sobota, 27 lutego 2016

Trzy lata temu...

Odszedł on. Ostatnie z nim tygodnie głęboko zapadły mi w pamięć, choć wtedy nie wiedziałam, że będą tymi ostatnimi. 


Wyjść i już nie wrócić. Tak, ten sposób odejścia był dla Ciebie idealny, nie mógłbyś sobie wybrać lepszego. To dla Ciebie typowe, Wolny Kocie. Zawsze taki byłeś. Na każdym kroku manifestowałeś swoją niezależność. Miałeś swoje sekrety, których zażarcie broniłeś, nie chciałeś dać się poznać i zrozumieć. Twoja śmierć również była tylko Twoja i nigdy się nie dowiem, co się z Tobą stało. Może to i lepiej, nie wiedzieć. Pewnie była paskudna, bo to również bardzo by do Ciebie pasowało. 

Tak będzie wyglądał kot, jeśli go nie odrobaczysz i nie wykastrujesz.

Nie przestałam czekać. Nie pogodziłam się z tą stratą, którą tak ciężko odczuć, gdy nie ma się pewności. Mijały dnie, tygodnie, ale nie było w tym nic nadzwyczajnego, lubił tak znikać. Wierzyłam, że tym razem też sobie poradzi, i wróci wtedy, kiedy będzie chciał. A że przeciągało się to miesiącami? Choć powoli zaczęła się klarować myśl, że "on raczej już nie wróci", to i tak po cichu liczyłam, że będzie inaczej, że wystarczy tylko cierpliwie poczekać. Po nim można było spodziewać się wszystkiego. Nie rozpaczałam, nie rozmyślałam, nie uroniłam ani jednej łzy. Nigdy nie było żadnej po nim żałoby. Nie zginął, wyszedł tylko na dłuższą chwilę.

Powrót po miesięcznej nieobecności pewnego razu. Widać po pysku, że na wczasach to on nie był.

Ba, do dziś potrafię się zastanawiać, co by było, jakby jednak się pojawił. I wcale by mnie to nie zdziwiło, gdyby nagle po trzech latach zawołał mnie tym swoim nieprzyjemnym głosem, i, łypiąc jedynym zdrowym okiem, zażądał nakarmienia.



Z każdym dniem liczenie na to, że żyje, staje się coraz bardziej niedorzeczne, ale i tak ta możliwość tkwi gdzieś z tyłu głowy i nie chce się stamtąd wynieść. Miałby teraz dziewięć lat, to jeszcze nie tak bardzo dużo... niedużo na domowego kota, a on żył zgodnie za statystykami kotów wolnożyjących i wiejskich - te jego 6 lat jak na te standardy to już było całkiem sporo.



Rzecz w tym, że on przecież wrócił, i to po całkiem krótkiej nieobecności, zaledwie po pół roku. I żyje, żyje do dziś, nie tylko w mojej pamięci, ale i naprawdę. W nim. W innym futerku. W futerku swojego rodzonego wnuka, choć to może mało ważne, ale jednak jeszcze bardziej ich łączące.

Nie wiem co mi strzeliło do głowy, ale efekt całkiem niezły.

Wtedy dotarło do mnie, że dalsze czekanie nie ma sensu. Gdy bure maleństwo przeżywało początki swojego nowego życia, ja żegnałam się z jego poprzednikiem. W tym radosnym czasie po raz pierwszy zapłakałam po Kluchu. Moim brzydkim, małym (3.6kg na zdjęciu poniżej, gdzie był na zimę tłuściutki), dzikim Kluchu.

Nie raz i nie dwa próbował kogoś zabić, wciskając się w nocy pod nogi na tych schodach.

