sobota, 3 października 2015

BARFne kontrowersje, fakty i mity

BARF to coraz popularniejszy sposób żywienia, pokusiłabym się nawet o stwierdzenie, że staje się modny. Jednocześnie to nadal coś niszowego i nieznanego, często błędnie pojmowanego, w związku z czym nie brakuje sceptyków i przeciwników. Wiele osób ma wątpliwości wobec surowej diety, bo BARF zmienia sposób myślenia i obala to, co jest uznane za powszechnie przyjęte fakty. Może być ciężko się przełamać i postąpić odwrotnie, niż wszędzie mówią i piszą. Bo niby dlaczego to nie większość ma rację, tylko te radykalne świry od surowizny?

Na zdjęciu kacza szyja, zmiażdżona i pożarta bez problemu.
Nie mnie stwierdzać, co naprawdę jest słuszne, a co nie. Nie zamierzam narzucać nikomu swoich poglądów. Chcę jedynie przedstawić pewne kwestie z barferskiego punktu widzenia. Wyrabiajcie sobie własne zdania, posługując się rozsądkiem. Ja tu tylko dotknę tematu w uproszczony sposób, po wszelkie dokładniejsze opracowania odsyłam do BARFnego Świata, prawdziwej skarbnicy wiedzy. 


Mięso może zawierać groźne pasożyty i bakterie, dlatego musi zostać przemrożone i sparzone, a najlepiej ugotowane przed podaniem.
Nikt rozsądny nie kupuje podejrzanej, nieświeżej padliny z niepewnego źródła, zamiast tego wybiera się produkty przeznaczone do spożycia przez ludzi, paskudztw tam nie ma. Trzeba zwracać uwagę na to, co się kupuje, unikać mięs o dziwnym zapachu i wyglądzie. Na początku zdobywaniu składników towarzyszy zagubienie. Nie wiadomo, jak się za to zabrać i gdzie się zaopatrywać, ale po pewnym czasie już się wie, które sklepy mają najlepsze oferty i nie zawodzą trefnym towarem.
Zawsze jest ryzyko, że mięso zaszkodzi, ale kiedy kupujemy jakiś produkt spożywczy dla siebie, też możemy się nim struć. Prawdopodobieństwo niewielkie, a jeśli ma się pecha, to ma się pecha i żadnego nań wpływu. Podaję kotom surowiznę od prawie dwóch lat, kupuję w różnych miejscach (także marketach), często nie mrożę i nie płuczę go przed podaniem (choć to ostatnie dobrze na wszelki wpadek robić), a nigdy nikomu nie zaszkodziło. Nie przejmuje mnie grozą możliwość, że w mięsie będą pasożyty, antybiotyki, albo sprzedawca odświeży stary ochłap płynem do mycia naczyń i sprzeda jako nową dostawę. Dużo bardziej boję się, że puszka kociej karmy okaże się zepsuta i poważnie zatruje mi koty, albo przez jedzenie suchej karmy będą za mało piły i pojawią się problemy urologiczne.


Niskie pH kwasów żołądkowych zdrowego kota jest w stanie poradzić sobie z większością bakterii, nawet słynną salmonellą (co nie znaczy, że zachorowanie na coś jest niemożliwe). Barfujące koty cieszą się lepszą odpornością i trawieniem również dzięki temu, że mają kontakt z różnymi drobnoustrojami. Nie od dziś wiadomo, że sterylne warunki wcale nie są takie dobre do życia.
Zagrożeniem bardzo mało prawdopodobnym, ale realnym, jest wirus choroby Aujeszky'ego, który może znajdować się w wieprzowinie, głównie jej podrobach. Zdania na temat tego, czy wieprzowina rzeczywiście nadal jest niebezpieczna są podzielone, ale większość barferów unika tego rodzaju mięsa, co całkiem redukuje ryzyko.
Gotowanie nie ma więc sensu, zwłaszcza, że powoduje utratę wielu cennych składników odżywczych. Drapieżnik swojej ofiary do garnka nie wrzuca, jest przystosowany do spożywania jej na surowo.
Mięso w BARFie mrozimy, ale nie dlatego, że boimy się robaków i bakterii (których mrożenie w zwykłej zamrażarce i tak nie wybije, a jedynie powstrzyma ich namnażanie), tylko po prostu musimy jakoś przechowywać duże ilości mieszanki, chroniąc ją przed zepsuciem. Jeśli kogoś mrożenie uspokaja, to ma je zapewnione przy okazji. Zazwyczaj koty uważają przemrożone mięso za bardziej smakowite.


