sobota, 31 października 2015

Kocie zajęcia jesienną porą

Kociaste spędzają czas na różnorodne sposoby.

Układają puzzle.


Mój wielki powrót po latach do układania puzzli potrwał pięć minut, podczas których nie robiłam nic innego poza wyciąganiem elementów układanki z dwóch natrętnych kocich pyszczków. Drugie podejście, kiedy potworki poszły spać, skończyło się jeszcze szybciej. Co z tego, że puzzle niby nie trudne - 600 z Kubusiem Puchatkiem :D - kiedy okazało się, że moja cierpliwość do takich zajęć jednak już nie istnieje.


Obserwują okolicę przez okna.


Podziwiają swe szlachetne odbicia w szybie.


Wylegują się na podusiach.


(Więcej podusiowej Hesi).




(Pora na Fisia).


Pielęgnują łapki.




Czytają książki.


(Heś leżąca obok mnie - toć to niemożliwe).

Grają w kocie gry.


A raczej próbowały grać w "Paw me" i zbyt wiele z tego nie wyszło. Fiś się na kilka minut zainteresował, położył z nosem w telefonie i obserwował ruszającego się cosia. Z Hesią robiliśmy dwa podejścia i za każdym razem po przelotnym zerknięciu całkiem sprawę olała.


Formują ciałka w puchate kółka (raczej Hesia, Fiś woli bochenki).



Wyjeżdżają na wycieczki.


Wycieczka przymusowa, do weterynarza na szczepienie. Miałam dość uginania się od ciężaru dziewięciokilogramowego transportera i zastanawiania, czy kontenerek wytrzyma obciążenie. Hesiek pojechała więc w szelkach i była bardzo dzielną i grzeczną dziewczynką :). Troszkę drżała, nie szarpała się, najchętniej siedziałaby (na Fisiu) na transporterze i wyglądała przez okno, ale musiała się zadowolić moimi kolanami. Na miejscu cały czas trzymałam ją na rękach i nie zamierzała się stamtąd ruszać. Dziwne uczucie, Hesia wtulona zamiast wyrywająca się, nigdy wcześniej jej tak długo nie dotykałam :) Co ten stres robi z kotem... :)

Do szczepień jestem dość sceptycznie nastawiona. Po przejściach z Felasiem nie wyobrażam sobie kota nie szczepić, ale nie zamierzam praktykować tego zbyt często. Prędzej niż za trzy lata na pewno tego nie powtórzymy.

Wracając do kocich zajęć: najlepsze ze wszystkich jest po prostu leżakowanie w ciepełku.


Te koty to bardzo pracowite istoty są!


sobota, 24 października 2015

Przeciwieństwa się przyciągają

Może i kociaste są do siebie podobne z wyglądu, ale z charakterami sprawa ma się zupełnie inaczej.


Felin jest bardzo wrażliwy i lękliwy, prawie zawsze spięty. Hesia niczym się nie przejmuje i żadne byle co jej nie przestraszy. Chociażby kiedy Fiś na dźwięk dzwonka do drzwi robi wielkie oczy i kuli się przy ziemi, Heś kontynuuje drzemkę i nie raczy nawet otworzyć oka.
Obce osoby Fiś traktuje nieufnie, ale z zainteresowaniem wącha ich rzeczy, trzymając się na dystans. Heśka gości całkowicie ignoruje i zajmuje się sobą.

Do każdej nowości Heś podchodzi śmiało i z ogromną ciekawością. Nie waha się potrącać rzecz łapką albo na nią wskoczyć. Felin najpierw obserwuje z daleka, by upewnić się, że tocoś nie jest straszne i  długo przymierza się do skoku. Jest ostrożny nawet wobec liścia znalezionego w starej książce.

