sobota, 11 czerwca 2016

Kastracja/sterylizacja kotów - fakty i mity

Tekst jest obszerny, starałam się zebrać w jednym miejscu wszystko, co tak często powtarza się w różnych nieprzyjemnych dyskusjach. Mam kocura i kotkę po zabiegach i widzę, że się dobrze mają. Dawniej widziałam, jak źle się wiodło dwóm innym kotom, też kocurowi i kotce, które nie przeszły zabiegu i skończyły marnie. Te moje osobiste czworonożne "obiekty badawcze" pomagały w obalaniu mitów.


Kocury się kastruje, a kotki sterylizuje
Technicznie rzecz ujmując to, co najczęściej robi się u kotek, to też kastracja. Sterylizacja to ogólnie pozbawienie płodności (np. sterylizacja chemiczna za pomocą środków farmakologicznych), więc właściwie obu pojęć można używać dowolnie, żeby było poprawnie i zrozumiale.

Kastracja to okaleczanie zwierzęcia wbrew naturze
Wbrew naturze jest także wpuszczanie kotów do domu, do zabudowań, karmienie ich, jakiekolwiek zajmowanie się nimi. Kot to zwierzę domowe, oswojone. Już dawno odebrano im naturalne środowisko i wszystko co z nimi robimy jest wbrew naturze.  Dlaczego więc akurat w tej kwestii mamy ratować ich naturę? Niekastrowany kocur będzie wędrował po swoim rozległym terytorium i zginie pod kołami samochodu w całkowicie nienaturalny sposób. Kotka będzie rodzić kocięta 3-4 razy do roku, ponieważ to człowiek zapewnił jej dostatek pokarmu i ciepłe schronienie. W naturze kot nie rozmnażałby się tak często, bo chociażby w zimie nie miałby na to warunków, a przez człowieka może się mnożyć przez cały rok. Wskutek tego kotki rodzą za często, co je bardzo osłabia, a kociąt rodzi się za dużo, przez co wzrasta liczba kotów, którym nie udaje się przeżyć, albo nie mają gdzie się podziać i nie ma co z nimi zrobić.
Kastracja to przysługa, którą człowiek jest winny kotom, obowiązek, dzięki któremu kocie życie w tym nienaturalnym środowisku staje się bezpieczniejsze i bardziej przyjazne. Temu właśnie służy kastracja, mając przy okazji wiele zalet praktycznych, bo dzięki niej kocur już nie będzie sikał po ścianach, a kotka ciągle rodzić kociąt, którym trzeba szukać domów.

Kot po zabiegu będzie nieszczęśliwy  i zły na właściciela
Zwierze nie rozumie, co dokładnie się z nim dzieje. Nie żałuje, że odebrano mu możliwość rozmnażania, bo już nie czuje potrzeby, by się rozmnażać. Kocur nie musi już walczyć o teren i samice, kotka nie musi chronić swoich młodych, życie kastrata jest o wiele spokojniejsze.
Zaraz po zabiegu stres związany z pozostawieniem w lecznicy, ból i resztki narkozy pozostające w organizmie mogą mieć niekorzystny wpływ na zachowanie kota, ale po kilku dniach, zagojeniu się ran, czy zdjęciu ubranka pooperacyjnego zwierzak wraca do normy i zapomina, że cokolwiek dziwnego się z nim działo.


Charakter kota po zabiegu zmienia się na gorsze
Wprost przeciwnie, jeżeli już coś się zmienia w zachowaniu kota, to głównie na lepsze. Koty stają się spokojniejsze, bardziej przywiązane do właściciela, nie oddalają się tak od domu.  Osłabia się terytorializm, a wraz z nim agresja. Przeważnie znika znaczenie moczem terenu - czy to są zmiany na gorsze?