Duża ilość mięsa to duża ilość białka, a w nadmiarze jest ono szkodliwe dla nerek.
To prawda, że nadmiar białka nie jest dobry, a w typowo mięsnej diecie tego składnika nie brakuje. Jednak zapotrzebowanie mięsożercy na białko jest wysokie, powinno ono stanowić do ok. 60% składu pożywienia. I bardzo tego w barfie pilnujemy! A dokładnie to nawet nie tych procentów (chociaż obowiązuje zasada, że mięso ma być tłuste i chude filety się do barfa za bardzo nie nadają), a dziennej ilości białka przyjmowanej na kilogram masy ciała kota. Optymalna ilość to 5g/kg.m.c. Dbałość o nerki to priorytet, co więcej, wielu nerkowym kotom barf bardzo pomógł ustabilizować stan zdrowia.


Kot potrzebuje odpowiednio zbilansowanej diety, co zapewnić może tylko komercyjna karma opracowana przez specjalistów.
Jeśli ktoś opacznie zrozumie ideę BARFa i podejmie się go bez zdobycia podstawowej wiedzy o bilansowaniu mieszanek, może kotu poważnie zaszkodzić. Dlatego nic dziwnego, że gotowe karmy sprawiają wrażenie bezpieczniejszych. Ale my też bazujemy na badaniach specjalistów (tylko pewnie nieco innych niż producenci karmy...). Po to mamy kalkulatory barfowe, wyliczające ilości składników nawet co do miligrama. Operujemy substancjami, które w nadmiarze mogą poważnie naszym pupilom zaszkodzić, dlatego starannie przykładamy się do komponowania posiłków. Pilnujemy stosunku wapnia do fosforu, sodu do potasu dokładniej niż niejedna karma. (Każda karma jest inna i inaczej zbilansowana, nie zawsze odpowiednio. Producent zawsze będzie twierdził, że jego produkt jest najlepszy i dużo zdrowszy od tego niebezpiecznego mięsa, z tego ma przecież zysk).
Układanie przepisów wydaje się skomplikowane tylko na początku, da się to opanować.


Skoro BARF ma być naturalny, to skąd tyle dziwacznych suplementów, których koty na pewno nie jadałyby na wolności?
Otóż te suplementy są naturalne. Unikamy sztucznie uzyskanych preparatów, kupujemy taurynę bez antyzbrylaczy, nie bierzemy pierwszej lepszej syntetycznej witaminy E. Sproszkowane skorupki jaj, algi morskie, suszona krew, tran z wątroby dorsza, czy to są sztuczne składniki? Jeśli ktoś wybiera uproszczoną wersję BARF z nie tak naturalnymi TC Premixem lub Felini Complete to jego sprawa i nie żaden wielki błąd. Suplementy są konieczne, jeśli chcemy mówić o prawdziwym, zdrowym BARFie. Kot naturalnie nie żywiłby się chudą polędwicą, tylko pożarłby mysz. Nie jedynie jej mięso, ale też kości, krew i resztę wnętrzności, czyli coś z zupełnie innym składem. My mamy za zadanie odtworzyć skład całej myszy w jak najzdrowszy i najbardziej przyswajalny sposób, a używamy do tego właśnie tych tak zwanych suplementów. To one są kluczem do prawidłowego zbilansowania mieszanki. W karmach też używa się takich dodatków, a nawet dużo gorszych, bo sztucznych, słabiej przyswajalnych.


Wszyscy weterynarze odradzają BARF, więc musi być z nim coś nie tak.
Odradzają go ci, którzy nie wiedzą o nim zbyt wiele albo nic, lub tacy, którym opłaca się polecać pacjentom karmę konkretnego producenta (wciskanie Hillsa albo RC jako Jedynej Słusznej Karmy to powszechne zjawisko). Z doświadczeń barferów wynika, że coraz więcej weterynarzy popiera lub przynajmniej nie odradza BARFa, więc to nie tak, że jest stuprocentowo zły z tego punktu widzenia. Zresztą, to australijski lekarz weterynarii, Ian Billinghurst, opracował biologicznie odpowiednią dietę.