I Fisiek ciągle wystawia ozorek <3

Felin to gaduła i bełkot, lubi sobie na mnie poburczeć, zwłaszcza w porze posiłku. Doskonale rozróżnia godziny karmienia i o konieczności napełnienia miski przypomina, wydając wybitnie irytujące dźwięki.
Hesia czasem pomiaukoli przed śniadaniem albo "porozmawia" ze swoim ulubionym domownikiem, którym zdecydowanie nie jestem ja:). Przez większość czasu jest cichutka, nie zależy jej na ludzkiej uwadze. Kiedy czegoś chce, zamiast felasiowej opcji "darcie ryja na cały regulator" wybiera "jestem uroczą mruczącą królewną, mruczę, więc zrób to, daj to".


Fiśka wszystko rozprasza, bo jest straszne i trzeba się bać. Mocny sen w trakcie dnia to u niego rzadkość, a jeść często chce na osobności, pod łóżkiem lub w zamkniętym pokoju. Hesia może spać zawsze i wszędzie, w najbardziej rozluźnionych pozycjach. Każde warunki są dobre na jedzenie, oczywiście jeżeli akurat nie najdzie jej na kocie wybrzydzanie.


Kiedy Felin się czymś bawi, co chwilę zerka z niepokojem, czy Hesia nie nadchodzi odebrać mu zabawki. Jest zafiksowany na tym punkcie do tego stopnia, że najczęściej wcale nie zajmuje się zabawą, tylko nasłuchuje, czy Dzidzia się nie zbliża. Kiedy ona skupia się na polowaniu, jest w to zaangażowana niczym rozbrykany kociak i nic innego jej nie interesuje.

Odepchnięcie Felina od miski to dla Heśki drobnostka. Fiś będzie się tylko bezradnie na nią patrzył i pokornie zadowoli się wylizaniem resztek po hesinym posiłku. Tu warto wspomnieć, że Królewna misek nie wylizuje (chyba, że mowa o jakichś pysznościach), to poniżej jej godności ;).


Heś wydaje się sprytniejsza, wszędzie się dostanie, ale nie radzi sobie z otwieraniem przymkniętych drzwi, w przeciwieństwie do Felasia. Albo wcale nie chce sobie radzić, kiedy może wysłużyć się Fisiem :). Tylko czasami przez to godzinami tkwi uwięziona w przedpokoju.


Za każdym skorzystaniem z kuwety Hesia kopie, kopie i kopie, w górę i w dal. Połowa żwirku ląduje poza swoim miejscem przeznaczenia, a co miało być zakopane, i tak leży na widoku.
Felin oczywiście grzebie w kuwecie flegmatycznie i skrupulatnie.


Królewna żebrze o jedzenie, niemal wchodząc do talerza i pacając łapką to, co chce sobie przywłaszczyć. Ona nie prosi, ona żąda. Felin umiejscawia się możliwie jak najbliżej i tylko patrzy, stosując najbardziej rozbrajające ze swoich min.


Tylko Hesia ociera się o nogi i tylko Fisiek udeptuje.

Heś preferuje wysokie półki i otwarte przestrzenie, Felin chowa się przy ziemi, po kątach, pod meblami.

Fiś ma w sobie o wiele większe pokłady czułości i chęci kontaktu z człowiekiem, Hesia również potrafi być przyjazna, ale w mniejszym zakresie i dużo trudniej do niej dotrzeć. On zawsze jest gdzieś obok mnie (pisząc to, mam go na drukarce na wyciągnięcie ręki), ona zazwyczaj się izoluje (teraz siedzi w kuchni pod krzesłem).

Beztroska, wyluzowana, pewna siebie i zadowolona z życia Dzidzia <3

Hesia ma silny charakter i rządzi tym naszym delikatnym Felasiem, ale kociaste żyją w całkowitej zgodzie, Fiś nie jest przez Królewnę sterroryzowany. Odgrywa się na niej w zabawach, jego masa robi swoje :).

sobota, 10 października 2015

Zimno, nie ma weny

Bardzo chciałam coś napisać, ale kiepsko u mnie z samopoczuciem i pisanie nie wychodzi, więc zostawiam Was z Fisiami.


