sobota, 12 grudnia 2015

Przetestowane: żwirek roślinny Greenwoods Plant Fibre

Produkt dość nowy, prezentujący się bardzo obiecująco. Nie da się uniknąć porównywania go z innym roślinnym żwirkiem - popularnym Cat's Best Eco Plus, który można by uznać za jego brata bliźniaka. Ale czy na pewno mu dorównuje?



Rodzaj: roślinny zbrylający
Ilość: 8l (ok. 3,4kg), 30l (ok. 12,9kg)
Cena: ok. 2,10zł - 2,48zł/l



Opakowanie papierowe, bardzo ładnie ozdobione (urzekły mnie rysunki z kotami, rasowymi zresztą). Zapach drewniany, ale mało intensywny. Wygląda jak CBE+, a przynajmniej ja nie dostrzegam różnicy:


Zalety:
  • Skutecznie pochłania nieprzyjemne zapachy.
  • Dobrze się zbryla, grudki są trwałe, nie "babrze" się i nie przykleja do dna kuwety, więc nie trzeba go zeskrobywać. Oczywiście jest to zależne od ilości żwirku w kuwecie.
  • Lekki, kotu dobrze w nim kopać, a człowiekowi grzebać łopatką i przenosić.
  • Papierowe opakowanie. Do tego bardzo estetyczne :).
  • Naturalny, biodegradowalny. Można go wyrzucać do toalety - to jest ta cecha, za którą wielbię drewniane żwirki, higiena i wygoda przy usuwaniu bryłek.
  • Nie pyli (a przynajmniej nie zauważyłam).
Wady:
  • Trochę za wysoka cena, chociaż wydajność powinna to nadrobić.
  • Roznosi się poza kuwetę. (Ale nie aż tak, jak CBE+).


Każdy kot zużywa żwirki w innym tempie, więc ciężko jednoznacznie oszacować wydajność, ale jest dobrze. (Hesia duże ilości żwiru wyrzuca poza kuwetę i tym sposobem marnuje - chociaż mam wrażenie, że Greenwoodsa wysypuje mniej niż CBE+). Opakowanie 8l starczyło na jedno wypełnienie dość dużej kuwety. (Koty są dwa, kuwety też, więc umownie liczę jedną kuwetę na kota). Właśnie minął trzeci tydzień testowania. Żwirku jest już na dnie, ale jeszcze parę dni wytrzyma, więc na oko taka mała paczka dla jednego kota może wystarczyć nawet na około miesiąc.
W porównaniu z moim ukochanym, Jedynym Słusznym Żwirkiem Cat's Bestem, Greenwoods chyba odrobinę słabiej się zbryla, ale też trochę mniej roznosi. Poza tym nie widzę między nimi większej różnicy, są na bardzo podobnym poziomie. Nie biorę pod uwagę przerzucenia się na ten żwirek, ze względu na to, że jednak cenowo wypada gorzej od CBE.

Ocena: 5,8/6?


sobota, 5 grudnia 2015

Mikołajki u kociastych

Z czym kojarzą się Mikołajki? Oczywiście z prezentami! :D Kociaste też co nieco dostały.

Generalnie nie odczuwam wewnętrznego przymusu kupowania zwierzakom prezentów z jakichś tam okazji. Teraz po prostu tak się złożyło, że paczka przyjechała w okolicach szóstego grudnia, więc można ją uznać za prezent dla puchatych łobuzów. (Zawsze to jakiś pretekst dla zakupowego szaleństwa:).


Bure po tygodniu na gotowej karmie wróciły do BARFa. Marudzą do tej pory, jedzą w kratkę, ale jakoś jedzą. W czasie tych kilku dni na gotowcach oba przytyły po 10 dag, ale na mięsie zeszło im to ekspresowo, czym surowizna znów zyskała w moich oczach.


Mimo tego wśród zakupów znalazło się mnóstwo karmy. Z niewielkich zapasów nie został nawet okruszek, a jakieś awaryjne źródło żywności mieć musimy. Zwłaszcza, że w czasie świątecznym słabo w naszych mięsnych sklepach z dostawami, a do tego kończy się jeden z suplementów. Nie mogę go póki co zamówić, bo na ulubionej stronie ciągle brak w magazynach, a nie mam ochoty słono przepłacać gdzie indziej. Przypuszczam więc, że przez święta kociaste będą jadły gotowców więcej niż zwykle.

Co znalazło się we wczorajszej przesyłce?


Porta 21 Feline Finest Sensible Grain Free 2kg - dawno nie kupowałam suchej w tak dużej ilości. Przynajmniej prędko się nie skończy. Wolałabym Purizona (koty też), ale jedno trzeba Porcie przyznać - przystępna cena, a i skład nie woła o pomstę do nieba.

Pakiet mieszany Feringa Menu 12x400g - zaszalałam, ale jak nie oprzeć się promocji? Karma świetnej jakości, a dzięki przecenie tańsza od Animondy, nie mogłam nie wykorzystać takiej okazji.

Sanabelle no grain 400g - co z tego, że sucha bez zbóż, kiedy więcej w niej ziemniaków niż mięsa... na gratisy nie będę marudzić, mogło być dużo gorzej, nie zmarnuje się.

Miamor Cat Snack pasta dla kota z wątróbką - wzięłam to tylko dlatego, że ostatnio kociaste lepiej jedzą mięso, kiedy na wierzch wrzuci się im coś innego. Najśmieszniej jest, gdy nie chcą nawet zajrzeć do miski i robią to dopiero, gdy dodam do niej kawałek przysmaku, a po zjedzeniu całego posiłku na dnie naczynia znajduję nieruszony smakołyk :). Ta kocia logika...
Pasta w małych tubkach wydała mi się wygodną formą "dosmaczania", ale skład ma okropny i śmierdzi jak marketowa puszka, więc to jednorazowy zakup.

Szczotka z naturalnego włosia - byłam ciekawa, jak takie coś się spisze u moich kotów. Gumowa rękawica po ponad dwóch latach ledwo się trzyma (odpadają z niej "bolce do czesania"), więc wzięłam coś na jej zastępstwo. Zbyt wiele nie wyczesuje, ale nie po to ją wybrałam - ma służyć do wyczyszczenia kota po używaniu furminatora, który zostawia na sierści bałagan w postaci kłębów wyczesanego podszerstka.
Jest mięciutka, delikatna, a Fisiek nie dostał szału na samo jej dotknięcie - czyli jest nieźle :).

Saszetki Schesir tuńczyk z doradą 6x100g - filetówka, czyli coś, co tygryski lubią najbardziej :). W sam raz na wigilijną kocią kolację, a co :D.

Miska i podkładka pod miskę ze świątecznym kocim motywem - wzorki sympatyczne, ale jakość produktu rodem z chińskiego marketu. Całe szczęście, że to tylko kolejny gratis :).


Tymczasem Dzidzia nadal miewa przejawy dobroci i nawet dla mnie bywa miła. Kiedy ostrożnie przycupnęła mi na kolanach, wydało mi się to wielce nierealne i zabawne. Wyglądała, jakby się wahała, czy jej postępowanie jest właściwe. Ostatnio zaczynam ją nawet lubić ;).