Koty potrzebują węglowodanów/domowe koty przystosowały się do innej diety niż ich przodkowie i mają inne potrzeby żywieniowe.
Gotowe karmy istnieją stosunkowo krótko, a jeszcze krócej są w powszechnej sprzedaży. To za mało czasu, by organizm w pełni przystosował się do przetworzonych, pełnych węglowodanów suchych kulek. Ewolucja to bardzo długotrwały proces. Co robią koty wolnożyjące i wychodzące? Polują i wcale im to nie szkodzi. Nie zbierają kukurydzy na polu - zabijają ptaki i gryzonie. To samo robiły dawniej. Mają szczęki drapieżnika, krótki układ pokarmowy, brakuje im odpowiednich enzymów do trawienia węglowodanów. W żołądkach ich ofiar są rośliny (nie tylko zboża, zwierzaki mają całkiem urozmaicone diety), ale treść pokarmowa stanowi niewielki procent całego ciała, jest już częściowo strawiona, a ponadto koty często zostawiają żołądki niezjedzone. Zatem węglowodanów w ich diecie wystarcza nie więcej niż 5-8% (karmy mają ich czasem 50%!), służą głównie jako balast ułatwiający wydalanie. Wiele kotów (w tym moje) doskonale sobie radzi, nie mając w swojej diecie ani grama roślinnego wypełniacza. Za to nadmiar węglowodanów jest częstą przyczyną otyłości, cukrzycy i wielu innych schorzeń. Koty to nie wszystkożercy, tylko bezwzględni mięsożercy. Niewielka ilość gotowanych warzyw nie zaszkodzi, ale kasza, makaron, ziemniaki to nie jest odpowiednie jedzenie dla kota.


W BARFie używa się kości, a całe kości są niebezpieczne i zawierają zbyt dużo fosforu.
Ideą BARF jest jak najbliższe odtworzenie całej kociej ofiary, w tym kości. Trzeba uważać na ich nadmiar, ale przy zachowaniu odpowiedniej ilości stanowią wartościowy element diety, zawierający potrzebny kotu wapń. Kot powinien sobie poradzić z mniejszymi kośćmi, na surowo nie stanowią one zagrożenia, ale podawanie ich nie jest konieczne! Jeśli dysponujemy dobrą maszynką, możemy je mielić, ale równie dobrze można się bez nich obyć - zastąpić je mączką kostną albo całkiem zmniejszyć podaż fosforu i stosować tylko suplement wapnia (np. mączkę ze skorupek jaj).


Nie powinno się podawać jajek na surowo, ze względu na salmonellę i szkodliwość białka.
Na forum jest cały temat o tym, że jajka są zdrowe, a surowe białko w rozsądnych ilościach krzywdy nie zrobi i też jest wartościowe. Do mieszanek i tak nie używa się białek, a jedynie bogatych w składniki odżywcze żółtek. Średnio zużywamy jedno żółtko na kilogram mięsa (u nas białka się zostawia i robi z nich keks:). Więcej w żółtku dobrego niż niebezpiecznego, zdecydowanie więcej.


Surowe mięso sprzyja nagromadzaniu się kamienia nazębnego, kot potrzebuje suchej karmy, by dzięki niej ścierać osad.
Bo bakterie? Właśnie dzięki temu, że mięso jest jakie jest, w jamie ustnej wytwarza się odpowiednie pH niesprzyjające odkładaniu się kamienia nazębnego. Uzębienie kota nie jest przystosowane do gryzienia chrupek, tylko do mięsa. To je powinien gryźć, by czyścić swoje zęby. Suchą karmę koty zazwyczaj łykają w całości albo miażdżą, po czym zostają resztki sprzyjające nawarstwianiu się osadu. Oczywiście wiele kotów mimo BARFa ma problemy z zębami, ale na chrupkach pewnie miałyby się jeszcze gorzej. Mi za dowód wystarcza mój Fisiek - po przejściu na mięso stan jego paszczy uległ naprawdę znacznej poprawie. I zęby nadal są piękne, chociaż suchej karmy prawie nie widują.


Na BARFie trzeba podawać kotom całe tuszki martwych zwierząt, a to dla wielu osób zbyt drastyczne i trudne do wykonania.
Piszę o tym dlatego, że gdzieś spotkałam się z takim argumentem - że trzeba kotu podawać mrożone myszy, ktoś nie chce tego robić i tylko dlatego nie przejdzie na biologicznie odpowiednią dietę. A tu nic nie trzeba - podawanie całych tuszek to już nie BARF, a Whole Prey Model, coś innego. Może zastąpić barfowe mieszanki albo być ich urozmaiceniem, ale absolutnie nie jest to obowiązkowy element barfnego jadłospisu.