Felin ostatnio dzieli czas na tulenie się do mnie i bieganie po domu. Teraz mruczy mi na kolanach, a rano przez kilka godzin nie mógł usiedzieć w miejscu, bawił się sam i zaczepiał Hesię, która prawie ugryzła go w oko, bo wolała spać i leżeć. Ach te koty...




Królewna Hesia od tego zimna dziwaczeje i nawet okazuje przychylność domownikom. W stosunku do mnie jednak zachowuje swój zwyczajny dystans, my to się chyba nigdy nie dogadamy :). 




Mam nadzieję, że nie marzniecie, ja nie czuję rąk i muszę ogrzewać się Fisiem :).

sobota, 3 października 2015

BARFne kontrowersje, fakty i mity

BARF to coraz popularniejszy sposób żywienia, pokusiłabym się nawet o stwierdzenie, że staje się modny. Jednocześnie to nadal coś niszowego i nieznanego, często błędnie pojmowanego, w związku z czym nie brakuje sceptyków i przeciwników. Wiele osób ma wątpliwości wobec surowej diety, bo BARF zmienia sposób myślenia i obala to, co jest uznane za powszechnie przyjęte fakty. Może być ciężko się przełamać i postąpić odwrotnie, niż wszędzie mówią i piszą. Bo niby dlaczego to nie większość ma rację, tylko te radykalne świry od surowizny?

Na zdjęciu kacza szyja, zmiażdżona i pożarta bez problemu.
Nie mnie stwierdzać, co naprawdę jest słuszne, a co nie. Nie zamierzam narzucać nikomu swoich poglądów. Chcę jedynie przedstawić pewne kwestie z barferskiego punktu widzenia. Wyrabiajcie sobie własne zdania, posługując się rozsądkiem. Ja tu tylko dotknę tematu w uproszczony sposób, po wszelkie dokładniejsze opracowania odsyłam do BARFnego Świata, prawdziwej skarbnicy wiedzy. 


Mięso może zawierać groźne pasożyty i bakterie, dlatego musi zostać przemrożone i sparzone, a najlepiej ugotowane przed podaniem.
Nikt rozsądny nie kupuje podejrzanej, nieświeżej padliny z niepewnego źródła, zamiast tego wybiera się produkty przeznaczone do spożycia przez ludzi, paskudztw tam nie ma. Trzeba zwracać uwagę na to, co się kupuje, unikać mięs o dziwnym zapachu i wyglądzie. Na początku zdobywaniu składników towarzyszy zagubienie. Nie wiadomo, jak się za to zabrać i gdzie się zaopatrywać, ale po pewnym czasie już się wie, które sklepy mają najlepsze oferty i nie zawodzą trefnym towarem.
Zawsze jest ryzyko, że mięso zaszkodzi, ale kiedy kupujemy jakiś produkt spożywczy dla siebie, też możemy się nim struć. Prawdopodobieństwo niewielkie, a jeśli ma się pecha, to ma się pecha i żadnego nań wpływu. Podaję kotom surowiznę od prawie dwóch lat, kupuję w różnych miejscach (także marketach), często nie mrożę i nie płuczę go przed podaniem (choć to ostatnie dobrze na wszelki wpadek robić), a nigdy nikomu nie zaszkodziło. Nie przejmuje mnie grozą możliwość, że w mięsie będą pasożyty, antybiotyki, albo sprzedawca odświeży stary ochłap płynem do mycia naczyń i sprzeda jako nową dostawę. Dużo bardziej boję się, że puszka kociej karmy okaże się zepsuta i poważnie zatruje mi koty, albo przez jedzenie suchej karmy będą za mało piły i pojawią się problemy urologiczne.


