sobota, 7 listopada 2015

Opieka nad kotem - nasz rozkład zajęć

Wydawać się może, że kot to zwierzę samowystarczalne i niewymagające zbyt wiele opieki. Prawda, że zajmowanie się kotem nie należy do najcięższych, inaczej taki leń jak ja nie miałby z nimi nic wspólnego :). Nie można jednak zapominać, że każde zwierzę to przede wszystkim obowiązek, który dla jednego będzie błahym, a dla drugiego na tyle uciążliwym, że mu nie podoła, co źle się skończy dla pupila. Trzeba się dobrze zastanowić, czego się podejmujemy, biorąc na kilka, kilkanaście lat odpowiedzialność za żywą istotę.

Ostatnio zastanawiałam się, czy obowiązki przy kocie (no, dwóch) to dla mnie coś uciążliwego i czy się z nich należycie wywiązuję. Stąd też ten post, chciałam sobie wszystko poukładać. Wyszło na to, że w kategorii "jak dbać o kota i się nim zajmować" do ideału trochę mi brakuje ;).

Tak jak kiedyś Humora, rozpisałam sobie moje kocie obowiązki. Orientacyjnie, bo wszystko wykonuję bardzo spontanicznie, "kiedy trzeba" i "kiedy mi się przypomni".


Codziennie 

Karmienie kotów - jako, że wymyśliłam karmić je 4-6 razy dziennie, robię to niemal co trzy godziny. Co rano odważam i przekładam część mięsa z wspólnego pojemnika do drugiego, by każdy kot dostał swoją wyliczoną porcję. Na godzinę przed posiłkiem wyciągam mieszankę z lodówki, żeby się nagrzała, a w trakcie jedzenia pilnuję, żeby Heśka nie wyjadała Fiśkowi.

Wyjmowanie z zamrażarki porcji barfa na następny dzień - wyjmę za późno, to rano będzie jeszcze zamrożone. Zapomnę i nie wyjmę wcale - ratujemy się puszkami i suchą.

Usuwanie nieczystości z dwóch kuwet - minimum dwa razy, rano i późnym wieczorem. Niekiedy jeszcze jedno- dwukrotnie w ciągu dnia.

Czas dla Fisia - dzień bez drapania pod bródką to dzień stracony! Szkoda tylko, że Fiś jest najbardziej namolny zawsze wtedy, gdy niekoniecznie mi to pasuje :). Czasu dla Hesi nie przewiduję, gdyż to ona nie ma czasu dla mnie. Chce czułości, to idzie do moich rodziców.

Kontrola "BHP kota" - sprawdzanie wszelkich drzwiczek i zakamarków po kilkadziesiąt razy. Przed każdym wyjściem z domu upewniam się, że koty nic sobie pod moją nieobecność nie zrobią, a okna nie pozostały uchylone. 
Przez skłonności Felina do "prób samobójczych", najważniejsze jest kontrolowanie, czy nigdzie przypadkiem nie upadła jakaś folia, nitka itp. Rzeczy, które lubi pchać do pyszczka (można by stworzyć tego całą listę) muszą być bezwzględnie schowane - inaczej wylądują w kocim żołądku, co może skończyć się nieciekawie.

Obserwacja zachowania i oglądanie kotów - sprawdzam, czy nie dzieje się nic, co mogłoby dać mi powody do niepokoju.


Co kilka dni

Mycie misek - to powinno być tam wyżej, ale moje lenistwo granic nie zna, a Felin tak te miski poleruje, że nawet po nich nie widać, że były używane. Myję je może co drugi dzień, czasem częściej, czasem rzadziej, ale na pewno nie regularnie. Ostatnio koty zostawiają jakieś resztki po kolacji, więc siłą rzeczy trzeba to posprzątać.

Zmienianie wody w miskach - też lepiej by pasowało tam wyżej, ale jakoś mi to nie wychodzi. Pilnuję jednak, by miska nie była pusta.

Oglądanie zębów i smarowanie ich pastą - paszcze mają być perfekcyjne najdłużej jak to możliwe, po prostu.

Ważenie kotów - właściwie nie wiem, po co tak często, po prostu lubię się upewnić i mieć nad tym pełną kontrolę. 

Zabawa - bawimy się zdecydowanie za rzadko i za krótko. Czasem chwilę pomacham Hesi wędką, a Fisiowi porzucam jego ukochaną pluszową piłeczkę albo myszkę, i to by było na tyle. Nie potrafię się zmusić na więcej.


Co kilka tygodni

Czesanie - Fiśki nienawidzą, za każdym razem się z nimi siłuję, na szczęście nigdy się z nich za bardzo nie sypało, sierść nie jest problemem. Używamy podróbki Furminatora i gumowej rękawicy (która ledwo zipie, czas na jakąś nową szczotkę).

