sobota, 10 września 2016

Kupa na dywanie, czyli co Cię czeka, gdy sprawisz sobie kota

Ten post nie zawiera niczego odkrywczego, każdy kociarz z pewnością doskonale zna opisane sytuacje, a bardziej doświadczony albo pechowiec może stwierdzić, że prawdziwych problemów z kotem to ja jeszcze nie widziałam. Co jest prawdą, bo co ja wiem o problemach z kotami, skoro moje są bezproblemowe. Tak, uważam moje koty za grzeczne i bezproblemowe. A mimo to, zaraz sobie na nie ponarzekam.
Ale to tak naprawdę nie będzie narzekanie, tylko stwierdzanie faktów, bo koty takie są. Ten post nie ma na celu zniechęcania ludzi do kotów, może jest najwyżej jakimś ostrzeżeniem czy uprzedzeniem. Chyba lepiej, żeby ktoś zrezygnował z planu adopcji kota, niż wywalił słodką kulkę za drzwi po kilku dniach życia z nią pod jednym dachem, kiedy to owa kulka ujawni swą ciemną stronę.

Koty to upierdliwe szkodniki i nie waham się tego napisać. I to trzeba po prostu zaakceptować, nie przejmować się drobnostkami i cieszyć się innymi, bardziej przyjemnymi stronami kociej natury, których przecież nie brakuje. 

Skupię się na moich dwóch szkodnikach i ich sposobach zatruwania mi życia. Większość kotów podziela podobne zachowania w różnym nasileniu.


Sen? Jaki znowu sen?
Drapieżnik najbardziej aktywny jest w nocy i nad ranem, ten domowy również...
Najlepszy czas na zabawy, miauczenie, bieganie po domu i ogólnie rozrabianie to mniej więcej przedział godzin 22-01, więc jeśli by tak chcieć się wcześniej położyć, to łatwo nie będzie. 
Udało się? Nie na długo, czwarta, piąta rano to dla kota idealna pora, by zacząć dzień i powtórzyć wygłupy sprzed kilku godzin. 
Kot przyzwyczajony, że codziennie o siódmej rano dostaje śniadanie? Dzień tygodnia go nie interesuje, w dni wolne też się głośno upomni o to, co mu się należy, nie ma mowy o dłuższym spaniu.
W przypadku moich burków zakłócanie snu jest zachowaniem sporadycznym, nie codziennością. Szaleją w nocy, ale nie nie wiadomo jak późno. Bywa, że np. Fisiek się wydziera i drapie w drzwi od kuchni o czwartej, a Heś skacze po szafach po trzeciej trzydzieści. Ulubiony numer Fiśka to gryzienie nad ranem kabla od laptopa, ten dźwięk działa lepiej od budzika, bo trzeba gnać ratować kabel ;). Na co dzień jednak nie wymuszają ani jedzenia, ani uwagi, to nie koty, którym właściciele ulegają i bawią się z nimi i karmią na zawołanie o najdziwniejszych porach. Budzą się razem z ludźmi.

Że niby koty to ciche zwierzęta? 
Są koty ciche, koty gaduły i koty rozdarciuchy. Najczęściej kot marudzi, gdy domaga się uwagi, wystarczy więc punktualnie karmić, poświęcać czas na głaskanie i bawić, żeby się zmęczył i uspokoił, ale niektóre i tak będą gadały. O tej pierwszej w nocy i piątej rano zwłaszcza, ale i w dzień. Hesia codziennie płacze z nudów, dopiero jak się Dzidzię wymęczy wędką (ja) albo wygłaska po brzuchu (inni domownicy) to jest cicha i zadowolona. Felaś się drze przed każdym popołudniowym posiłkiem... pół godziny po posiłku... godzinę po posiłku... lubi sobie dobrze zjeść i prowadząc co chwilę pod lodówkę usiłuje mi wmówić, że znowu jest głodny. Nawet jak nie dojada albo wybrzydza, to i tak dla zasady wymusza napełnienie miseczki. Dużo gada po swojemu, a zasób dźwięków ma bogaty (nie zawiera jednak miauczenia, tylko piski, skrzeki i gulgoty, uwielbiam tego kota). Czasem to irytujące, a czasem urocze, zwłaszcza jak przy tym się łasi i robi słodkie oczy. Mimo tego nie ulegam, inaczej dawno byłby toczącą się kulą tłuszczu.