Sterylizację można zastąpić tabletkami/zastrzykami antykoncepcyjnymi, to tak samo dobre/lepsze rozwiązanie
Owszem, można, efekt jest ten sam - nie ma rui, nie ma kociąt. Za to jest wiele wad i możliwych skutków ubocznych, które czynią stosowanie tych środków szkodliwym i nieopłacalnym.
Przede wszystkim trzeba je podawać regularnie, by były skuteczne nie można pominąć żadnej dawki, a to może być uciążliwe dla właściciela.
Długotrwałe stosowanie nie jest obojętne dla organizmu kotki, może prowadzić do ropomacicza, cukrzycy, otyłości czy innych problemów. Opakowanie tabletek albo jeden zastrzyk są tańsze od sterylizacji, ale pomyślmy - zabieg przeprowadza się jednorazowo, a leki podaje przez całe życie kotki. Mniejsze kwoty wydawane kilka razy do roku przez kilkanaście lat życia zwierzaka po zszumowaniu okażą się o wiele wyższe niż koszty zabiegu, za który płaci się tylko raz. A jeżeli kotka przez antykoncepcję chemiczną na coś zachoruje, dojdą jeszcze koszty leczenia, które mogą być bardzo wysokie.
Kastracja, zarówno u kocurów jak i kotek, rzadko wiąże się z niebezpiecznymi powikłaniami. To zabieg prosty i wykonywany bardzo powszechnie. Ryzyko jest niewielkie, a korzyści ogromne, dlatego warto się go podjąć.

Kotka przynajmniej raz powinna zostać matką
Nie ma żadnych dowodów potwierdzających tę "tezę". Kotka nie marzy o macierzyństwie, robi tylko to, co nakazuje jej instynkt. Nie będzie rozpaczać nad tym, co jej odebrano, bo nie będzie świadoma żadnej straty. Nie jest też prawdą, że macierzyństwo poprawia charakter i zdrowie kotki, zdrowiu może nawet zaszkodzić, jeżeli zdarzą się komplikacje w czasie ciąży czy porodu.


Koszty sterylizacji są za wysokie, nie warto jej robić i tyle płacić
Te 100-150zł powinno się wliczyć w koszty posiadania kota, zanim się na niego zdecyduje. Nie jest to wybitnie wysoka cena, a jeśli przygarniamy małego kociaka, mamy jeszcze kilka miesięcy zanim dojrzeje i będzie wymagał kastracji, więc wystarczyłoby systematycznie odkładać część tej kwoty. Ponadto w wielu lecznicach w marcu są zniżki w ramach Akcji - sterylizacji, gminy czasem organizują dofinansowania, i generalnie jeżeli się chce, to się pieniądze znajdzie.
Wykarmienie ciężarnej kotki i później jej kociąt też kosztuje. Jeżeli w czasie ciąży/porodu zdarzą się jakieś komplikacje wymagające interwencji weterynarza, dochodzą kolejne koszty. Jeżeli kotka porzuci/osieroci kocięta, próby ratowania ich i wykarmienia butelką też będą kosztować.
Niekastrowane kocury często są mocno poranione, mają słabszą odporność - leczenie takiego kocura też tanie nie jest.
Koty kastrowane żyją dłużej, więc skoro te 150zł ma decydować o życiu - to warto.

Koty po kastracji robią się grube i leniwe
Kotom po zabiegu poprawia się apetyt, a pogarsza metabolizm. Zużywają o wiele mniej energii, gdy już nie muszą przechodzić rui, odchowywać kociąt, przemierzać rozległego terytorium, bić się z rywalami. To wszystko sprzyja tyciu, ale nie oznacza, że każdy kastrowany kot jest skazany na otyłość. Trzeba pupila zdrowo odżywiać, nie przekarmiać, kontrolować jego wagę i starać się zapewnić mu jak najwięcej ruchu, a nie będzie tragicznie.
Każdy kot jest leniem i przesypia większość czasu, a gruby kot jeszcze więcej niż szczupły. Kiedy po zabiegu z kocich "obowiązków" odchodzą te wymienione wyżej, zwierzak ma więcej czasu na ulubione spanie. Wrażenie, że kot stał się leniwy i ospały może potęgować fakt, że zazwyczaj przeprowadza się zabieg u osobników młodych, dorastających, które powoli przestają już być rozbrykanymi kociakami i stają się trochę poważniejsze z racji wieku, nie kastracji.
A nawet starsze koty potrafią bawić się, biegać i szaleć, to nie jest tak, że dorosły kastrat tylko je, śpi i chodzi do kuwety.

 Taka gruba półtora roku po zabiegu...