Przycinanie pazurów - skracamy je, jak tylko trochę odrosną, pewnie wychodzi ze dwa razy w miesiącu.

Przygotowywanie barfowej mieszanki - czyli coś, co wymaga najwięcej zachodu i jest dosyć czasochłonne.

Czyszczenie kuwety, uzupełnianie żwirku - opracowałam sobie system oszczędnościowy. Gdy żwirku jest już w kuwetach mało, przesypuję go z obu do jednej, a drugą wraz z łopatką wyparzam wrzątkiem i napełniam świeżym żwirkiem. Dzięki temu prawie nic się nie marnuje (poza tym, co Heś wysypie i rozniesie się po domu).

Wysiewanie trawy - dwie doniczki jakiś czas postoją, potem kilku(nasto)dniowa przerwa (jej długość zależy od motywacji do babrania się w ziemi - w sumie to nigdy jej nie mam, więc inni domownicy się tym zajmują).


Zakupy - to akurat nie jest przykre :). Co jakiś czas sprawdzam, czy żwirek się nie kończy (on się u nas nigdy nie kończy, 18kg zawsze musi być do dyspozycji; żwirkowa obsesja i za dużo przecen :) i czy nie trzeba dokupić jakiejś karmy. Wtedy w ruch idzie internetowy koszyk i wyszukiwanie promocji. Nie możemy przecież zostać bez zapasów do ostatniej chwili.

Wyjście w szelkach na balkon - to zdecydowanie nie jest regularne. Przez większą część roku jest za zimno, a potem za ciepło. Dla mnie, ich nie pytałam o zdanie ;). Siedzą ze mną w domu i nawet się o przewietrzenie nie upominają.

Raz do roku

Odrobaczanie - w sumie to raczej dwa razy, nie ustalam żadnych dokładnych terminów, ale raz na jakiś czas wolę podać tabletkę niż się zastanawiać, czy życie wewnętrzne Fiśków nie stało się zbyt bogate ;). Odrobaczane były w styczniu, potem w sierpniu, to powtórka może będzie koło marca.

Badania krwi i moczu - co prawda Hesia jeszcze nie miała tej "przyjemności", ale w przyszłym roku na pewno tego nie zaniecham i oba Fiśki wybiorą się na badania.


Chyba o niczym nie zapomniałam. Można w to wszystko wliczyć jeszcze "odsierścianie" mebli i dywaniu (co jakiś czas) i odkurzanie żwirku z podłogi (bardzo często), bo to bałagan generowany przez koty.

8 komentarzy:

  1. Moje wypełnianie obowiązków jest nawet podobne do Twoich ;D Ale postanawiam trochę bardziej się do tego przykładać, za często zdarza mi się niektóre sprawy zaniedbywać. Ciekawy sposób z tym sprzątaniem kuwet, chyba go wypróbuję :3

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja miałam podobnie z Enzo, ja się nim zajmowałam, ale jak potrzebował, żeby go ktoś pogłaskał, poprzytulał, to najczęściej szedł do mojego brata, do mnie rzadko, ale zdarzało się :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niewdzięczne takie te kociska, człowiek się stara, poświęca, a one nie doceniają :DD

      Usuń
  3. Cóż u mnie to wygląda podobnie. Też muszę uważać na stuknietego Antka żeby nic nie połknął.

    OdpowiedzUsuń
  4. Podziwiam cię, że chce ci się karmić kociaki 4-6 razy dziennie.
    Chloe je 2-3 razy dziennie. Jestem za dużym leniem, by dostawała jedzonko częściej, ale kto wie, może kiedyś przezwyciężę moje lenistwo. :P

    OdpowiedzUsuń
  5. U nas też podobnie , tyle że razy trzy ;-))
    Jednak karmię rzadziej zazwyczaj 3 razy w ciągu dnia. Karmel i Mikesz mają suche non stop . Ale dla Gucia mamy harmonogram dla puszek , a mięska dla wszystkich trzech .
    Wodę wymieniam co najmniej raz dziennie , bo koty lubią świeżą wodę . Miski myję po każdym mokrym posiłku - czyli też co najmniej dwa razy dziennie ;-)
    Wyczesuję i wygłaskuję wszystkie trzy kilka razy w tygodniu ...
    Mięsko mrożę co kilka dni , aby starczyło na kolejne kilka dni . Rozmrażam kilka godzin przed podaniem.
    Ważę je ze dwa razy w roku :-)

    OdpowiedzUsuń
  6. Sporo obowiązków wygląda u mnie podobnie, ale na szczęście z niektórymi mam mniej kłopotu - na przykład z czesaniem. Wezmę szczotkę do ręki, a koty same się zbiegają do mnie :D

    OdpowiedzUsuń

Komentarze są wielką motywacją i potwierdzeniem tego, że nas czytacie, dlatego bardzo dziękuję za każde naskrobane słowo :)

Komentarz uznany za reklamę zostanie usunięty.