Tytułowa kupa na dywanie nie miała na celu jedynie zwrócenia uwagi...
Właściwie to mnie zainspirowało do napisania tego tekstu. Odchody, mocz, wymiociny to nie jest miły temat, ale nie można go zignorować, bo komuś przeszkadza ze względów estetycznych. Jak bardzo przeszkadza i obrzydza, to może nie powinien mieć kota, a nawet i innych zwierząt. Choroby to jedno, zawsze może się przyplątać coś, co spowoduje u kota biegunkę, nadmierne wymioty, sikanie poza kuwetą. I cóż, trzeba posprzątać, na zwierzaka się nie gniewać i starać się go wyleczyć.
Inna sprawa, że koty tak mają, że nawet bez poważnej choroby często wymiotują, bo muszą zwrócić kłaczki/bo się nażarły trawy/bo się nażarły. Który kociarz nigdy nie wdepnął w kociego pawika o poranku? :) Załatwianie się poza kuwetą też jest dość powszechnym problemem, nie zawsze związanym ze stanem zdrowia, a znalezienie przyczyny bywa trudne. Kotom długowłosym zdarza się wybrudzić sierść przy korzystaniu z kuwety, co też zapewne może być uciążliwe.
Nie dość więc, że trzeba sprzątać, że śmierdzi, to jeszcze pewnie gdzieś zostaną jakieś plamy, bo przecież to kot, jak ma obok płytki czy panele, to i tak wybierze na wymioty puchaty dywan albo elegancką sofę.
Epizod z obsikiwaniem łóżka przez Hesię od dawna należy już do przeszłości. Wystarczyło wymienić łóżko, co i tak miało nastąpić, więc mieliśmy szczęście... poza tym koty kuwetkują perfekcyjnie i nie mamy takich problemów. Prawie. Felasiowi niekoniecznie służą gotowe karmy (dlatego wróciliśmy już do 100% BARF), co czasem skutkuje tym, że trze brudnym tyłkiem o podłogę albo świeżą pościel (cudownie go przyłapać na czymś takim...) albo wyjdzie z kuwety zadowolony, a kupa idzie razem z nim i odczepia się dopiero w drugim pokoju. Podcieranie kotu brudnego zadka albo szukanie skarbów po domu, coby w nie nie wdepnąć jest... nie polecam, ale da się wytrzymać :). O wiele bardziej nie lubię sprzątania wymiocin pełnych niestrawionego jedzenia, bo się kotek ne wiadomo kiedy nażarł (raz Hesia i raz Fisiek, przeważnie pawiki to sama ślina z sierścią i to rzadko, więc kolejny plus dla moich kotów).

Sierść, kłaki, kłaczki...
O ile nie mamy kota rasy mało owłosionej, to z pewnością trzeba będzie nauczyć się żyć z tonami sierści wszędzie. Wszędzie. Nie ma znaczenia, że naczynia były schowane, a ubranie dopiero wyprane, i tak będą na tym kłaczki. Można z tym walczyć mniej lub bardziej zawzięcie, ale w którymś momencie ciągłe sprzątanie zapewne zastąpi choć częściowa akceptacja. Szkoda nerwów na bezcelową walkę :).
Moje koty nie gubią nadmiernej ilości kłaków. Czeszę je nieregularnie, połkniętą sierść zwracają bardzo rzadko, nie wypada z nich garściami. Każdy osobnik jest inny, powietrze i temperatura mogą mieć wpływ, ważna jest też dieta (warto podawać olej z łososia i oczywiście karmy dobrej jakości), ale nawet taki mało kłaczący się kot będzie zostawiał wszędzie swoje futro, trzeba się z tym pogodzić.


Żwirek? Nie tylko w kuwecie.
W zależności od konkretnego produktu, jeden będzie roznosił się mniej, drugi bardziej, ale zawsze coś gdzieś się wysypie. Stawiam na oszczędność, higienę i wygodę w jednym, kupując drewnianego Cat's Besta - żwirek idealny pod każdym względem, ale z jedną ogromną wadą - jest wszędzie, zupełnie jak sierść. I nie przesadzam, znajduję go wszędzie, gdzie włażą koty, na biurku, w łóżku, nie ma dnia bez odkurzania, bo jest lekki i się czepia do łapek.
"Nośność" żwirku to jedno, drugie to uzdolnienia kota do kopania. Teoretycznie kot powinien robić dołek, załatwiać potrzebę i zasypywać. Fisiek robi to wzorowo, ale Hesia rozrzuca wszystko na sto metrów w górę i na boki, po każdym skorzystaniu więcej żwirku jest na podłodze niż w kuwecie. Może kuweta kryta by to ograniczyła, ale znając możliwości mojej wariatki... to nie bardzo.

Zniszczenia, zniszczenia...
Heś ma na sumieniu kilka kartonowych pudeł z rzeczami, kilka roślin doniczkowych (nie mamy więc żadnych kwiatów - ona ich nawet nie zjadała, tylko rozrywała liście i wypluwała dla samego niszczenia), tapetę ze ściany.
Felaś pogryzł kilka par butów (tak, to kot, nie szczeniaczek), ołówki, kable, lampki choinkowe (razy dwa), różne opakowania, sweter, chciał oderwać jakieś guziki i pewnie mogłabym tak wymieniać godzinę, bo ten kot wszystko pcha do pyska i gryzie z wielkim zaangażowaniem. Nie dość, że niszczy, to jeszcze naraża przy tym swoje zdrowie, dodatkowy problem. Jeszcze na moskitierę czasem skacze i się dziury porobiły.
Wspólnie przewróciły duży wiatrak i przez to biedak dokonał żywota. Nic nie stłukły pewnie tylko dlatego, że nie miały czego tłuc.
Oczywiście gdzieniegdzie widnieją ślady po kocich pazurkach, koty korzystają z drapaka, ale drapią też dywany i czasami kanapę, mają też dla siebie pufę robiącą za dodatkowy drapak. W czasie zabaw łatwo zahaczyć o coś pazurkami, nawet regularnie przycinanymi.
Z kotem w domu nie da się utrzymać wnętrza w idealnym stanie i zawsze będą jakieś straty w wyposażeniu. Nie ma co się za to gniewać na kota, najwyżej na siebie, że się nie upilnowało.


Pewnie znalazłoby się więcej przykładów do napisania, każdy kot ma na koncie jakieś indywidualne wybryki. Warto przymknąć oko na kocie wady, mimo wszystko to cudowne zwierzaki :).