Niskie pH kwasów żołądkowych zdrowego kota jest w stanie poradzić sobie z większością bakterii, nawet słynną salmonellą (co nie znaczy, że zachorowanie na coś jest niemożliwe). Barfujące koty cieszą się lepszą odpornością i trawieniem również dzięki temu, że mają kontakt z różnymi drobnoustrojami. Nie od dziś wiadomo, że sterylne warunki wcale nie są takie dobre do życia.
Zagrożeniem bardzo mało prawdopodobnym, ale realnym, jest wirus choroby Aujeszky'ego, który może znajdować się w wieprzowinie, głównie jej podrobach. Zdania na temat tego, czy wieprzowina rzeczywiście nadal jest niebezpieczna są podzielone, ale większość barferów unika tego rodzaju mięsa, co całkiem redukuje ryzyko.
Gotowanie nie ma więc sensu, zwłaszcza, że powoduje utratę wielu cennych składników odżywczych. Drapieżnik swojej ofiary do garnka nie wrzuca, jest przystosowany do spożywania jej na surowo.
Mięso w BARFie mrozimy, ale nie dlatego, że boimy się robaków i bakterii (których mrożenie w zwykłej zamrażarce i tak nie wybije, a jedynie powstrzyma ich namnażanie), tylko po prostu musimy jakoś przechowywać duże ilości mieszanki, chroniąc ją przed zepsuciem. Jeśli kogoś mrożenie uspokaja, to ma je zapewnione przy okazji. Zazwyczaj koty uważają przemrożone mięso za bardziej smakowite.


Duża ilość mięsa to duża ilość białka, a w nadmiarze jest ono szkodliwe dla nerek.
To prawda, że nadmiar białka nie jest dobry, a w typowo mięsnej diecie tego składnika nie brakuje. Jednak zapotrzebowanie mięsożercy na białko jest wysokie, powinno ono stanowić do ok. 60% składu pożywienia. I bardzo tego w barfie pilnujemy! A dokładnie to nawet nie tych procentów (chociaż obowiązuje zasada, że mięso ma być tłuste i chude filety się do barfa za bardzo nie nadają), a dziennej ilości białka przyjmowanej na kilogram masy ciała kota. Optymalna ilość to 5g/kg.m.c. Dbałość o nerki to priorytet, co więcej, wielu nerkowym kotom barf bardzo pomógł ustabilizować stan zdrowia.


Kot potrzebuje odpowiednio zbilansowanej diety, co zapewnić może tylko komercyjna karma opracowana przez specjalistów.
Jeśli ktoś opacznie zrozumie ideę BARFa i podejmie się go bez zdobycia podstawowej wiedzy o bilansowaniu mieszanek, może kotu poważnie zaszkodzić. Dlatego nic dziwnego, że gotowe karmy sprawiają wrażenie bezpieczniejszych. Ale my też bazujemy na badaniach specjalistów (tylko pewnie nieco innych niż producenci karmy...). Po to mamy kalkulatory barfowe, wyliczające ilości składników nawet co do miligrama. Operujemy substancjami, które w nadmiarze mogą poważnie naszym pupilom zaszkodzić, dlatego starannie przykładamy się do komponowania posiłków. Pilnujemy stosunku wapnia do fosforu, sodu do potasu dokładniej niż niejedna karma. (Każda karma jest inna i inaczej zbilansowana, nie zawsze odpowiednio. Producent zawsze będzie twierdził, że jego produkt jest najlepszy i dużo zdrowszy od tego niebezpiecznego mięsa, z tego ma przecież zysk).
Układanie przepisów wydaje się skomplikowane tylko na początku, da się to opanować.