I niech ten post będzie moim ostatecznym pożegnaniem z tym kotem wolnym i wyjątkowym. Niech przestanie być wyrzutem sumienia i już odejdzie w spokoju. Przecież i tak tu zostanie.

sobota, 20 lutego 2016

PseudoBarf, czyli jakich błędów nie popełniać przy karmieniu surowizną

Pierwsza reakcja na wieść o istnieniu czegoś takiego jak BARF u większości osób wygląda podobnie - za trudne, zbyt skomplikowane, nie zrozumiem tego i coś namieszam. Wielu odpada już na tym etapie. Inni spokojnie przystąpią do nauki i powoli przejdą na barfną stronę mocy. Trafią się też tacy, którzy, zachwyceni samą ideą, rzucą się na głęboką wodę bez zastanowienia.

O ile pierwszy typ niczym nie ryzykuje, drugi okaże rozwagę i nauczy się na własnych błędach, to trzeci może zaszkodzić kotu. A potem zacznie rozpowiadać o szkodliwości mięsa i nienormalności barfujących, chociaż sam sobie będzie winien. 


Czego więc się wystrzegać? Przede wszystkim zabierania się za BARF bez przyswojenia sobie najbardziej podstawowych zasad. Jeśli będziemy unikać najgorszych błędów, znacznie zbliżymy się do umiejętności tworzenia prawidłowych mieszanek.  

Na początek trzeba wyzbyć się ewentualnego przeświadczenia, że BARF dla kota wygląda tak jak BARF dla psa. Otóż nie wygląda, wymaga więcej precyzji i innych proporcji składników. To jedna z możliwych przyczyn błędów - ktoś pomyślnie barfuje ze swoim psem, podejmuje decyzję, że kota też zacznie tak karmić, a potem nie zwraca zbyt wiele uwagi na kocie zasady diety i wychodzi z błędnych założeń, bo przecież barfowanie jest mu dobrze znane.

Podawanie mięsa w dowolnej ilości, bez suplementów
Samo surowe mięso może być tylko dodatkiem do diety, urozmaiceniem, ale nie stanowić jej podstawę. Nie na tym polega BARF, co było podkreślane na tym blogu kilkakrotnie. Mieszanka musi być właściwie zbilansowana za pomocą suplementów, kości, tłuszczu i podrobów w odpowiednich proporcjach.


Odmierzanie suplementów "na oko"
Dokładność co do miligrama nie jest konieczna, nie przesadzajmy, ale metoda "wezmę łyżeczkę tego, szczyptę tamtego, a to fajnie wygląda, to dodam trochę więcej", do niczego dobrego nie doprowadzi. Nie po to stworzono gotowe przepisy i kalkulatory, żeby dawkować składniki wedle swego widzimisię. Może to mieć bardzo nieciekawe konsekwencje zdrowotne.

Stosowanie dużych ilości kości i podrobów, zwłaszcza wątroby
Tak jak suplementy, te produkty zwierzęce należy podawać w przemyślany sposób. Zmielenie kotu kilograma kurzych korpusów z dwoma kilogramami serc i wątroby, bo to takie tanie mięso, nie będzie barfem, tylko głupotą. Tego nawet nie można uznać za mięso i stawiać z nim na równi. Kości to źródło wapnia i fosforu, na które trzeba zwracać szczególną uwagę ze względu na delikatne kocie nerki. Wątroba jest bogata w witaminę A, której nadmiar może być niebezpieczny dla zdrowia.

Zastępowanie zalecanych suplementów niesprawdzonymi zamiennikami
Nie po to opracowano spisy suplementów i wprowadzono do kalkulatorów konkretne produkty, żeby zastępować je "jakimiś witaminkami dla kotów" i udawać, że wszystko jest w porządku, bo kot nie dostaje samego mięsa.
Owszem, można stosować tańsze czy łatwiej dostępne zamienniki, ale tylko, gdy ma się  pewność co do tego, czy to taki sam produkt o tych samych właściwościach, a nie coś zupełnie innego pod podobną nazwą. Przykładowo tauryna. Nikt nie każe kupować tych małych, bardzo drogich pudełeczek "tauryny dla kota", można wybrać inną, bardziej ekonomiczną wersję. Problem w tym, że chociażby tauryna dla kulturystów, tak zachęcająca ze względu na cenę, zazwyczaj nie jest czystą tauryną, tylko preparatem zawierającym też inne substancje i nie nadaje się dla kota.