Kastraty potrzebują specjalnej karmy "sterilised"
Każdy kot potrzebuje zbilansowanej, pełnowartościowej karmy. Produkty z napisem "sterile" to przeważnie karmy złej i przeciętnej jakości (marne żarcie z marketu z dopiskiem "dla kotów sterylizowanych" to nadal marne żarcie z marketu, nie oszukujmy się), zawierające dużą ilość zbóż i innych niepożądanych składników. Mają obniżoną zawartość tłuszczu, teoretycznie po to, by chronić kota przed przytyciem, ale jednocześnie jest w nich też... zwiększona ilość węglowodanów, które tuczą bardziej niż potrzebny kotom tłuszcz. Dodaje się do nich także substancje wspomagające układ moczowy, ale... te same substancje zawierają także bezzbożowe karmy wysokiej jakości.
Dobra karma nie musi mieć dopisku "dla kastratów", by się dla kastratów nadawała.  A te, które  teoretycznie są "specjalistyczne", wcale nie służą kotom tak dobrze jak powinny.

Zabieg można przeprowadzić dopiero po pierwszej rui/jak kocur zacznie znaczyć
Jaki jest najlepszy wiek na kastrację? Nie każdy kocur znaczy moczem teren, a jeżeli jest wychodzący/mieszka poza domem, znaczenia można nie zauważyć, dlatego nie jest to idealny wyznacznik. Dodatkowo znaczenie może kotu wejść w nawyk, którego przeprowadzona za późno kastracja nie zlikwiduje. Zamiast czekać, lepiej wykastrować kocurka już w 6-8 miesiącu życia, zanim na dobre zacznie się wiosna (i kot ucieknie na kilka dni, a być może już nigdy nie wróci). Jeżeli zapach moczu kocurka zmieni się na bardziej drażniący albo pupil będzie próbował kopulować z przedmiotami, to już czas najwyższy na kastrację.

W przypadku kotek najczęściej radzi się czekać na pierwszą ruję, ale już pojawia się coraz więcej opinii, że przed rują też jest dobrze, a nawet lepiej, chociażby dlatego, że wykonanie zabiegu przed rujkową burzą hormonalną zmniejsza ryzyko nowotworu listwy mlecznej niemal do zera, a z każdą kolejną rują ryzyko to nieco wzrasta.
Można czekać, można nie czekać - w każdym razie te 6-8 miesięcy to też wiek jak najbardziej odpowiedni - ale jeżeli wiemy, że możemy kotki nie upilnować, to czekanie na ruję nie ma sensu i nie jest tego warte. Pierwsza ruja u kotki może wystąpić nawet w 5. miesiącu życia, a dopuszczenie do tego, by kilkumiesięczne kocię miało kocięta, jest skrajnie nieodpowiedzialne i nie będzie miało dobrego wpływu na młody rozwijający się organizm. Dlatego jeżeli kotka ma styczność z niekastrowanymi kocurami, jest wychodząca czy całkiem nie żyje w domu (np. oswojone koty na działkach), nie ma na co czekać, lepiej poddać kotkę sterylizacji najszybciej jak to możliwe, bo rui możemy nie zauważyć, a potem będzie problem.


Kastrowane koty mają problemy z pęcherzem
Kastracja nie jest bezpośrednią przyczyną chorób układu moczowego, które są bardzo powszechne i mogą dopaść każdego kota. Niekastrowane koty też mogą mieć problemy z pęcherzem. A do tego mnóstwo innych schorzeń, wiążących się z tym, że nie są wykastrowane (np. ropomacicze, rany zdobyte w bójkach, zakaźne upośledzenie odporności, czyli FIV i FeLV) Mogą też po prostu nie dożyć problemów urologicznych, jeśli wcześniej umrą przy porodzie albo pod kołami samochodu w trakcie swojej wiosennej dwutygodniowej ucieczki...  Dzięki kastracji chory pęcherz będzie jednym z niewielu zdrowotnych problemów, a bez kastracji... problemem jednym z wielu.

Nie trzeba kastrować kotów, które nie są wypuszczane z domu
Często ktoś o takich poglądach zmienia zdanie, gdy jego kot, niezależnie od płci, zaczyna sikać po kątach znacząc teren, albo wydziera się głośno po nocach. Ale poza tymi męczącymi zachowaniami, które znikają dzięki kastracji, są też inne powody, dla których kot niewychodzący powinien zostać poddany zabiegowi. Trzymanie niekastrowanego kota w zamknięciu jest o wiele bardziej okrutne niż pozbawianie go możliwości rozmnażanie poprzez sterylizację, a to dlatego, że kot po zabiegu potrzeby rozmnażania nie odczuwa, więc nie cierpi tak jak niekastrowany, który nie może jej zaspokoić.