Skoro BARF ma być naturalny, to skąd tyle dziwacznych suplementów, których koty na pewno nie jadałyby na wolności?
Otóż te suplementy są naturalne. Unikamy sztucznie uzyskanych preparatów, kupujemy taurynę bez antyzbrylaczy, nie bierzemy pierwszej lepszej syntetycznej witaminy E. Sproszkowane skorupki jaj, algi morskie, suszona krew, tran z wątroby dorsza, czy to są sztuczne składniki? Jeśli ktoś wybiera uproszczoną wersję BARF z nie tak naturalnymi TC Premixem lub Felini Complete to jego sprawa i nie żaden wielki błąd. Suplementy są konieczne, jeśli chcemy mówić o prawdziwym, zdrowym BARFie. Kot naturalnie nie żywiłby się chudą polędwicą, tylko pożarłby mysz. Nie jedynie jej mięso, ale też kości, krew i resztę wnętrzności, czyli coś z zupełnie innym składem. My mamy za zadanie odtworzyć skład całej myszy w jak najzdrowszy i najbardziej przyswajalny sposób, a używamy do tego właśnie tych tak zwanych suplementów. To one są kluczem do prawidłowego zbilansowania mieszanki. W karmach też używa się takich dodatków, a nawet dużo gorszych, bo sztucznych, słabiej przyswajalnych.


Wszyscy weterynarze odradzają BARF, więc musi być z nim coś nie tak.
Odradzają go ci, którzy nie wiedzą o nim zbyt wiele albo nic, lub tacy, którym opłaca się polecać pacjentom karmę konkretnego producenta (wciskanie Hillsa albo RC jako Jedynej Słusznej Karmy to powszechne zjawisko). Z doświadczeń barferów wynika, że coraz więcej weterynarzy popiera lub przynajmniej nie odradza BARFa, więc to nie tak, że jest stuprocentowo zły z tego punktu widzenia. Zresztą, to australijski lekarz weterynarii, Ian Billinghurst, opracował biologicznie odpowiednią dietę.


Koty potrzebują węglowodanów/domowe koty przystosowały się do innej diety niż ich przodkowie i mają inne potrzeby żywieniowe.
Gotowe karmy istnieją stosunkowo krótko, a jeszcze krócej są w powszechnej sprzedaży. To za mało czasu, by organizm w pełni przystosował się do przetworzonych, pełnych węglowodanów suchych kulek. Ewolucja to bardzo długotrwały proces. Co robią koty wolnożyjące i wychodzące? Polują i wcale im to nie szkodzi. Nie zbierają kukurydzy na polu - zabijają ptaki i gryzonie. To samo robiły dawniej. Mają szczęki drapieżnika, krótki układ pokarmowy, brakuje im odpowiednich enzymów do trawienia węglowodanów. W żołądkach ich ofiar są rośliny (nie tylko zboża, zwierzaki mają całkiem urozmaicone diety), ale treść pokarmowa stanowi niewielki procent całego ciała, jest już częściowo strawiona, a ponadto koty często zostawiają żołądki niezjedzone. Zatem węglowodanów w ich diecie wystarcza nie więcej niż 5-8% (karmy mają ich czasem 50%!), służą głównie jako balast ułatwiający wydalanie. Wiele kotów (w tym moje) doskonale sobie radzi, nie mając w swojej diecie ani grama roślinnego wypełniacza. Za to nadmiar węglowodanów jest częstą przyczyną otyłości, cukrzycy i wielu innych schorzeń. Koty to nie wszystkożercy, tylko bezwzględni mięsożercy. Niewielka ilość gotowanych warzyw nie zaszkodzi, ale kasza, makaron, ziemniaki to nie jest odpowiednie jedzenie dla kota.


W BARFie używa się kości, a całe kości są niebezpieczne i zawierają zbyt dużo fosforu.
Ideą BARF jest jak najbliższe odtworzenie całej kociej ofiary, w tym kości. Trzeba uważać na ich nadmiar, ale przy zachowaniu odpowiedniej ilości stanowią wartościowy element diety, zawierający potrzebny kotu wapń. Kot powinien sobie poradzić z mniejszymi kośćmi, na surowo nie stanowią one zagrożenia, ale podawanie ich nie jest konieczne! Jeśli dysponujemy dobrą maszynką, możemy je mielić, ale równie dobrze można się bez nich obyć - zastąpić je mączką kostną albo całkiem zmniejszyć podaż fosforu i stosować tylko suplement wapnia (np. mączkę ze skorupek jaj).


