poniedziałek, 19 listopada 2018

Podsumowanie... czegoś tam

Chciałam po prostu gdzieś wrzucić zdjęcia żeby nie leżały takie porzucone na dysku, i to właściwie miało być zrobione ze dwa miesiące temu, ale wyszło jak wyszło, piszę teraz. 



Jak widać albo i nie widać poniżej, pozbyliśmy się paskudnej wykładziny, nareszcie taka podłoga, jaka najlepiej się sprawdzi w domu z kotami. Wszelkie chodniczki i dywany mogłyby dla mnie nie istnieć, zbiera to tylko sierść i ciężko się sprząta kocie wymiociny. Zdecydowanie łatwiej utrzymać higienę na panelach.


No dobrze, tam jest chodniczek, ale ja go nienawidzę, a Fisio go gryzie, więc mam nadzieję, że już długo nie pociągnie.

Fisio przez całe zamieszanie związane z remontem oraz moją kilkudniową nieobecnością w tym samym czasie (pewne okoliczności, na które nie miałam wpływu, zostawianie lękliwego, wrażliwego kota po raz pierwszy na tak długo w czasie remontu to bestialstwo), przez kilka dni nie jadł i mieszkał w kanapie. Całą tamtą sytuację bardzo źle wspominam, Felin pewnie też. My z Fisiem to byśmy najchętniej ukryli się przed światem w cichym pokoiku i nie wychodzili. W sumie to tak robimy, ale nie zawsze się da.


Obcinam kotom pazury co kilka tygodni od jakichś pięciu lat, wydawałoby się więc, że umiem to robić. Nigdy nie było z tym problemów, nawet gdy kot wierzgał i się wyrywał. Ale raz zawaliłam i wszystkie tylne paluszki Hesi spłynęły krwią. No może nie aż tak, ale zawsze wydawało mi się, że jeśli za mocno obetniesz kotu pazur, to wtedy to zauważysz, czy to po zachowaniu, czy krwi, nie wiem, cokolwiek. A tutaj przycięłam obie stópki, Heśka zero reakcji, a dopiero po chwili widać było kropelki krwi na każdym paluszku. Nic się z tym nie działo, ale od kilku miesięcy nie przycinam Hesi pazurków na tylnych łapkach, bo się boję.


A przycinanie pazurków jest u nas rzeczą konieczną, bo choć koty się lubią, często śpią w siebie wtulone i tak dalej, to również tłuką się jak durne (np. o miejsce na fotelu),  a ostre pazurki to dobra broń. Fiś jest duży, ciężki i w jego wykonaniu to bardziej zapasy, za to Heś wyrywa mu futro i zostawia rany na uszach...


Tak jeszcze ze spraw zdrowotnych Hesi, to coś dziwnego się jej porobiło przy zadku, początkowo myślałam, że to może żwirek się przykleił. Okazało się jednak, że to jakiś przerost naskórka (?), smarowanie kotu tyłka to nie jest miłe zajęcie, ale zwykła maść witaminowa zdziałała cuda i zeszło po ledwie kilku dniach.


Jest jakiś postęp, jeśli chodzi o moją relację z Hesią, od zawsze dość skomplikowaną. Jakoś łatwiej do niej dotrzeć, zrozumieć jej sygnały, rzadziej mnie irytuje (tylko tysiąc razy dziennie), częściej zauważam jej dobre cechy i rozczula mnie jej urok osobisty. Wkurza mnie, zawsze wkurzała i będzie wkurzać, ta jej typowa kocia bezczelność i pewność siebie jest bardzo intensywna, nie nadajemy na tych samych falach. Zdecydowanie lepiej rozumiem się z gapowatą kluchą bojącą się własnego cienia, czyli moim głupiutkim Fisiem, kotem, który woła, że chce być wzięty ręce, a jak przewrócić go na bok, to tak zostanie i będzie leżeć.


A co do Fisia, to jest coś, co mi się nie podoba. Czarna kropka w prawym oku. Od weterynarza usłyszałam, że to tyko pigment i żeby obserwować, ale nie wiem czy jestem przekonana i czasem dopadają mnie różne negatywne myśli.

3 komentarze:

  1. Ja obcinam swoim kotom pazurk tylko w przednich łapkach. Jedynie Karmelkowi zaczęłam przycinać same końcowki przy tylnych, bo ma za długie i jak chodzi to stuka o podłogę. Zawsze sobie sam obgryzał , ale chyba przez to wypadły mu siekacze i już nie daje rady ...
    Co do dywanów też się pozbylam , ale na zimę lubię choć malutki mieć pod swoi stolikiem ;-) Koty też go lubią , bo sobie pazurki ostrzą i wylegują się na nim :-)
    U nas jedną brunatną kropkę na tęczówce ma Mikesz. Też pojawiła się nie wiadomo skąd ...
    Przyjęłam to dość spokojnie bo u mnie kiedyś , kiedyś pojawiła się podobna kropka , najpierw jedna , potem druga :/
    Jeden okulista kazał obserwować, inny mówi że taka moja uroda :/

    Pozdrawiam ciepło i głaski dla łobuziaków !

    OdpowiedzUsuń
  2. Mój śp kocur też miał taką plamkę na oku (pojawiła się ok. 2 roku życia) i weterynarz stwierdził po prostu, że to nic takiego (nawet nie nakierował, że to może pigment). W każdym razie kotek szczęśliwie dożył lat 14-stu i z oczkami nie było problemu ;) Niemniej jednak zawsze warto dmuchać na zimne!

    OdpowiedzUsuń
  3. Piękne zdjęcia! Dla mnie też wykładziny i dywaniki mogłyby nie istnieć - panele górą!

    OdpowiedzUsuń

Komentarze są wielką motywacją i potwierdzeniem tego, że nas czytacie, dlatego bardzo dziękuję za każde naskrobane słowo :)

Komentarz uznany za reklamę zostanie usunięty.