sobota, 26 września 2015

Instagram i inne nowości

To może zacznijmy od tego, co w tytule - założyłam profil na Instagramie (https://instagram.com/kociaste/). Istnieje już od tygodnia i niektórzy prawdopodobnie o nim wiedzą - pozostałych zapraszam do zerknięcia, a może nawet zostania na dłużej i zaobserwowania :).


Nie jestem przekonana do tego całego Instagrama, to dla mnie czarna magia, ale chcę spróbować. Profil założony głównie z myślą o tym, by publikować tam to, czego nie zamieszczę na blogu. Ma to być takie rozszerzenie naszego blogowego pamiętnika.


Skoro jesteśmy przy temacie zdjęć... przybył do nas nowy obiektyw. Efekty pierwszych prób mojej z nim współpracy (powinno być) widać powyżej i poniżej.


Zakup nieco uszczuplił moje oszczędności, a były też inne wydatki. W celu uzupełnienia zapasów suplementów dwukrotnie robiłam zakupy, oczywiście przy okazji do koszyka wpadły również jakieś drobiazgi. 


Suszona hemoglobina, mielone skorupki jaj, olej z łososia, a do zębów Orozyme.


Puszka Power of Nature z królika, bo króliczego mięsa kociaste nie próbowały jeszcze w żadnej postaci (a mieliśmy dwa rabaty do wykorzystania, więc czemu by nie wziąć...). Trzy smaki Almo Nature Labels, każdy po dwie saszetki 55g (gdyż tuńczyk i sola to też nie jest coś, co bure zwykły jadać na co dzień), a także nowa elegancka miska, prezent dla Fisia od mojej Mamy.


Pora na intensywne oszczędzanie. Koniec z przysmaczkami, zabawkami i puszkami w tysiącach smaków. Tylko żwirek, mięso i weterynarz. Mam nadzieję, że Fiśki będą zdrowe i to ostatnie nie stanie się istotnym wydatkiem. We wrześniu kociaste miały zostać zaszczepione, ale by odciążyć nieco budżet, odłożymy to na październik.


Zapomniałabym - właśnie czytacie posta numer 100. Cieszy mnie ta liczba, oby pomysłów na notki nie zabrakło i starczyło chęci na kolejnie sto i więcej postów :). Wpisów byłoby teraz więcej, ale te najbardziej bezsensowne dawno pousuwałam, czego ani trochę nie żałuję.


"Umyłabyś może te okna, jak my mamy przez to patrzeć."

"I trawa jakaś klapnięta, żądamy nowej, natychmiast!"
...
"No, od razu lepiej! W nagrodę możesz nas nakarmić."

sobota, 19 września 2015

Przetestowane: przysmaki dla kota Happet

Szukając czegoś z dość dobrym składem, ale jednocześnie za niską cenę, trafiłam na markę Happet. Spośród kilku rodzajów przysmaków dla psów i kotów wybrałam dwa - miękkie paseczki z kurczaka oraz sandwicze z kurczaka i dorsza.



Ilość: 100g
Cena: ok. 9zł (kupiłam za 8,95zł)
Skład (paski z kurczaka): 98% mięso z piersi kurczaka, 2% gliceryna
Skład (sandwicze z kurczakiem i dorszem): 60% mięso z kurczaka, 30% mięso z dorsza, 7% mąka pszenna, 3% gliceryna


Paseczki są lekkie, miękkie, łatwo je pokroić na mniejsze kawałki (co widać na zdjęciach), mają krótki skład. Konsystencją trochę przypominają żelki :). Wadą może być ich dziwny zapach, taki jakby to mięso było niedosuszone i źle przechowywane. Jednak zepsute w żadnym wypadku nie są, a koty pochłaniają je ze smakiem.

Ocena: 4/6


Sandwicze to twarde, suche kosteczki. Ciężko je połamać, dla kotów trochę niewygodne do jedzenia - duże i kanciaste jak na połykanie, a jednocześnie trudne do rozgryzienia. Skład nie powala, ale mnóstwem odpadów też po oczach nie razi. Futrzaki jedzą, jednak bez wielkiego entuzjazmu, nic ciekawego.

Ocena: 3/6


Oba rodzaje przysmaków zapakowane są w cienkie foliowe worki, niewygodne przy otwieraniu i przechowywaniu, u nas się porwały.
Trudno je dostać, są dostępne w niewielu sklepach internetowych. (Trafiłam na nie w Animalii, przy okazji innych zakupów).

Smakołyki Happet to dobre rozwiązanie, gdy zależy nam na przystępnej cenie, dość dużym opakowaniu i jednocześnie przyzwoitym składzie wolnym od roślinnych śmieci. Mimo wszystko nie zachwyciły ani kotów ani mnie, w przeciwieństwie do np. paseczków z Tigerii, opisanych byle jak tutaj.



sobota, 12 września 2015

Wspomnienie lata

Post bez większego sensu, ale i takie są czasem potrzebne. Co prawda za upałami nie tęsknię, lecz co szkodzi je powspominać? Uzbierało się trochę zdjęć i to głównie one są treścią tego wpisu. Lato dobiegło końca, w związku z czym widoki umieszczone poniżej teraz ciężko wyłapać na żywo. Porozciągane zdechlaki zmieniają swą formę na wersję zimową - zwinięte kłębuszki.