Nie powinno się podawać jajek na surowo, ze względu na salmonellę i szkodliwość białka.
Na forum jest cały temat o tym, że jajka są zdrowe, a surowe białko w rozsądnych ilościach krzywdy nie zrobi i też jest wartościowe. Do mieszanek i tak nie używa się białek, a jedynie bogatych w składniki odżywcze żółtek. Średnio zużywamy jedno żółtko na kilogram mięsa (u nas białka się zostawia i robi z nich keks:). Więcej w żółtku dobrego niż niebezpiecznego, zdecydowanie więcej.


Surowe mięso sprzyja nagromadzaniu się kamienia nazębnego, kot potrzebuje suchej karmy, by dzięki niej ścierać osad.
Bo bakterie? Właśnie dzięki temu, że mięso jest jakie jest, w jamie ustnej wytwarza się odpowiednie pH niesprzyjające odkładaniu się kamienia nazębnego. Uzębienie kota nie jest przystosowane do gryzienia chrupek, tylko do mięsa. To je powinien gryźć, by czyścić swoje zęby. Suchą karmę koty zazwyczaj łykają w całości albo miażdżą, po czym zostają resztki sprzyjające nawarstwianiu się osadu. Oczywiście wiele kotów mimo BARFa ma problemy z zębami, ale na chrupkach pewnie miałyby się jeszcze gorzej. Mi za dowód wystarcza mój Fisiek - po przejściu na mięso stan jego paszczy uległ naprawdę znacznej poprawie. I zęby nadal są piękne, chociaż suchej karmy prawie nie widują.


Na BARFie trzeba podawać kotom całe tuszki martwych zwierząt, a to dla wielu osób zbyt drastyczne i trudne do wykonania.
Piszę o tym dlatego, że gdzieś spotkałam się z takim argumentem - że trzeba kotu podawać mrożone myszy, ktoś nie chce tego robić i tylko dlatego nie przejdzie na biologicznie odpowiednią dietę. A tu nic nie trzeba - podawanie całych tuszek to już nie BARF, a Whole Prey Model, coś innego. Może zastąpić barfowe mieszanki albo być ich urozmaiceniem, ale absolutnie nie jest to obowiązkowy element barfnego jadłospisu.


Od surowego mięsa kot staje się agresywny.
I na koniec dodatkowo ta głupota. Myślałam, że mit tyczy się jedynie psów, ale ktoś gdzieś wyskoczył z tym do mnie odnośnie kotów... czy ktokolwiek dysponuje jakimikolwiek dowodami naukowymi i żywymi przykładami potwierdzającymi tę tezę? Nie sądzę. Czy czyjkolwiek wychodzący polujący kot stał się agresywny w momencie, kiedy zaczął sam się dożywiać? Też nie sądzę. Bzdury, które nie wiadomo skąd się wzięły. Mnóstwo kotów, nie tylko barfujących, dostaje od czasu do czasu surowe skrawki i nie są przez to zagrożeniem dla ludzi.


To takie najważniejsze kwestie warte wyjaśnienia (mam nadzieje, że niczego nie pomyliłam i nie popełniłam jakiejś głupoty). Barferzy zdecydowanie zbyt często słyszą "zabijesz tym mięsem swojego psa/kota!", a nasze zwierzaki naprawdę świetnie się miewają...


A jakie jest Wasze zdanie, nie zgadzacie się z którymś podpunktem? Jakie wrażenie wywierają na Was zwolennicy barfowania (z kotem, psem, fretką, bez różnicy), sami do nich należycie, a może wprost przeciwnie?

Zdjęcia są efektem wczorajszego przyrządzania mieszanki :). Mój kręgosłup serdecznie pozdrawia.