zawału. W sumie też szelek nie moge dobrych znaleźć..
    Heśka ma takiego wytrzeszcza, że aż mi się śmiać chce:)
    Ludzie na wsi, to ludzie na wsi.. dla nich wszystko co miastowe jest "dziwne", chociaż w sumie wychodzenie z kotem i w miastach jeszcze do rzadkości należy.

    OdpowiedzUsuń
  9. No tak, przecież kot na smyczy to dziwactwo dla cebulaków :o
    Super fotki <3

    OdpowiedzUsuń
  10. Cunde zdjęcia. Oczy Hesi czarują :)
    Też myślałam nad wzięciem Dyzia na wakacje, razem z psem, ale nie wiem na ile by się cieszył, a na ile męczył. Może coś z tego wyjdzie, tylko musimy kupić lepsze szelki.
    A ludzie tacy już są, nic nie poradzisz. U mnie kiedyś jak mieszkałam na "zadupiu" mojego miasta dziwili się, że wyprowadzam na spacer podwórkowe psy, którymi wówczas się opiekowałam. Teraz często ludzie dziwią się po co mam kundla, bo każdy w okolicy ma rasowego, no cóż :')

    OdpowiedzUsuń
  11. Denerwuje mnie to gadanie ,że kot na sznurku. Ja z Lili wychodzę ale może dlatego że mieszkam na wsi i prowadzam ją po podwórku. Pozdrawiamy :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Ach z tymi ludźmi... Irytuję mnie to ich mądre, dla nich śmieszne gadanie...
    Hesia cudownie wygląda wśród zieleni, taki żbik :D
    Pozdrawiamy!
    http://codziennebeagle.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  13. Nie trawię takich ludzi. Niech się zajmą sobą, a nie wtrącają nos w nie swoje sprawy.
    Super wyprawa. Dobrze, że poświęciłaś się dla Hesi i zabrałaś ją w ciekawe miejsce. :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Nie ma co sie tym przejmować tylko ignorować takich ludzi. Pewnie lepsi nie są, tylko im tak się wydaje. Co do zdjęć - śliczne. Im więcej zieleni tym lepiej, na pewno dobrze to zapamięta! :) Hesia to piękna kotka, aż trochę zazdroszę, ale no cóż... mam też swoje piękności ;) Ściskam i pozdrawiam! <3

    OdpowiedzUsuń

Komentarze są wielką motywacją i potwierdzeniem tego, że nas czytacie, dlatego bardzo dziękuję za każde naskrobane słowo :)

Komentarz uznany za reklamę zostanie usunięty.