sobota, 14 listopada 2015

Szara rzeczywistość

Długo się zastanawiałam, czy w ogóle pisać ten post, czy może lepiej sobie odpuścić, zamiast się użalać i zanudzać tym innych. Uznałam jednak, że skoro ten blog pełni funkcję pamiętnika, to nie będę przemilczać tych mniej przyjemnych spraw. Trochę realizmu, nie wszystko jest przecież kolorowe.

Spokojnie, nic złego się nie stało, to tylko odzywa się moja skłonność do przesady w ponuractwie :).


Dopiero co pisałam o obowiązkach związanych z opieką nad buraskami, a teraz nie mogę ich wykonywać. To, że przez złe samopoczucie brak mi motywacji do czegokolwiek to jedno. Druga sprawa to to, że jak ma się szwy na plecach, to ciężko się schylać do kuwety. Bałaganu po zrzuconej doniczce z trawą też nie posprzątam, na myśl o podniesieniu miski z podłogi ogarnia mnie zniechęcenie. Na szczęście nie mieszkam sama, zdana tylko na siebie i nic poważnego mi nie dolega. Ale ciężko uwolnić się od ponurej refleksji, że odpowiedzialność za zwierzę to nie przelewki. Nigdy nie wiemy, co się może wydarzyć, czy będziemy w stanie zająć się pupilem. O tym się nie myśli, kiedy wszystko jest w porządku, ale wystarczy drobna niemoc, by proste czynności zaczęły sprawiać trudność. Nie brak dramatów przez to, że ktoś nie może się już opiekować zwierzakiem, choćby nawet bardzo chciał.
Wiem, nic w tym odkrywczego, ale jakoś tak musiałam to napisać.


Fisie jak to Fisie, nieznośne i nadpobudliwe jak zawsze, ale teraz męczy mnie to bardziej niż zwykle. Wynagradzają swoją niesforność z nawiązką, są kochane aż do przesady. To, że Fiś pozwala się traktować jak przytulankę to jeszcze nie jest takie zaskakujące, ale Dzidzia! Dzidzia się do mnie tuliła, i to tak dość intensywnie. W ogóle jakaś taka miła się zrobiła. Uwielbiam, jak leży kołami do góry, mruczy i pozwala się miziać po brzuszku <3. Wczoraj nastąpiło coś, o czym marzyłam od dawna, ale musiałam czekać na to przeszło rok - głaskałam dwa rozanielone, mruczące koty jednocześnie. Czegóż chcieć więcej?


Jeszcze coś, czego nie mogę przemilczeć - panie barfie, robimy sobie przerwę. Tylko na kilka dni. Chyba. Koty znowu strajkują głodowo. Powinnam to przeczekać, trochę bydlątka przechytrzyć, ale nie chce mi się. Do tego Fisiek zastosował dodatkowy strajk, uciekał na widok miski, nic nie pił i nie korzystał z kuwety przez półtorej doby. (Nie, nic mu nie jest, mój ekscentryk czuje się doskonale). Nie mogę na to pozwalać, wiadomo, że pęcherz/nerki to najbardziej delikatne i problematyczne fragmenty każdego kota, a u Fisia mam powody szczególnie na to uważać.
Po dniu głodówki niewdzięcznicy dostali garstkę suchej karmy, popatrzyli na mnie, jakbym im nałożyła do misek zupy z pokrzyw, a potem zjedli bez entuzjazmu. Mało tego było, a kolejnej porcji Heś nawet nie spróbowała. Felaś przegryzł odrobinę, potem jeszcze pochrupał nad ranem.


W tych okolicznościach się poddaję, nie mam siły z nimi walczyć. Od teraz mają cztery posiłki dziennie - po dwa złożone z Animondy rozrzedzonej górą wody i znienawidzonej przez całą naszą trójkę suchej karmy. A zamrażarka pełna mięsa niech się dokładniej przemraża, jeśli się Fisiom samo nie odmieni, to zostaje wprowadzanie BARFa od początku, czyli stopniowe mieszanie mięsa z puszkami. Przynajmniej trochę zaoszczędzę...


9 komentarzy:

  1. Każdy ma prawo mieć chwilę słabości, nawet jeżeli chodzi o koty :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Przykro mi, smutno kiedy opieka nad ukochanymi kotami z powodów niezależnych od nas zamienia się w udrękę.

    OdpowiedzUsuń
  3. Te koty to zawsze muszą przynieść jakieś zmartwienia... ale to niestety nieodłączna część posiadania ich. A problemy z jedzeniem u Fisiów to już nie pierwszy raz :/ Musicie dać radę, trzymaj się tam!

    OdpowiedzUsuń
  4. Ach, Ty to się masz z tymi kotami... Niech się kociaki nawrócą! :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Szwy na plecach, kobieto, coś Ty robiła?! :P Ah te Fiśki, mocno wybredne są, ja i tak Cię podziwiam ze chęci bawienia się w barf :))

    OdpowiedzUsuń
  6. wyczuly ze jestes chora i sie tula:) zdrowka!

    OdpowiedzUsuń
  7. Życzę powrotu do zdrowia i mam nadzieję, że kociaki się poprawią. :P

    OdpowiedzUsuń
  8. Szybkiego powrotu do zdrowia! ;)

    Www.cordiscat.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  9. Marudzenie marudzeniem, ale wiem co czujesz. Kiedy mimo miłości do swoich kotów nie masz siły/możlwiosći wypełnić wszystkich swoim obowiążków wobec nich. Przechodziłam to i wiem, że jest ciężko. Bo chcesz, ale nie masz siły albo możlwiości.
    Nie ma co się wgniatać - wróci siła, to będziesz robić wszystko jak dawniej :)

    Z tym mruczeniem jednoczesnym - to cudowne uczucie. U nas często mruczenie jest potrójne. W ostatnim czasie moim futerkom zdarza się spać we trójkę razem. Choć zazwyczaj wybierają leżakowanie parami. Czasem potrzeba długiej pracy z kotem, miłości i cierpliwości, żeby dostać nagrodę - mruczenie na dobranoc. W przypadku kota, z którym się wychowałam tak właśnie było. Nie wiem co go przedtem spotkało, ale na pewno nic dobrego. Był wycofany i bardzo bał się ręki. Ale udało się. Dzisiaj to ponad 15 letni miziak, który każdą noc śpi z człowiekiem (mowa tu o kocie mojej mamy).

    Wiele osób poleca barf, sama kiedyś chciałam spróbować. Póki co nie bardzo mam warunki. Ale dziwne, że koty strajkują i nie chcą jeść... Moje uwielbiają mięso i dałyby się za nie pokroić... Póki co muszą sie zadowolić dobrej jakości karmą mokrą i suchą oraz mięsem raz na jakiś czas, kiedy akurat kroję do obiadu ;)

    OdpowiedzUsuń

Komentarze są wielką motywacją i potwierdzeniem tego, że nas czytacie, dlatego bardzo dziękuję za każde naskrobane słowo :)

Komentarz uznany za reklamę zostanie usunięty.