Opieranie diety kota cały czas na tym samym przepisie
Niewybaczalnym błędem może nie jest, ale ryzykiem już tak. Siła BARFa tkwi w różnorodności. Różne kombinacje mięs, a wraz z nimi innych składników, zapewniają bezpieczeństwo. Unikniemy niedoborów czy nadmiarów, możliwych przy długotrwałym karmieniu ciągle tą samą mieszanką, która może mieć niedociągnięcia, z których nawet nie zdajemy sobie sprawy.


Używanie tylko chudych mięs (np. filet z kurczaka)
Kot potrzebuje tłuszczu, przerabia go na energię. Chude mięso = mało tłuszczu i bardzo dużo białka. Bardzo dużo białka = szkodliwie dla zdrowia. Najlepsze mięso dla kota to mięso tłuste, a w przypadku drobiu ze skórą. Chude wydaje się właściwe tylko z ludzkiego punktu widzenia. Naturalna kocia ofiara składałaby się z czegoś dużo "brzydszego", dlatego też dla kota wybierajmy raczej "brzydkie" skrawki wołowe zamiast bardziej estetycznych filetów i polędwic. Przy okazji będzie to dużo tańsze rozwiązanie.

Gotowanie/sparzanie mięsa
Oczywiście nie szkodzi, ale nie można tego nazwać BARFem, który polega na podawaniu produktów surowych, nieprzetworzonych. Szkoda czasu i gazu na gotowanie, przez obróbkę termiczną mięso dużo traci na wartości i inaczej się trawi.

Podawanie owoców, nabiału, dużej ilości warzyw, wypełniaczy typu ryż, kasza, makaron
BARF dopuszcza warzywa w niewielkich ilościach, jeżeli kot ma problemy z wydalaniem po pokarmie bez błonnika. Jeśli jednak pupil dobrze sobie radzi bez warzywnego wypełniacza, nie trzeba go dodawać. Innym rozwiązaniem jest stosowanie substancji balastowej w postaci łupin nasion babki płesznik lub babki jajowatej (psyllium).
Owoce i produkty zbożowe, bogate w węglowodany, się dla kota nie nadają i nie mają nic wspólnego z BARFem. Tak samo produkty mleczne, niebędące naturalnym pożywieniem kota, nie wpasowują się do idei tej diety.

sobota, 6 lutego 2016

Przetestowane: przysmaki Corwex Soft Bits



Ilość: 30g
Cena: 7,80zł (w pakiecie 3x30g - 19,80zł)
Warianty: kurczak/kaczka/tuńczyk
Skład: kaczka/kurczak 95,1%, produkty uboczne pochodzenia roślinnego, ekstrakt z zielonej herbaty, minerały
i
tuńczyk 50%, kurczak 45,1%, produkty uboczne pochodzenia roślinnego, ekstrakt z zielonej herbaty, minerały 









Zooplusowa nowość, według kociastych przepyszna. Przysmaki są bardzo miękkie, wilgotne, ale nie tłuste. Łatwe do podzielenia na mniejsze kawałki. Skład akceptowalny ("kaczka" nie równa się "mięsu z kaczki", więc nie wiadomo, czy to nie jakieś odpadki), zapach (przynajmniej w wersji z kaczką, nie wiem jak inne) niezbyt intensywny.
W paczce nie ma ich wiele, gdyż są ciężkie i sporej jak na kocie smaczki wielkości. Nie mam im do zarzucenia nic więcej poza ceną, według mnie nieco zawyżoną.
Po otwarciu należy przechowywać w lodówce i zużyć w ciągu kilku dni.

Ocena: 4,5/6