Od surowego mięsa kot staje się agresywny.
I na koniec dodatkowo ta głupota. Myślałam, że mit tyczy się jedynie psów, ale ktoś gdzieś wyskoczył z tym do mnie odnośnie kotów... czy ktokolwiek dysponuje jakimikolwiek dowodami naukowymi i żywymi przykładami potwierdzającymi tę tezę? Nie sądzę. Czy czyjkolwiek wychodzący polujący kot stał się agresywny w momencie, kiedy zaczął sam się dożywiać? Też nie sądzę. Bzdury, które nie wiadomo skąd się wzięły. Mnóstwo kotów, nie tylko barfujących, dostaje od czasu do czasu surowe skrawki i nie są przez to zagrożeniem dla ludzi.


To takie najważniejsze kwestie warte wyjaśnienia (mam nadzieje, że niczego nie pomyliłam i nie popełniłam jakiejś głupoty). Barferzy zdecydowanie zbyt często słyszą "zabijesz tym mięsem swojego psa/kota!", a nasze zwierzaki naprawdę świetnie się miewają...


A jakie jest Wasze zdanie, nie zgadzacie się z którymś podpunktem? Jakie wrażenie wywierają na Was zwolennicy barfowania (z kotem, psem, fretką, bez różnicy), sami do nich należycie, a może wprost przeciwnie?

Zdjęcia są efektem wczorajszego przyrządzania mieszanki :). Mój kręgosłup serdecznie pozdrawia.

10 komentarzy:

  1. Bardzo fajnie napisane. Barf to swietna
    dieta ;)

    apropo agresywnosci zwiazanej z jedzeniem - w pewnej ksiazce o tematyce behawioralnej czytalam, ze dieta moze powodowac agresje lub niewlasciwe zachowania, ale odnosilo sie to do tej nieodpowiednieh, zbozowej gdy zwierze nie dostaje potrzebnych mu skladnikow i odpowiedniwj ilosci miesa ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetnie to wszystko napisałaś, może to niektórym coś wyjaśni. Ja przeszłam na stronę BARFa, więc ze wszystkim się zgadzam :) Sama już raczej nie wyobrażam sobie powrotu do gotowych karm, ciągle tylko planuję ulepszanie mieszanek :3

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie barfuję, bo szczerze bym tylko mógł źle namieszać. Nie lubię karm komercyjnych, no ale wybieram bardzo dobrą składowo. Surowe czasem dostanie, ale życia tylko na tym sobie nie wyobrażam. Słyszałem o przypadkach gdzie psom zaczęły się łamać pazury bo nie przyjmował składników z surowizny (oczywiście to indywidualne i mam nadzieję że pojedyncze zdarzenia)

    OdpowiedzUsuń
  4. Post bardzo mi się podoba i wiele mi wytłumaczył. Chętnie bym przeszła na surowiznę bo rozumiem i zgadzam się z jej słusznością biologiczno ewolucyjną. Jednak przy trzech kotach, trybie życia mogłoby to być trudne. Jeszcze chyba nie dojrzałam do takiej zmiany. Co zrobić jak wybywa się na dwa dni? Ja zostawiam miski pełne suchej i gar wody oraz czyste pełne kuwety i wio. A tak? Inna kwestia, że nie mam za bardzo miejsca na zapasy mrożone... no i ile to wychodzi miesięcznie na jednego 5 kg kota?
    Na razie w teorii mnie to zachwyca ale w praktyce nieco przeraża.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wnikałam za bardzo, jak sobie ludzie radzą w czasie wyjazdów. Ktoś chyba zostawiał na wierzchu dużą ilość zamrożonej mieszanki, ona powoli rozmarzała, nie zepsuła się i koty jadły, ale w lecie to chyba za bardzo nie przejdzie. Inni w takich sytuacjach po prostu na chwilę wracają do suchej karmy i też jest dobrze.
      Pięciokilogramowy kot przeje w miesiąc niecałe cztery kilogramy mięsa, a koszt zależy od tego, co i gdzie się kupuje. Wiadomo, że np. udka z kurczaka będą dużo tańsze od filetów z kaczki. Niektórzy potrafią zdobywać dobre mięso za grosze, zwłaszcza w dużych miastach. Akurat mięso i podroby to nie najgorszy wydatek, trudniej się zmusić do wydania jednorazowo około 200zł na suplementy, a potem raz na kilka miesięcy dokupowania niektórych po kilkadziesiąt zł. Kosztu suplementacji nie podliczałam, ale mięso dla dwóch kotów (łącznie 8.7kg kota) na miesiąc wychodzi mi mniej niż 80zł, czyli w sumie nie tak dużo.

