sobota, 30 kwietnia 2016

Wszystkiego najlepszego Królewno!

Lada dzień wypadają umowne drugie urodziny Hesi, toteż postaram się napisać coś ciepłego o niej i dla niej. Wyspecjalizowałam się w narzekaniu na nią, więc łatwo nie będzie ;).


To stworzenie o bardzo silnej osobowości, prawdziwy kot, indywiduum, które wie czego chce i ma się za władcę świata. Odważna, pewna siebie, przejmować się nią pod tym względem nie trzeba, ze wszystkim sobie poradzi. Wygodny taki kot, który nie dostaje zawału na dźwięk kroków na schodach (pozdrówmy Felasia), bardzo w niej cenię to, że nie trzeba się z nią obchodzić jak z jajkiem (czyt. Fisiem). 


Urocza do tego stopnia, że rozpływam się nad nią niczym nad kociętami z reklamy Whiskasa. Taka subtelna, delikatna, łagodna kotusia. Nigdy by jej do głowy nie przyszło kogoś ugryźć czy podrapać, to nie są jej sposoby działania w "sytuacjach kryzysowych".
Leń okropny, przez większość czasu śpi w najróżniejszych, rozbrajających pozycjach. Zdarzy jej się marudzić po nocach jak się tak wyśpi w dzień, no cóż.


Kapryśna Królewna, stwór uparty i niezależny, co zawsze musi postawić na swoim, nie przebierając przy tym w środkach. Jak każda kociara nie lubię, gdy ktoś nazywa koty wrednymi i fałszywymi, ale jeśli chodzi o Hesię... to ja nie mam nic przeciwko. Ona ma w sobie coś, w swoim sposobie bycia, w tym, jak na mnie patrzy, co mnie niesamowicie drażni. Ma się wrażenie, że ludzie naprawdę są dla niej czymś podrzędnym, co ją nie obchodzi, bo to ona jest tu najważniejsza.


Oczywiście, że to tylko takie moje uprzedzenia dla zasady. Wdzięk i urok Hesi stukrotnie nadrabia wszystko, co mi w niej nie pasuje. Jest taka ciekawska i wszędobylska, asystuje przy wielu czynnościach (nadzoruje, czy niewolnicy należycie wykonują swoje obowiązki) i lubię sobie razem z nią sprzątać kuwetę :). A jak się bawi, to takie kociątko beztroskie z niej, aż miło.


O wiele łatwiej robi się zdjęcia jej niż Fisiowi, który na widok aparatu chyba specjalnie się kręci i przybiera niewyjściowe pozycje, ogółem zawsze jest wycofany i zamknięty w sobie, w przeciwieństwie do Hesi. Heś ma taki dystans do wszystkiego, da się ją nakłonić do jakiejś współpracy (oczywiście na jej warunkach i za coś bardzo smacznego). A może ona po prostu wie, że jest tak wspaniała, że nic, tylko fotografować i światu pokazywać. Tak, ona na pewno o tym wie ;).


Nawet ona ma jakieś "kocie uczucia". Mnie co prawda zauważa tylko jak mam dla niej coś do jedzenia, ale są tacy, co zyskali jej większą przychylność i normalnie się łasi, cieszy, mruczy i przytula. Uwielbiam na to patrzeć, miła Hesia jest przecudna.

Choć przeważnie tylko podziwiam ją na odległość i mogę czerpać radość jedynie (a może aż) z tego, że czasem chce obok mnie przebywać, to Hesia jest dla mnie bardzo ważna. Nie pamiętam już, jak to było bez niej, z samym Fisiem. Może i to całkowite przeciwieństwo mojego idealnego kota (moje bezgraniczne uwielbienie dla Felasia nie jest tajemnicą), ale ten skomplikowany stworek jest na swoim miejscu i urozmaica zwykłe dni.


Heś, Hesiek, Heśka, Hesinka, Esinka, Esia, Eś, Dzidzia, Królewna, Funia, Bunia, Punia, Niunia, Dziunia, Puń, Puci, Pućka, Pucinka, Dziecko, Maleństwo, Kruszynka, Szczur, Idiotka, Paskuda, Ruda Małpa.

