wtorek, 26 grudnia 2017

Nowy drapak

Z drobnym opóźnieniem, ale jest - na początku grudnia przybył do nas nowy drapak "Ikaros". Ma ponad 1.5m wysokości, to dużo w porównaniu z poprzednim. Kociaste zachwycone od pierwszego wejrzenia.


Słupków do drapania nie brakuje, więc ostrzą swoje pazurki często i w najróżniejszych pozycjach, Hesi zdarza się nawet drapać "do góry nogami", będąc na najwyższej półce.


Oczywiście budka nie stanowi dla nich atrakcji, zajrzały do niej parę razy na samym początku, ale równie dobrze mogłoby jej nie być, moje koty nie są "budkowe". Ciężko znaleźć drapak, który spełniałby wszystkie wymagania, a w naszym przypadku nie zawierał budki, będącej zbędnym dodatkiem.


Tu tak mniej więcej drapak w całej okazałości. Jest trochę niestabilny i cały się trzęsie, kiedy biją się na nim jak dzikie, ale poza tym wad nie ma. Ewentualnie za wadę mogę uznać to, że z powodu ciemnego koloru na zdjęciach koty zlewają się z tłem :). I też bardziej widać na nim żwirek, który niezmiennie dostaje się wszędzie, również na wyższe partie drapaka.


Największym zainteresowaniem cieszy się podwieszana leżanka, roboczo zwana "miską" :) Co mnie zaskoczyło, bo Fiś jest klocek i ledwo się w tym mieści (i tak początkowo miał problemy z poruszaniem się na drapaku, typowa fisiowa sprawność), a Hesia nie przepada za niestabilnymi powierzchniami i zaraz po złożeniu drapaka w ogóle nie chciała siedzieć w "misce".


Jak widać po prostu potrzebowały czasu, żeby się przekonać.




Hesia
Fiś


Poza tym przed świętami dostały jeszcze jeden prezent, trochę niezdrowy - zooplusowe pudełko-niespodziankę z różnymi karmami, zabawką i przysmakami. Ciekawiło mnie, jak taka paczka wygląda, spodziewałam się jakiegoś Whiskasa i innych marnych rzeczy, a tu pozytywne zaskoczenie, bo wszystko ze średniej półki, zdatne do spożycia.






Trochę za dużo tych suchych kulek, lepsza by była jakakolwiek karma mokra, ale to nic.


Najbardziej mnie cieszą przysmaki, bo zawsze było mi szkoda pieniędzy na zachwalaną Cosmę, a tak kociaste miały przynajmniej okazję spróbować. Smakować smakuje, ale nadal nie uważam, by było warte swojej ceny, nawet mimo składu.


Piłeczkę kilka razy pacnęły łapkami i tyle było z zabawy, typowo. Ładne ma kolory :).


Pudełko i tak zawsze najlepsze.



(W ogóle nie są podobni;)

piątek, 29 września 2017

Czy wszystkie posty muszą mieć tytuł?

W dalszym ciągu nie mam nic do napisania, chciałam tylko wrzucić tu kilka zdjęć, tak dla siebie, bo jak by nie było, to miejsce nadal jest pamiętnikiem z życia moich przerośniętych kociąt. Końcówka lata minęła im leniwie i spokojnie.



Sen na podłodze, sen przy oknie, w zimniejszą noc na wspólnym fotelu. Czasem drobna bójka, czasem ucieczka na lodówkę ze strachu przed odkurzaczem, wtulanie się w człowieków i mruczenie, grymaszenie przy jedzeniu.





We wrześniu wreszcie udało się wybrać na odrobaczanie. Hesia na widok dawno nieużywanego transportera od razu się w nim ulokowała, ale Felin wiedziony doświadczeniem, od razu się ulotnił. Skoro nie chciał wejść do złowrogiego pudełka (jak widać poniżej, zrobił to dopiero po powrocie, gdy podróż już mu nie groziła), to pojechał na szelkach.


Do tej pory nie opuszczał domu w ten sposób i było to dla nas stresujące przeżycie - głównie dla mnie, nie miałam pewności, czy utrzymam tego nieobliczalnego olbrzyma. Jakoś się udało, ale i tak prawie się wyrwał z tych szelek. Hesia w takich sytuacjach jest dużo spokojniejsza, nieruchomo leży na rękach, a Fisiek wyczyniał jakieś akrobacje, krzyczał w samochodzie i wdrapywał mi się na plecy. A niby to on jest ten grzeczniejszy ;).