      Usuń
  5. Tutaj druga połowa kotomontazu, ostatnio niewidoczna-ja, Filobiola ;)
    Nie mogę się nie odezwać, gdyż z zagorzałej fanki Barfa stałam się sceptykiem. Już wyjaśniam, dlaczego.
    Mój starszy kocur jest na barfie odprawie dwóch lat, kotka od roku. Kocur nigdy nie miał dobrych wyników-podwyższona kreatynina i chlorki były stałym elementem wyników badań krwi. Zaczęłam panikować: mam kota nerkowego. Szybka akcja na barfnym, odpowiednia dieta m.in z bardzo dużą zawartością tłuszczu (2/3) i niską solą. Tak karmiłam sobie Filosia, ciesząc się, że kreatynina zwiększa się, ale już wolniej. Niedawno byłam na pierwszych badaniach profilaktycznych z moją kotką i...znów podwyższona kreatynina i chlorki! Zwątpiłam. Teoretycznie nie mogę już dać mniejszej ilości np. soli, a lekarz (popierający barfa) natychmiast kazał mi ją odstawić (co teoretycznie zdrowe nie jest). Tłustszych mieszanek robić też nie mogę, bo i tak zaczęły pojawiać się problemy jelitowe.

    Dochodzę do wniosku, że barf jest odpowiedni dla kotów wychodzących lub takich, które mają dużo ruchu. lub po prostu nie moich. Na razie ich nerki są w porządku, a i mocznik jest ok, ale wystraszyłam się, że w końcu zniszczę im nerki. Stoję na rozdrożu, jednak nie wiem, czy ufam na tyle osobom z barfnego i sobie samej, aby ryzykować dalej. Ostatecznie mnóstwo kotów jest na gotowym jedzeniu i mają się dobrze. Ja sama też nie jem wybitnie zdrowo.
    Z jednej strony to super dieta, a z drugiej należy do tematu podejść indywidualnie. Ja już nie jestem nią tak zaślepiona jak kiedyś, bo mimo różnych mieszanek i bilansowania, moje koty nigdy nie miały wyników w normie. Teraz (chyba) pokarmię pół roku gotowym i zobaczę co się stanie.

    To "chyba" pojawia się cały czas, bo jednak mam wyrzuty sumienia, że będę świadomie karmić ich "gorzej".

    Pozdrawiam
    Filobiola

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za zabranie głosu. Szkoda, że tak to wygląda u Twoich kotów, życzę im dużo zdrowia i takiego opracowania ich diety, byście wszyscy byli zadowoleni :)
      Też często mam wątpliwości, oczywiście, bez tego się nie obejdzie. Boję się, że mimo wszystko robię coś nie tak i odbije się to na kotach. Do czasu badań postanowiłam się nad tym nie zastanawiać, a potem... mam nadzieję, że będzie wszystko w porządku :) Zresztą nawet jakbym chciała, to ciężko będzie przestawić je na gotowe - na karmienie samymi dobrymi puszkami dwóch kotów nie za bardzo mnie stać, a na suchą w większych ilościach niż okazjonalna przekąska kręcą nosem (mądre kotki:).

      Może po prostu nie dla każdego dobre jest to samo. Skoro wiele kotów dożywa sędziwego wieku, jedząc najpodlejsze karmy, to równie dobrze innym może nie służyć coś, co wydaje się najodpowiedniejsze.

      Usuń
    2. Jednak zostałam przy Barfie-po części nasz weterynarz mnie przekonał, po części ceny puszek (:O), a po części to, że kotom przez kilka dni się podobało jedzenie pachnących puszeczek, a później zaczęły się buntować i odmawiały jedzenia. Spróbuję jeszcze raz z inną mieszanką, z innymi proporcjami i zobaczymy.
      Ostatecznie weterynarz przekonał mnie, że leczy się zwierzaki, a nie wyniki, a moje na razie są zdrowe i szczęśliwe. Zobaczymy, jak to będzie. Na pewno dam znać po kolejnych badaniach :)

      Pozdrawiam, Filobiola!

      Usuń
    3. Super, trzymam kciuki :)

      Usuń
  6. Uwielbiam te wszystkie mity ;)
    Świetnie się z nimi rozprawiłaś, czytałam z wielką przyjemnością.

    OdpowiedzUsuń

Komentarze są wielką motywacją i potwierdzeniem tego, że nas czytacie, dlatego bardzo dziękuję za każde naskrobane słowo :)

Komentarz uznany za reklamę zostanie usunięty.