Kocur w domu robi się sfrustrowany, może znaczyć teren, kopulować z przedmiotami, wyć po nocach, stać się agresywny. To wszystko nie tylko jest uciążliwe dla właściciela, ale też męczy kota, który może próbować uciec z domu, by się wreszcie "wyszaleć". A jak taki domowy zwierzak wyruszy w nieznany i niebezpieczny świat, to najprawdopodobniej już nie będzie w stanie wrócić.

Kotka za to będzie często przechodzić ruję. Może co miesiąc, może co kilka miesięcy, a może co dwa tygodnie lub nawet bez przerwy (ruja permanentna), aż nie zostanie zapłodniona, a nie zostanie, bo jest pilnowana w domu. Człowiek po jakimś czasie będzie miał dość jej wrzasków i posikiwania gdzie popadnie, a kotka w takim stanie się męczy. Mniej je i zajmuje się tylko swoją rują, czyli nawoływaniem, tarzaniem po podłodze i wyginaniem w dziwnych pozycjach. A to nie wszystko - ruje wprowadzają zamęt w organizmie kotki, jej hormony szaleją, a to prędzej czy później doprowadza do nowotworów gruczołów mlekowych i jajników oraz ropomacicza. I wtedy dopiero zaczynają się operacje i leczenie, nieporównywalnie bardziej poważne i ryzykowne od prostej sterylizacji wykonanej u zdrowej kotki. Ponadto kotka w rui również może próbować ucieczki.


Koty po sterylizacji przestają być łowne
Jeśli do tej pory był łowny, to nie przestanie, sterylizacja nie ma na celu odebrania kotu tego akurat instynktu. Być może nawet zostanie skuteczniejszym łowcą, gdyż będzie mógł poświęcić więcej energii na polowanie.

Tylko młode koty mogą być poddane sterylizacji, u starszych zwierząt się to nie opłaca i jest zbyt ryzykowne
Zabieg jest na tyle prosty i nieinwazyjny, że może być przeprowadzany także u starszych zwierząt, zwłaszcza tych w całkiem dobrym stanie. (Niektórzy uważają za stare koty pięcio- czy siedmioletnie - u takich tym bardziej, jeszcze przecież wcale nie są stare). Przedtem powinno się zrobić kotu komplet badań by upewnić się, że wszystko z nim w porządku i może być poddany zabiegowi.

Ryzykowanie sterylizacją to i tak o wiele mniejsze ryzykowanie, niż trzymanie kota bez zabiegu, bo "on już jest za stary". Niekastrowane kocury przeważnie nie żyją zbyt długo, sześć, siedem lat to już jest dla takiego dużo, a jeżeli zostałby wykastrowany, być może pożyłby jeszcze drugie tyle. Włóczący się i bijący kocur zużywa wiele energii, odnosi rany, a jego odporność się osłabia i jest coraz bardziej podatny na choroby. Taki awanturniczy tryb życia zdecydowanie nie sprzyja zdrowiu starzejącego się kota. A poza tym - w czasie każdej dłuższej wędrówki ryzykuje swoim życiem. Któregoś dnia może sobie nie poradzić i wreszcie zginąć potrącony przez samochód. Po kastracji nie będzie oddalał się tak od domu, więc śmierć stanie się mniej prawdopodobna.

Serce się kraje, gdy się czyta o kilkunastoletniej kotce umierającej przy trzynastym porodzie. Albo o kociej staruszce, która nie przeżyła operacji ratującej jej życie po zachorowaniu na ropomacicze. Jeśli nie wykastruje się starszej kotki, to najprawdopodobniej jedno z tych dwóch będzie przyczyną jej śmierci. To już lepiej zaryzykować sterylizacją niż się przekonać, w którym momencie kotka już dłużej nie wytrzyma tych rui czy ciągłego rodzenia.

12 komentarzy:

  1. Świetny wpis! Będę przesyłać go osobom, które uważają kastrację za złą i krzywdzącą.