Przez trzy lata drapak już trochę się zużył i powoli zabieram się do zakupienia nowego, może trochę większego, ale też bez przesady, nie mamy warunków na nie wiadomo jakie drzewka. Się zobaczy, mam już coś na oku. Może zobaczymy go już w kolejnym poście w przyszłym miesiącu, dobrze by było.

sobota, 19 sierpnia 2017

Taka pogoda nie sprzyja działaniu

Zawsze jak mnie najdzie na przeglądanie starych postów, tego wyczuwalnego w nich zaangażowania w kocie tematy itepe itede, boleśnie odczuwam utratę motywacji do tego wszystkiego. Przydałoby się tu być chociaż raz w miesiącu... więc jestem? 

Chcę dalej uwieczniać chwile spędzone z kociastymi, problem tylko w tym, że nie bardzo jest co. A może to i lepiej, przynajmniej nie mamy żadnych problemów. 

Wysokie temperatury tradycyjnie czynią z kotów bezwładne, śpiące całymi dniami placki. Jeśli Hesia się wywala w tej pozie to znak, że lato w pełni.



Ten widok nigdy mi się nie nudzi, a raczej z każdym dniem zachwycam się nią bardziej :). Bycie tak uroczym powinno być zakazane, to szkodzi zdrowiu psychicznemu patrzących ;).


Co nie zmienia faktu, że my się nigdy nie dogadamy i nawet mi na tym nie zależy. Zachwycam się na odległość, tysiąc razy dziennie wyzywam od małpiszonów (i dużo gorzej), napełniam miskę, starczy. Ona ma swoich ludzi, ja mam Fisia, wszyscy zadowoleni z tego układu.


Ostatnio pisałam, że kociastym nie zdarzyło się do tej pory zwracać kłaczków... zaraz po tym ta niedobra Królewna chyba trzykrotnie wyrzuciła z siebie całe kłęby sierści. Muszę uważać na słowa ;). W dodatku początkowo z powodu braku świadków, o kłaczki z góry został oskarżony Felin, jako posiadacz bujniejszej sierści i dlatego, że od zawsze to on ma ze wszystkim problemy. Biedaczek przez kilka dni musiał znosić intensywne czesanie, którego szczerze nienawidzi. Hesia oczywiście także była profilaktycznie poddawana tym torturom, ale przecież jej to i tak nie obchodzi.




Żeby nie było, ten smutny ziemniak też potrafi się czasem tak rozwalić, ale to już musi być temperatura zbliżona do tej w Dolinie Śmierci.


Przez większość czasu preferuje bycie kłębkiem w pudełku, tak bezpieczniej. Póki Hesia nie zagryzie pudełka, plując wokół jego szczątkami...


Na koniec placki zbiorowe, wywaliły te fałdy i udają, że są grube ;).


wtorek, 18 lipca 2017

Trawa dla kota

Nie samym mięsem żyje kot ;). Trawa też jest mu potrzebna, by za jej pomocą mógł sobie oczyścić przewód pokarmowy, przede wszystkim z wylizywanej sierści. Dlatego kotom niemającym możliwości pasienia się na zewnątrz, zasiewamy trawę w doniczkach.


U nas to czasami wygodna do "hodowli" specjalna trawa z zoologicznego, ale przeważnie stawiamy na dużo tańsze "niekocie" ziarna. Nie mam bladego pojęcia o roślinności i nawet ta głupia trawa nie chce za bardzo rosnąć pod okiem tak wybitnego ogrodnika, ale to chyba owies albo żyto ;).


Główną kozą tego domu jest Felin, rzuca się na zieleninę jak durny i potrafi naraz pożreć połowę zawartości doniczki. Hesia zachowuje więcej umiaru. Choć może nie akurat na tych zdjęciach.


Trawę siejemy raz na jakiś czas, bo nie ma komu się tym zająć. Pewnie ten system nie jest najlepszy i bardziej odpowiednie byłoby mieć zawsze dostępną doniczkę ze świeżą trawą, wtedy koty nie opychałyby się nią jak wygłodniałe.


W efekcie jest kilka dni rzygania kilogramami trawy przez wspaniałego Fisia, a potem spokój do momentu, aż znów się uda znaleźć motywację do zasiania nowej porcji.


A Fiś to drań podły, potrafi przyjść z drugiego pokoju specjalnie po to, żeby zwrócić trawę na łóżko... dlatego "dni trawy" nie należą do najprzyjemniejszych ;).


Tyle się słyszy o kłaczkach, ale ja w sumie nie widuję jakichś większych złogów sierści, nie zakłaczają się te moje koty czy co. Nawet nie są zbyt regularnie czesane bo się stawiają bardzo. To znaczy Fisiek, on dostaje szału od czesania, bo Hesi to tam wszystko obojętne (jak i w każdej innej dziedzinie życia, czy istnieje coś, co by obchodziło tego małego potworka, chyba tylko żarcie).