Smażonych na słońcu placków też już się nie uświadczy - formują się w kocie bochenki chleba. A jeszcze kilka tygodni temu tak to wyglądało:


W ciągu dnia kotów prawie nie było - leżały. Obecnie więcej szaleją, zwłaszcza Fiś. Tak się składa, że w burym duecie to Fiś jest bardziej aktywny. Hesia preferuje wylegiwanie się na poduszkach, jak na królewnę przystało. Ale jak już zdecyduje się na harce, to sieje zniszczenie :).


Kot o długości i szerokości sznurówki bardzo wczuł się w rolę letniego zdechlaczka.


Tymczasem Hesia grubo wyszła, ale tylko wyszła. Stabilne 4kg i kot idealny, choć gdzieniegdzie krągły ;).


Felin docenił chłód mokrego ręcznika.


Miski z wodą były zawsze pełne i znikało z nich sporo wody. A tak wyglądał fisiowy relaks.


Na koniec najlepsze. Największą (o ile nie jedyną) zaletą diablątka jest urok osobisty. Zawsze potrafi wprawić mnie w dobry nastrój swoimi dziwactwami.






Życzymy wszystkim miłego wczesnojesiennego weekendu!

sobota, 5 września 2015

Uczenie kota sztuczek?

Przeglądając czeluście internetu, natrafiłam na pewne "złote myśli" dotyczące uczenia kotów sztuczek. Nie mogę się zdecydować, czy powinnam się śmiać czy płakać :).
  • "Tresowany kot przestaje być prawdziwym kotem."
  • "Oszalałaś? Ta, na pewno kot ci poda łapę jak mu to powiesz. Kot nie jest psem. Nie da się go nauczyć sztuczek. Koty się bardzo trudno tresuje, są uparte."
  • "Kotki lepiej nie męczyć sztuczkami." "To prawda żeby kota nie męczyć sztuczkami."
  • "O tak - koty są indywidualistami i nigdy żadnego nie wytresujesz." 
  • "Hmm no nie ma sensu bo kota sztuczek nie nauczysz bo one chodzą własnymi drogami." 
  • "Koty to indywidualiści koty to nie psy i nie przepadają za sztuczkami kup psa, to poszpanujesz przed znajomymi. Ale kota nie męcz bo i tak nic z tego nie wyjdzie."
  • "Koty to raczej oporne mózgi mają więc chyba się nie da psy to owszem, ale koty nie."
  • "Koty nie były niegdyś zwierzętami domowymi, we krwi mają, że chodzą własnymi ścieżkami i uwierz NIE nauczysz kota żadnych sztuczek, koty na takie komendy nie reagują... Nie masz na to najmniejszych szans."

Z tych wypowiedzi wynika, że sztuczki to dla kota niewyobrażalne męczarnie, upokorzenie i zmienianie jego prawdziwej natury. Ale właściwie nie ma co się przejmować złem, jakie w nich tkwi - przecież kot i tak się niczego nie nauczy, bo nie jest psem, tylko indywidualistą chodzącym własnymi ścieżkami!

A tak poważnie - kot i sztuczki to nie takie złe połączenie. Owszem, praca z kotem do łatwych nie należy, potrzeba dużo cierpliwości i dobrych chęci, ale nie jest to coś niewykonalnego. Najgorzej zmotywować kota do działania, ale jeśli się uda, to będziemy zadowoleni z efektów. I krzywda mu się nie stanie - jeśli nie zechce czegoś zrobić, to tego nie zrobi, proste. Ważne, by nie używać siły, bo to na pewno nie przyniesie efektów, ani nie przedłużać w nieskończoność "sesji treningowych" - kilka minut wystarczy. Taka nauka to zawsze jakaś forma spędzania czasu z pupilem, do tego motywuje kota do ruszenia móżdżkiem :).

Nie jestem fanką kocich sztuczek i doskonale rozumiem osoby, które nie widzą sensu w marnowaniu czasu na takie głupotki, zwłaszcza, kiedy ich koty nie są chętne do współpracy. Jednak irytują mnie stwierdzenia, że kot jest za głupi i się nie da. Może i niczego spektakularnego z nim nie osiągnę (choć są tacy, co potrafią nauczyć kota naprawdę wiele), ale kilka prostych czynności, tak dla zabawy - jak najbardziej. I taki "naumiany" kot nadal pozostanie prawdziwym kotem, wybrzydzającym przy jedzeniu i zwracającym kłaczki, nie ma obawy.

Poniżej dowód - filmik z buraskami. Jestem tragicznym trenerem, Felinowi się nic nie chce, a Hesia to Hesia. Nie nauczyłam ich niczego niezwykłego - wszystko proste i niedopracowane. Mimo tego i tak jestem z nich dumna. Da się? Da się.



Przepraszam za chaos, nie wiedziałam, jak to nagrać. Felin wygląda jak nieprzytomny - czyli normalnie ;). Czasem skacze na tę wysokość co Hesia, ale mu się rzadko chce.

A Wy, jakie macie zdanie na temat "tresowania" kotów? Próbowaliście tego z Waszymi sierściuchami?