    OdpowiedzUsuń
  2. Nic dodać, nic ująć! Genialny wpis powinien trafić do jak największej ilości osób! :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Wszystko opisane tak jak należy! Zgadzam się ze wszystkim,zresztą to nie kwestia postrzegania tylko faktów. Chociaż moja nadal nie wysterylizowana...:(

    OdpowiedzUsuń
  4. Moją Cleo wysterylizowaliśmy prawie rok temu, kotka miała wtedy koło roku. Nie było żadnych powikłań - nie choruje, ma apetyt, ale stała się grzeczniejsza, bardziej karna i częściej szuka kontaktu z ludźmi. Nie wychodzi na za długo do ogrodu. Same plusy ma sterylki, moim zdaniem. Cleo nie miała kociąt i nie żałuję tego - nie odbierzemy szansy na dom schroniskowym zwierzętom.
    Post bardzo dobry - jest takich coraz więcej, i dobrze, bo uświadamiają ludziom, że mają złe przekonania. Kiedyś jednak pewna pani zwymyślała mnie, mówiąc, że nie powinno się odbierać zwierzętom, ekhm, przyjemności, i powinny mieć przynajmniej jeden miot, bo jak nie, to szybko zdechną. Eee, przepraszam bardzo, powstrzymywałam się, żeby nie parsknąć śmiechem. Jednakże pani stanowczo upierała się przy swoim, mimo tego, iż ja i weterynarz (!) przekonywałyśmy ją, że kłamie. Szkoda mi jej kotki, chyba 3 razy miała miot, z czego 2 w jednym roku. Nie wiem, co z wszystkimi kociętami - ale kilka z nich siedzi w schronisku.
    Złe jest też przeciąganie sterylizacji (bo kastracja i sterylizacja to praktycznie to samo) - bo się odkłada, szuka pretekstu, a ''to'' może się wydarzyć przez nasze odkładanie.
    Bardzo dobrze napisany post - gratuluję i pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  5. Długi post, ale bardzo, bardzo przydatny. :)
    Koty powinny być kastrowane, te domowe jak i te wychodzące! :-)

    OdpowiedzUsuń
  6. Niech taki tekst przeczyta jak najwięcej osób i niech oni wyciągną z niego wnioski. Przecież tu już nie można znaleźć żadnych porządnych argumentów przeciwko kastracji, ona jest potrzebna i tyle.
    Bardzo dobry post ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Genialnie! Udostępniam!
    Pozwolę sobie jeszcze powiedzieć, że sprzeciw kastracji jest spowodowany przez m.in... weterynarzy. To oni rozgłaszali, że kastracja to zło, a co za tym idzie, to samo zaczęli myśleć ludzie. Wszystko po to, że jednorazowa kastracja to niski koszt, ale kiedy przyjdzie zaszczepić i odrobaczyć cały miot kociąt, to można zebrać całkiem niezłą sumkę... Przerażające, czego nie zrobi się dla pieniędzy. :/

    OdpowiedzUsuń
  8. bardzo mądry i potrzebny tekst :) Za chwilę udostępnię go dalej. Ciągle jest tak wiele osób, które nie zdają sobie sprawy z konsekwencji bezmyślnego rozmnażania kotów. A potem te biedne cierpiące kociaki, gdzieś w krzakach, w śmietnikach... Boże, to nie na moje nerwy, nie potrafię się pogodzić z tym jakie okrucieństa dotykają zwierzaki z rąk ludzi, jacy niektóry są podli i i nieczuli :(

    OdpowiedzUsuń
  9. Dobry tekst, warto go puszczać dalej.
    Ja jeszcze tylko dodam, że niektórzy weterynarze (w UK z tego co zauważyłam jest to norma) zalecają jeszcze wcześniejszą kastrację kocurków - jak tylko dojrzeje na tyle, że jądra będą w pełni widoczne można ciachać. Mój Lucek miał 17 tygodni gdy został odjajkowany. Zabieg zniósł bardzo dobrze, nawet nie zauważył że czegoś mu brakuje.

    OdpowiedzUsuń
  10. O kurczę ile się zmieniło. Post jak zwykle bardzo ciekawy i pomocny, ale te zdjęcia O.o Zakochałam się. Boże jak Ci zazdroszczę, robisz cudowne zdjęcia i masz niezwykłych modelów. Twój blog wygląda po prostu cudownie. Taki cud miód :D

    OdpowiedzUsuń
  11. Cała pouczająca prawda :-)
    Jak mało ludzi interesuje się ta wiedzą, wolą się mądrzyć rzucając sloganami.

    OdpowiedzUsuń

Komentarze są wielką motywacją i potwierdzeniem tego, że nas czytacie, dlatego bardzo dziękuję za każde naskrobane słowo :)

Komentarz uznany za reklamę zostanie usunięty.