Bądź tu ze mną jak najdłużej malutka!

sobota, 16 kwietnia 2016

PetSafe SlimCat, piłka na przysmaki

Kula-smakula, zabawka interaktywna na smakołyki, piłka na przysmaki... wiadomo o co chodzi. Produktów tego typu nie brakuje, występują w różnych wersjach, kształtach i rozmiarach. Mają za zadanie zapewnić kotu zajęcie i nieco ruchu, gdy będzie próbował wydostać ze środka pożywienie.


My też zaopatrzyliśmy się w taką piłeczkę. Normalnie szkoda by mi było wydać na nią tych 20-25zł (są podobne produkty za niższą cenę, a kto wie, czy kot się w ogóle tym zainteresuje?), ale dzięki uzbieranym w zooplusie punktom bonusowym mogłam ją wybrać "gratis".


Co prawda to "piłka na przysmaki", ale równie dobrze może służyć jako podajnik suchej karmy ;). Dobrym rozwiązaniem będzie podawanie kociemu grubaskowi posiłków w takiej formie, by musiał się trochę poruszać i sam na jedzenie zapracować. 


Piłka ma jakieś 7,5cm średnicy, otwory również są duże, ale można je dowolnie regulować, by cała zawartość naraz nie wypadała. 


Do regulacji służy suwaczek na boku, a do wsypywania przysmaków mamy takie wieczko. Całość jest bardzo łatwa w obsłudze (taak, a ktoś tutaj nie umiał tego otworzyć przez dobre parę minut, myląc suwaczek z otwarciem...).


Obawiałam się, że buraski nie będą wiedziały jak się za to zabrać, albo że po prostu nie będzie im się chciało. Jednak zarówno Hesia, jak i Fiś doskonale sobie z tym radzą, popychając piłkę nosem lub łapkami.


Oczywiście w środku musi być coś odpowiednio atrakcyjnego (najlepiej śmierdzące rybne przysmaki), bo po byle suchą karmę rzadko mają ochotę się męczyć ;).


Zazwyczaj zabawka służy nam, kiedy któreś chodzi znudzone po domu i marudzi. To skutecznie je ucisza na parę minut, a później są już najedzone i spokojne. Produkt spisuje się więc jak należy.


Zresztą co tu więcej przynudzać - czas na filmik!


Wiosna, kąpiele słoneczne czas zacząć.

sobota, 2 kwietnia 2016

Dawno nie było posta z zakupami...

To skoro już się trafiły, to o nich napiszę, czemu nie. 


Przede wszystkim (bardzo) duży zapas mokrej karmy. Zawsze lubiłam kupować Animondę, ale w porównaniu z Feringą, różnica w jakości rzuca się w oczy. Mam na myśli konsystencję mielonki, ilość bryłek tłuszczu na dnie puszki czy zapach. Wady niedostrzegalne, jeśli nie ma się pod ręką czegoś lepszego z czym podaje się to na zmianę. Kotom to jednak nie przeszkadza, obie karmy im smakują i nie szkodzą.

Przysmaki Tigeria to jeden ze stałych elementów każdego zamówienia. Odpowiadają nam w każdym calu.

Miska należała się Hesi już od czasu zakupu czerwonej miseczki Felasiowi. Teraz oboje jadają w czymś ładnym ;).


Dalsze trzy produkty to gratisy za długo zbierane w sklepie punkty bonusowe. 

Łopatka do kuwety - przesiewać nieczystości to się tym nie da, ale wreszcie mniej się rozsypuje przy przenoszeniu czy sprzątaniu. Trzeba było się zaopatrzyć w jakąś łopatkę już dawno, bo używanie jednej do czyszczenia dwóch kuwet nie było zbyt wygodne.

Rękawica do sierści - tęskniłam za poprzednią ;). Wygodna i skuteczna, idealna do futra burasków.

Piłka na smakołyki - myślę, że poświęcę jej oddzielny wpis, bardzo fajnie się u nas sprawdza, kociaste umieją i chcą się nią posługiwać.

  ***
Wczoraj skończyłam drukowanie zdjęć do czekających już od kilku miesięcy ramek... takie cosie zdobią teraz ścianę: